11:57 26 Październik 2020
Gospodarka
Krótki link
2210
Subskrybuj nas na

Niestety bez względu na sprzeciw Polski i kilku innych krajów Parlament Europejski przegłosował tzw. pakiet mobilności i odrzucił proponowane poprawki. Część zmian wejdzie w życie jeszcze w tym roku, a reszta w ciągu 18 miesięcy.

Głosowanie w sprawie pakietu mobilności odbyło się już 20 lutego. Wynik głosowania unijnych ministrów był niekorzystny dla Polski, która głosowała przeciwko. 

Zanim pakiet trafił pod głosowanie Parlamentu Europejskiego został przyjęty 7 kwietnia na spotkaniu unijnych ambasadorów w procedurze pisemnej. Decyzja ponownie zapadła mimo sprzeciwu Polski i siedmiu innych krajów. 

Jak informowało Polskie Radio, przedstawiciele Polski oraz Węgier, Bułgarii, Rumunii, Litwy, Łotwy, Malty i Cypru ponownie apelowali o wstrzymanie projektu, powołując się na trudną sytuację sektora transportowego, spowodowaną epidemią koronawirusa.

„Może się załamać łańcuch dostaw”

Nadzwyczajna sytuacja wywołana pandemią czyni rozwiązania zaproponowane w pakiecie nieadekwatne, pogrążające w istocie sektor transportowy - głosiło stanowisko 8 krajów, sprzeciwiających się przyjęciu projektu.

Niestety mimo sprzeciwu kilku państwa PE odrzucił proponowane przez europosłów PiS i PO poprawki do pakietu mobilności. Głosowanie w tej sprawie odbyło się w środę 8 lipca, ale rezultaty dziś rano ogłosił przewodniczący Parlamentu Europejskiego David Sassoli.

Polska wraz z państwami, które również apelowały o wstrzymanie projektu uważa, że zmiany będą oznaczać dodatkowe koszty dla firm oraz powrót ciężarówek do kraju bez uzasadnienia.

Będzie drożej, może się załamać łańcuch dostaw. Może się okazać, że na rynek będą próbowały wejść firmy z Ukrainy, Turcji, Chin czy Białorusi, które nie do końca będą się przejmowały naszymi przepisami - powiedziała europosłanka Elżbieta Łukacijewska z Platformy Obywatelskiej, której słowa cytuje RMF FM.

Z kolei Kosma Złotowski z PiS zapowiedział, że polscy europosłowie złożą skargę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie procedur głosowania. Zdaniem polityków były one sprzeczne z regulaminem PE.

Co oznacza pakiet mobilności w praktyce?

Kontrowersje odnośnie pakietu mobilności związane są m.in. z tym, że przewiduje on regularny powrót ciężarówek nawet bez ładunku do kraju raz na 8 tygodni, w którym zarejestrowany jest przewoźnik, co jest sprzeczne m.in. z założeniami Nowego Zielonego Ładu (niepotrzebne emisje gazów cieplarnianych i zanieczyszczanie środowiska), a dla firm wygeneruje niepotrzebne straty.

Unijny pakiet mobilności zakłada też m.in., że kierowca wykonujący kurs w krajach innych niż siedziba jego firmy powinien być traktowany jak pracownik delegowany już od pierwszego dnia wykonywania kursu, czyli powinien otrzymywać co najmniej minimalną pensję obowiązującą na terenie danego kraju. Specjaliści zwracają uwagę, że osłabi to konkurencyjność polskich firm. Przede wszystkim wzrosną koszty transportu, ponieważ kierowca nie będzie mógł już spać w swojej kabinie, a w hotelu. Kosztowne też będzie zainstalowanie tachografu cyfrowego do 2020 roku, a do 2035 tachografu trzeciej generacji.

Wyjątkiem mają być kierowcy przewożący ładunki w ruchu bilateralnym, czyli między krajem siedziby swojej firmy a innym krajem UE. Ci, którzy wykonują kursy w całości poza granicami siedziby firmy (kabotaż), mieliby zostać objęci nowymi przepisami bez wyjątku.

W praktyce oznacza to wzrost kosztów ponoszonych przez polskie firmy przewozowe i w rezultacie może zaważyć na ich konkurencyjności względem firm z innych krajów unijnych.

Zobacz również:

Pakiet mobilności pod ostrzałem krytyki: Oni was ratują, a wy skazujecie ich na głód
Szefowa KE komentuje decyzję o pakiecie wsparcia gospodarki UE
Polska będzie „walczyć o swoje”? Rozmowy o unijnym pakiecie mobilności w Brukseli
Tagi:
Parlament Europejski, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz