Gospodarka
Krótki link
COVID-19 w Polsce (90)
122
Subskrybuj nas na

Od 18 maja w Polsce zezwolono na wznowienie pracy lokali gastronomicznych posiadających stoliki na świeżym powietrzu. Zaczęło się nadrabianie strat. Czy klientów czeka rozczarowanie?

Biznes restauracyjny to jedna z tych branż, które najbardziej ucierpiały na epidemii koronawirusa. Ratować się mogły tylko te lokale, które były w stanie zorganizować dowóz jedzenia i którym się to opłacało, a więc w najlepszej sytuacji były najpopularniejsze miejsca: pizzerie, sushi bary, kebaby i inne fast foody. Wiele miejsc się „nie obroniło” i przez kilka miesięcy po prostu wychodziło na swój największy w życiu minus.

Wydawałoby się, że ogłoszenie odmrażania biznesu restauracyjnego właściciele restauracji, które najbardziej ucierpiały, przyjmą z ulgą i wezmą się do pracy. Okazuje się jednak, że jest wiele problemów, które na razie nie wiadomo jak rozwiązać, a gdzieś z tyłu głowy wciąż pamięta się o minusie z poprzednich miesięcy i chce się go jakoś nadrobić. A raczej nie będzie tak, że Polacy „rzucą się” na restauracje czy hotele, bo budżet wielu z nich również ucierpiał podczas tej epidemii. Jak mówi właściciel trzech hoteli we Włocławku Andrzej Rozbicki, od ich otwarcia 4 maja dziennie ma po 4-7 rezerwacji, podczas gdy wszystkich miejsc jest 240. Restauracje też nie będą pękać w szwach, chociażby z powodu istniejących wciąż ograniczeń.

Czy obiad w restauracji stanie się przywilejem najbogatszych?

Właściciele punktów gastronomicznych obawiają się wzrostu czynszy po przywróceniu działalności. Wielu z nich ma też długi u dostawców, którzy oczywiście czekają i domagają się swoich pieniędzy. Część właścicieli restauracji boryka się też już teraz z brakiem pracowników. Problemy można wyliczać i wyliczać, a za każdym z nich stoi pieniądz. Zapewne część restauratorów pokusi się o podnoszenie cen i zmniejszanie porcji, co jednak wkrótce może doprowadzić do tego, że klienci całkowicie odwrócą się od takich miejsc i pójdą tam, gdzie są lepiej traktowani. Inni podchodzą do sprawy odwrotnie – aby przyciągnąć klientów, zmieniają menu, obniżają ceny. I czekają na otwarcie granic, bo goście z zagranicy, szczególnie biznesmeni, nie żałują pieniędzy na restauracje, to tam zawierają kontrakty, świętują sukcesy.

Restauracje z utęsknieniem czekają też na powrót masowych imprez, które zawsze generowały duże przychody – komunie, wesela, stypy etc. A zatem strategia postępowania i warunki w lokalach gastronomicznych po epidemii zależą tylko i wyłącznie od zarządzających nimi ludzi, nie jest faktem, że ucierpi klient.

Zdaniem Sylwestra Cacka, prezesa zarządu Sfinks Polska, członka Związku Pracodawców Hoteli, Restauracji i Cateringu (HoReCa) do jesieni może zamknąć się aż 20 tysięcy polskich lokali gastronomicznych. Po tym, jak sytuacja z koronawirusem się uspokoi, pojawią się nowi restauratorzy – bez długów, ze świeżą energią i nowymi pomysłami, co dla jednych jest oczywiście pozytywną wiadomością, a dla innych porażką, a nawet tragedią.

Tematy:
COVID-19 w Polsce (90)
Tagi:
restauracja, biznes, koronawirus
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz