13:34 30 Marzec 2020
Gospodarka
Krótki link
Epidemia koronawirusa 2019-nCoV (97)
204
Subskrybuj nas na

5% firm w Polsce jest zdania, że wybuch epidemii koronawirusa odbija się na ich biznesie, mimo że w Polsce nie ma jak dotąd ani jednego przypadku zachorowania. Nie wszyscy są przygotowani na negatywny rozwój sytuacji.

Polscy przedsiębiorcy dopuszczają kilka scenariuszy w najbliższej przyszłości, każdy z nich będzie odczuwalny dla ich pracowników, jak informuje Cezary Maciołek, wiceprezes Grupy Progres, która przeprowadziła badanie.

Cięcia etatów, praca zdalna i delegacje?

Te najczęściej wymieniane (scenariusze – red.) dotyczą m.in. znacznej i nagłej redukcji zatrudniania, która w pierwszej kolejności obejmie pracowników tymczasowych. Sytuacja dotknie nie tylko Polaków, ale też Ukraińców, dla których pracy w Polsce ostatnio było coraz mniej. Tylko w lutym z rynku zniknęło od 30 do 40 proc. ofert, którymi zainteresowani byli obcokrajowcy – nie rozpoczynali oni pracy w naszym kraju, mimo wydanych oświadczeń. Co więcej, z naszych danych wynika, że znacznie zwiększyła się podaż pracy, a czas rekrutacji skrócił się nawet o połowę – mówi Maciołek.

Laboratorium w Rosji, koronawirus
© Sputnik . Виталий Тимкив
Inny scenariusz to redukcja nadgodzin i wzrost zatrudnienia na niepełny etat.

Jeśli chodzi o firmy opierające biznes na imporcie z Chin, Włoch, Niemiec, to zakładają one grupowe urlopy, a niewykluczone też, że wstrzymanie lub ograniczenie działalności. O takich rozwiązaniach myśli coraz więcej przedsiębiorstw.

W Polsce około 40% importu z Chin wykorzystywane jest do produkcji innych towarów. Bez części z Chin takie przedsiębiorstwa nie dadzą sobie rady.

Jako jedną z opcji rozpatruje się też delegowanie pracowników do zakładów, które są w stanie pracować w pełnym wymiarze, jeśli firma posiada oddziały w różnych krajach.

Które sektory polskiego rynku są najbardziej zagrożone w związku z epidemią? Przemysł w różnych dziedzinach, produkcja, branże odzieżowa i turystyczna, budownictwo stoją tu w „pierwszym rzędzie”. Jako województwa najbardziej podatne na negatywne zmiany wymieniono: pomorskie, łódzkie, wielkopolskie, śląskie i dolnośląskie.

Plan awaryjny i boom rekrutacyjny po epidemii

Jak mówi Maciołek, polscy pracodawcy powinni szykować się na najgorsze, niezależnie od tego, jak potoczą się losy epidemii. Dobry plan awaryjny jeszcze nikomu nie zaszkodził, jak wiadomo, przezorny zawsze ubezpieczony.

„Nasi partnerzy biznesowi rzadko pytają o procedury związane z postępowaniem na wypadek pandemii i to, w jaki sposób zapewniamy zastępstwo i w jakim czasie. Obecnie koncentrują się na tym, jak zachować płynność procesów organizacyjnych oraz przede wszystkim finansową. Z naszych obserwacji wynika, że wiele firm działających na polskim rynku szuka ratunku u innych dostawców, niż Chiny, Niemcy czy nawet Włosi. Niestety niektórzy chwytają się przysłowiowej brzytwy – przepłacają, podpisują niekorzystne dla nich umowy, a to z pewnością nie wpłynie na polepszenie ich sytuacji. Moim zdaniem optymalnym rozwiązaniem na niepewne czasy powinna być przede wszystkim dobrze zaplanowana elastyczność” – zaznacza.

Co ciekawe, koronawirus dla rynku pracy może mieć też pozytywne skutki. Np. może wpłynąć na wzrost popularności pracy tymczasowej czy pracy zdalnej i większe zapotrzebowanie, a tym samym docenienie, pracowników gotowych na podjęcie takiej formy pracy. Aktualnie, zgodnie z badaniem Grupy Progres, 63% polskich pracodawców dopuszcza możliwość pracy z domu.

Jak podkreślił Maciołek, jeśli epidemię niedługo uda się opanować, to na rynku wkrótce po tym należy spodziewać się boomu rekrutacyjnego. Firmy bowiem będą starały się nadrobić straty.

Tematy:
Epidemia koronawirusa 2019-nCoV (97)

Zobacz również:

Europejski handel morski ofiarą koronawirusa
Miej się na baczności: roboty wkraczają na rynek pracy
Niemiecki rynek pracy czeka na Ukraińców?
Tagi:
rynek pracy, koronawirus
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz