06:53 27 Lipiec 2017
Warszawa+ 13°C
Moskwa+ 20°C
Na żywo
    Grzegorz Schetyna, minister spraw zagarnicznych RP

    Wasza polityka wschodnia

    © flickr.com/ Ministry of Foreign Affairs of the Republic of Poland
    Opinie
    Krótki link
    Maciej Wiśniowski
    4419718371

    Polityka polsko – rosyjsko – ukraińska właśnie trafia w ręce oszołomów i agresywnych nacjonalistów. Na wasze własne polskie życzenie. Możecie tego gorzko żałować, nie, my możemy tego gorzko żałować. Ale to będzie wyłącznie wasza wina. Symbolem polityki zagranicznej Rosji jest Ukraina. Ale nigdy nikomu nie chodziło o nią samą, tylko o Rosję.

    Nie da się dzisiaj rozmawiać o Rosji nie mówiąc o ukraińskim konflikcie. A w tym robicie błąd za błędem. W imię dobrych relacji polsko-ukraińskich mówicie nieprawdę, przemilczacie albo udajecie ślepych. A dobre są one dla was tylko wtedy, kiedy łączy je wspólna antyrosyjskość.

    Uważacie, że realizujecie testament Giedroycia, choć od jego czasów zmieniło się wszystko: świat, Europa, mentalność Rosjan, Ukraińców i wasza.

    Wygłaszając więc takie zaklęcia uważacie, że można nie widzieć silnego faszyzującego nacjonalizmu obecnego nie tylko w części społeczeństwa ukraińskiego, ale też w ukraińskich władzach. Rozgrzeszacie siebie samych nie zauważając ani nacjonalistycznych symboli, ani faszystowskiej ornamentyki, ani nie słuchając przemówień czerpiących obficie z teorii ruchów radykalnie nacjonalistycznych. Kiedy prezydent Poroszenko zacytował ideologa radykalnego nacjonalizmu Dmytro Doncowa nikt z was nie zareagował. Ciekawe, czy gdyby jakikolwiek inny polityk powoływał się na Rosenberga, też byście milczeli? Zamiast tego wzywacie, żeby w imię poprawności politycznej i polskiej racji stanu nie mówić o wołyńskiej rzezi. Postulujecie, żeby zakazać sprzedaży rosyjskich książek i projekcji rosyjskich filmów. Potraficie powiedzieć, że czytaliście poważne publikacje, które przekonują, że współczesny ukraiński nacjonalizm nie ma nic wspólnego z ideologią UPA i OUN oraz że pełni pożyteczną rolę w tworzeniu ukraińskiego państwa. To, że to nieprawda — to pół biedy. Gorzej, że nic wam to nie da.

    Rzecz nie w tym, żeby relacje polsko-ukraińskie opierać na tamtych setkach tysięcy okrutnie zamordowanych. Tak się nie prowadzi polityki. Ale nie można udawać, że ich nigdy nie było. Bo takie podejście tworzy dwa zjawiska naraz. Po pierwsze, daje do ręki argumenty tym Ukraińcom, którzy chcą w swoim radykalnym nacjonalizmie widzieć spoiwo narodowe, nie rozumiejąc, że budują tykającą bombę. Po drugie, oddaje w tej sprawie w Polsce pole aktywności skrajnym nacjonalistom i kibolom, którzy dzięki temu, że pamiętają o tym, o czym wy chcecie zapomnieć, przyprawiają sobie twarz empatycznych patriotów i uczciwych ludzi. Pojawiają się w przestrzeni publicznej jako strażnicy nie tylko pamięci narodowej, ale jako ludzie optujący za elementarną sprawiedliwością. To ich cywilizuje, nadaje im rangę pełnoprawnych — bo uczciwych — uczestników dialogu politycznego. Ludzie najczęściej nie podzielają ich agresji, ale chcą tylko, żeby udzielono im trochę uwagi i nachylono się nad pamięcią o swoich zabitych bliskich. A prawicowi nacjonaliści im to właśnie dają, uzyskując w zamian wdzięczność i przekonanie, że tylko oni są warci poparcia.

    Polscy nacjonaliści biją na alarm przy każdym poważniejszym sygnale o odradzającym się ukraińskim nacjonalizmie, wołając jednocześnie o rozliczenie się z tamtej zbrodni lub choćby o pamięć. Mają rację.

    Zobaczcie spotkania rodzin kresowych. Ja tam byłem. To starzy ludzie, ale są wśród nich i w średnim wieku. Wszyscy mają poczucie krzywdy, że państwo polskie kładzie zwłoki ich bliskich na ołtarzu wartości, których nie rozumieją. I te emocje prawicowcy wykorzystują doskonale. I będą zbierać tego owoce. Wy uważacie, że to można przemilczeć, oddając im pole. Hodujecie w ten sposób potwora.

    Popieracie tylko jedną część Ukrainy przeciwko drugiej. I Rosja, i Ukraina używają propagandy do wzajemnych oskarżeń. Wy dołączacie sę do jednej ze stron, używając tych samych chwytów i łgarstw. Robicie coś obrzydliwego: nakręcacie wojnę domową. Wy szczujecie jednych na drugich. Bo chcecie pokonać Rosję.

    Rosja dla was ma twarz Putina. Nie ma obelgi, której byście mniej lub bardziej zawoalowanie nie powiedzieli pod jego adresem. Putin jest autorytarnym przywódcą, który nieuchronnie prowadzi Rosję do zguby, a świat do zagłady. Szkodzi rosyjskiemu narodowi. Jesteście gotowi na wiele, a może i na wszystko, żeby go nie było. Nie rozumiecie, że usunięcie jakimkolwiek sposobem Władimira Putina nie przyniesie oczekiwanego przez was rezultatu: Borys Jelcyn nie wróci. Nigdy nie będzie powrotu do Rosji jelcynowskiej, kiedy z każdego dolara wydobywanej rosyjskiej ropy jedynie 20 centów zostawało w Rosji, a resztę brały zachodnie kompanie. Następny, który przyjdzie po Putinie też będzie chciał silnego państwa. Bo tego chcą Rosjanie i są gotowi na wiele, by ten cel osiągnąć.

    Na razie jednak wybraliście, poza sankcjami, jeszcze jeden, specyficznie polski sposób prowadzenia polityki zagranicznej. Obraziliście się na Putina osobiście i na Rosję jako całość. Nie chcecie z nimi gadać, nie przyznajecie im żadnego prawa do istnienia w przestrzeni cywilizowanego świata. Obrażają się lokaje i subretki. W polityce każda rozmowa jest coś warta, ale wy tego nie rozumiecie. Zamiast tego stosujecie to, co wam wychodzi najlepiej: nadymacie się. Choć nie tylko.

    Polskie media na każdą aktywność Rosjan w Polsce reagują tak samo: agenci Kremla sączą propagandę. Warto ją więc skompromitować, ale nie da się tego uczynić mówiąc jedynie, że jest propagandą i lamentując, że polskie służby specjalne nie czynią swojej powinności zakazując wjazdu rosyjskim pisarzom, publicystom czy uczonym. Jeżeli łżą, to łatwo ich będzie przecież ośmieszyć. Prawda się obroni, a prawda jest po naszej stronie, więc nie ma się czego bać. Jeżeli wy nie będziecie gadać, to Rosjanie znajdą innych słuchaczy: tych samych nacjonalistów. Dodadzą im siły i znaczenia. To znaczy wy im dodacie.

    W Brukseli uczestniczyłem w obradach szczytu Rosja – Unia Europejska. Może Rosjan tam nie lubią, ale jednak ktoś uznał, że warto ich do Europarlamentu wpuścić i choćby wysłuchać, co mają do powiedzenia. To Europy nic nie kosztuje. A nas owszem – kiedy rozpoczynają się rozmowy o sytuacji za naszymi granicami, nas nie zapraszają. I wtedy strasznie to przeżywamy. Prawda, byłbym zapomniał – przecież jesteśmy obrażeni.

    Podzielam wasz strach. Duża Rosja — to duża siła i duże zagrożenie. Nawet mógłbym podzielić wasze marzenie, żeby niedaleko nas leżała mała, rozczłonkowana Rosja, miłująca demokrację i reguły rządzące zachodnią cywilizacją. Można by wtedy odetchnąć z ulgą. Problem jednak polega na tym, że miedzy Rosją dzisiejszą, a Rosją z waszych marzeń jest duża przestrzeń czasowa i mentalna.

    Rosja to dla was tylko Kreml, a w nim — Putin. Nie przyjmujecie do wiadomości, że nawet kremlowska władza ma kilka twarzy. Z jednej strony to twarz dalekowzrocznego analityka i publicysty Fiodora Łukjanowa, uczonego Siergieja Karaganowa, a z drugiej — agresywna gęba Władimira Żyrinowskiego. Swoimi głupimi reakcjami wpychacie ich do jednego worka, budując we wszystkich poczucie oblężonej twierdzy i biało-czarne widzenie otaczającego ich świata.

    Obiektywnie popychacie do wojny w imieniu Europy i Polski, choć nie zapytaliście — czy zwykli ludzie tej wojny chcą? Ale nawet jeśli wojny nie będzie, to w przyszłości waszymi tłumaczami z rosyjskiego na polski będą radykalni polscy nacjonaliści i na ziole.

    Zobacz również:

    Wojna informacyjna zamieszana na rusofobii
    Kosmita Komorowski
    Tagi:
    Jerzy Giedroyc, Petro Poroszenko, Rosja, Ukraina, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz