Widgets Magazine
08:19 19 Sierpień 2019
Fabryka Daimler w Niemczech

Polski przemysł kuleje: najgorsze wskaźniki od ponad sześciu lat

© AP Photo / Jens Meyer
Gospodarka
Krótki link
Wiktor Bezeka
13388

Obrazujący nastroje w przemyśle wskaźnik PMI dla Polski w lipcu spadł do poziomu 47,4 pkt. Jest to najniższy poziom od ponad sześciu lat. Wcześniej Bloomberg napisał, że europejska gospodarka znalazła się w stanie stagnacji. Czy Polska gospodarka pójdzie jej śladem?

Innym dowodem na to były dane dotyczące wskaźnika produkcji przemysłowej: to najsłabszy wynik od kwietnia 2013 roku.

„Badane przedsiębiorstwa zaraportowały szybkie osłabienie napływu nowych zamówień oraz spadek produkcji i zatrudnienia” – podała firma Markit Group. „Najnowsze wyniki badań PMI (Purchasing Managers Index – red.) przeprowadzonych w lipcu, zasygnalizowały dalsze spowolnienie w polskim sektorze przemysłowym” – dodano.

Przypomnijmy, że PMI jest wskaźnikiem wyprzedzającym koniunktury i pozwalającym w pewnym zakresie stwierdzić, czy w przyszłości dana gospodarka będzie się rozwijała, czy raczej przeżywała regres. Uważa się, że jeżeli PMI jest powyżej 50 proc., to nie ma tragedii.

Polska kroczy w ślad za Europą?

Wcześniej zgłaszano kolejny znak recesji w Europie – spadające stopy wzrostu PKB; w drugim kwartale 2019 roku wyniósł on zaledwie 0,2 proc., co było poniżej prognoz większości analityków. Ekonomiści oczekują teraz jeszcze większego spadku do końca roku. 

Czyżby nieduży spadek PMI poniżej 50 proc. byłby aż tak groźny? Jakie czynniki wywierają wpływ na gospodarkę i czy można przewidzieć i wyeliminować zawczasu negatywne zjawiska w rozwoju gospodarki? Z tymi pytaniami Sputnik zwrócił się do dyrektora Instytutu Współpracy z Biznesem Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu profesora Mariana Nogi.

Spadek poniżej 50 proc. jest tak naprawdę zapowiedzią recesji. Tu nie ma co ukrywać. Możemy oczywiście używać słowa „spowolnienie”, ale to na jedno i to samo wychodzi – mówi profesor.

Na przykład dla Stanów Zjednoczonych PMI jest minimalnie powyżej 50 proc. (dokładnie 50,4 proc.). Jest to najniższy wskaźnik od 10 lat. Kilka dni temu FED obniżył stopę procentową Banku Centralnego do 2-2,25 pkt. bazowych, co świadczy o tym, że kierownictwo FED-u bardzo się przejęło tym PMI i działa na rzecz przeciwdziałania zbliżającej się recesji.

Jeżeli chodzi o Polskę, to zdaniem profesora Nogi, rządzący w Polsce myślą eufemistycznie, że tak ładnie nazywane transfery socjalne, programy socjalne spowodują wypływ ogromnej masy pieniędzy, co z kolei przełoży się na gospodarkę, na aktywność itd. Mówino, że popyt będzie rósł, za popytem pójdzie podaż. W tym miejscu wskaźniki bezrobocia to potwierdzają – tak, one są najniższe na przestrzeni ostatnich lat.

„I tu powstaje problem” – mówi Marian Noga.

Dodatkowa masa pieniężna może się przerodzić w czynnik nakręcania koniunktury pod dwoma warunkami. Pierwszy: powinny być rezerwy siły roboczej, której nie ma (w Polsce pracuje już 3 mln Ukraińców, którzy niedługo mogą przenieść się do Niemiec – red.). Drugi czynnik – muszą być rezerwy mocy produkcyjnej, a tam inwestycje od czterech lat też są eufemistyczne – twierdzi.

Efekt bazy statystycznej

Rozmówca Sputnika tłumaczy, że inwestycje w Polsce to są publiczne inwestycje. „Jak państwo inwestuje, to są inwestycje. Jak państwo nie inwestuje, to nie ma inwestycji. A to oznacza, że prywatny sektor w gospodarce słabo się czuje od czterech lat i to nie jest żadną niespodzianką. Czyli powstały braki wolnych mocy produkcyjnych. Przy tym nie ma rezerw siły roboczej” – mówi.

„Ponieważ rządzący już dawno nie inwestowali, mówiąc popularnie - siadło. Doszliśmy teraz do ściany. Pieniądze poszły na rynek i one podtrzymały dosyć wysokie tempo wzrostu konsumpcji. I już ten czynnik nie działa. PMI to wskaźnik nie konsumpcji tylko produkcji przedsiębiorstw, którzy inwestują” – wyjaśnia rozmówca.

Przewiduje, że w następnym roku inflacja się utrzyma na wysokim poziomie. To jest bardzo niepokojące.

Będąc w Radzie Polityki Pieniężnej bez przerwy pamiętałem o tak zwanym efekcie bazy statystycznej. Jeżeli ceny w tym roku wzrosną o 2 proc., a wzrosną nawet więcej, i w 2020 roku miałyby wzrosnąć o kolejne 2 proc. i to do bazy wysokiej, to by było bardzo źle – powiedział na zakończenie Marian Noga.

Zobacz również:

Kłopot obecnej opozycji: Nie drażnić wyborców
Sekielski - wielki kłopot dla polskich hierarchów
Polska gospodarka rośnie szybciej, niż przewidywano
Europejska gospodarka utknęła w martwym punkcie
To koniec: pod światową gospodarkę podłożono wielobilionową bombę
Tagi:
Europa, gospodarka, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz