10:26 26 Lipiec 2017
Warszawa+ 16°C
Moskwa+ 24°C
Na żywo
    Prezydent Polski Bronisław Komorowski

    Kosmita Komorowski

    © AP Photo/ Czarek Sokolowski
    Opinie
    Krótki link
    Zofia Bąbczyńska-Jelonek
    0 4598176152

    Po zakończeniu obrad w Mińsku można odnieść wrażenie, że Polska, a właściwie jej polityczny establishment, eksperci i media - przyjęły je, jako wymuszoną przez UE i Rosję - kapitulację Kijowa, a sam rozejm - jako „papierowy” i niepewny.

    Wypracowane w Mińsku po kilkunastu godzinach trudnych negocjacji między prezydentami Rosji, Niemiec i Francji oraz Ukrainy — zawieszenie broni między stronami wojny domowej na Ukrainie — zostało przyjęte w Polsce z bardzo mieszanymi uczuciami. Media sięgają po krytyczne oceny wypracowanego porozumienia, Bronisław Komorowski na specjalnym briefingu w Pałacu Prezydenckim poświecił mu pięciominutowe wystąpienie, transmitowane przez telewizje:

    — Polska życzy Ukrainie i mediatorom sukcesu w doprowadzeniu do trwałego pokoju, który chyba nie jest jeszcze perspektywą bliską – podkreślił w swoim wystąpieniu prezydent Komorowski. — Traktujemy efekty rozmów w formacie normandzkim, jako kolejną istotną próbę rozwiązania konfliktu, którego zakończenie jest dziś trudno przesądzić. Nie wiadomo, jaka będzie dalsza perspektywa.

    W dalszych wypowiedziach polskiego prezydenta rozpoczyna się kosmiczny „odjazd”. Prezydent stwierdził, że poprzednie porozumienie (z września), zostało niewdrożone z powodu działania „rosyjskich separatystów na terenie Donbasu”. – To jest ważna okoliczność, na którą Polska wskazuje, gdyż może jest to główny problem do pokonania w zakresie także wdrożenia obecnych ustaleń – dowodził. O jawnym zerwaniu rozejmu przez Prezydenta Poroszenkę i wznowieniu tzw. akcji antyterrorystycznej na wschodzie kraju, ani o masakrze ludności Donbasu — nie wspominał.

    Prezydent Komorowski ślepo wierzy we wszystko, co mu strona ukraińska przekazuje. Uważa, że dla ostatecznej oceny zawartych porozumień istotne będzie poznanie stanowiska Ukrainy. — Polska niezmiennie była, jest i będzie po stronie Ukrainy, jako kraju napadniętego – zaznaczył. — Nie możemy być po stronie tych, którzy na Ukrainę chcieliby wywierać presję, bo presję – w celu przyjęcia tych rozwiązań — należy wywierać na agresora – powiedział, mając oczywiście na myśli Rosję, a nie wojska rządowe, Gwardię Narodową i bojówki ukraińskich nacjonalistów, faszystów i oligarchów, które prowadzą brutalną wojnę z ludnością Donbasu.

    To, że Kijów kłamie w żywe oczy nawet przez myśl nie przechodzi polskiemu prezydentowi. Warto, zatem skonfrontować oficjalne stanowiska Ukrainy ze stanem faktycznym. I wskazać, jak „księżycowe” pojęcie o wydarzeniach na Ukrainie Bronisław Komorowski posiada.

    Dawid Hudziec, młody Polak, który od miesięcy jest w Doniecku i na żywo relacjonuje donbaskie wydarzenia, nie ma wątpliwości, że ukraińskie władze, a za nimi ukraińskie, polskie i zachodnie media — przekłamują rzeczywistość. Oto przykłady.

    1-go października ub. roku, jak podaje: „(…) pociski moździerzowe oznajmiły rozpoczęcie nowego roku (szkolnego) w DRL. Niektóre spadły w strategiczne cele kampanii antyterrorystycznej — na przystanek autobusowy, oraz kilka metrów od szkoły nr 57. W budynku szkolnym zginęły dwie osoby, szczęśliwie żadne dziecko, na przystanku, jak mnie pamięć nie myli, sześciu ludzi. Wtedy to, dowiadujemy się, że powstańcy wypowiedzieli wojnę swoim rodzinom. Po co? Jeszcze propaganda ukraińska nie powiedziała”.

    Kolejny przykład: 5 listopada ub. r., „dzień przed moimi urodzinami, — pisze młody Polak z Doniecka, — dwie ‘miny’ spadły na obszar szkoły nr 63 — jedna z nich przecięła siatkę ogrodzenia przyszkolnego boiska zabijając dwóch młodych chłopców, a czterech raniąc. Chłopaki przyszli sobie w piłkę pograć. Dowiadujemy się, że to wina ‘wiadomo, kogo’- kiedy OBWE nieśmiało przyznaje, że ostrzał miał miejsce z pozycji ukraińskich (ciężko stwierdzić coś innego), media postanawiają obarczyć winą… ofiary. Powinny przecież wyjechać, albo siedzieć w piwnicach”.

    W tym roku, 13 stycznia doszło do tragedii pod Wołnowachą „(…) i ogromnego (dwudniowego) oburzenia opinii międzynarodowej – relacjonuje dalej Dawid Hudziec, — która nagle zobaczyła, że w Donbasie giną cywile i zapewne zabijają ich ‘separatyści’. Wkrótce pojawią się analizy tego ostrzału i w mediach temat tak skutecznie się wyciszy, że niemal identyczna pod względem ofiar, tragedia pod Debalczewem, do jakiej dojdzie po kilku dniach, przejdzie bez żadnego ‘Je suis’. Być może ktoś uznał, że ludzie mogą nie uwierzyć, że to znowu ‘separy’, więc trzeba przemilczeć”.

    Kolejna data i kolejna tragedia ludności cywilnej Donbasu. – „22 stycznia ma z kolei makabryczny ostrzał na przystanku Bosse, gdzie ginie 13 ludzi – odnotowuje Dawid Hudziec. — Media pokazują zdjęcia z uroczystości upamiętniających ofiary, komentując to, jako żałobę po ofiarach w Mariupolu. Trzeba pamiętać, że w międzyczasie ‘terroryści’ ostrzeliwują portowe miasto. Co prawda nagrania wideo i opowieści wściekłych mieszkańców mówią coś zupełnie odwrotnego, ale kto by się przejął — po kilku dniach nawet za Bosse obarczy się winą powstańców. W jaki sposób? Przy okazji bez słowa wyjaśnienia wtrąci się, że ‘tam, to też oni’- ludzie to kupią”.

    I kupują, Bronisław Komorowski – jak najbardziej

    „30 stycznia pociski spadają przy szkole w Makiejewce — brak zabitych, nikomu nogi nie urwało, więc informują tylko Makiejewskie media i jedna redakcja przy RKK 7 – donosi dalej młody polski korespondent wojenny. — 4 lutego rakiety uderzają w szpital nr 27. Nie gdzieś tam, tylko w sam szpitali tuż przed wejściem. Przed południem, zabitych od 3 do 15 ludzi (zależnie od źródła). Budynek zniszczony. Co się dowiadujemy z mediów? Że to straszna tragedia. Szukamy winnego… brak, jedynie wzmianka o tym, że zdaniem ‘terrorystów’ to wina Ukrainy — manipulacja jak się patrzy”.

    Dwa dni temu odnotował: „11 lutego pociski trafiają w przystanek autobusowy w Woroszyłowskiej dzielnicy — do niedawna ‘mojej’, media dopiero się rozkręcają w komentowaniu.(…) Podałem tylko kilka przykładów, które mi utkwiły w pamięci, rzeczywistość wygląda tak codziennie” – przyznaje Dawid Hudziec.

    Ale tego typu informacje do prezydenckich uszu nie docierają. Prezydent RP jest zdania, że klucz do rozwiązania problemu leży przede wszystkim w Moskwie. — Chodzi o to, aby nie tworzyć wrażenia, że klucz ma w ręku prezydent Ukrainy, czy Ukraina. Klucz do rozwiązania konfliktu jest w sensie politycznym, ale także militarnym w Moskwie — ocenił. I tu jest przysłowiowy pies pogrzebany.

    Równie rodem z Kosmosu wydają się być oceny prof. Jana Malickiego, dyrektora Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. Uważa, że prezydent Francji i kanclerz Niemiec popełnili błąd „pędząc na wyprzódki do Moskwy, by prosić Putina, by zgodził się rozmawiać". Błędem, według niego, było też określanie rozmów w Mińsku mianem "spotkania ostatniej szansy". Prof. Malicki stwierdził, że świat zachodni "zaczyna akceptować" republiki doniecką i ługańską. "To próba legitymizacji na poziomie prawa międzynarodowego republik, które zostały utworzone decyzją Moskwy.

    Podpisywać (porozumienie w Mińsku) mają także przywódcy tych republik. To następny element ich legitymizacji". Rzeczywistość okazała się brutalną wobec chętnie w polskich mediach przytaczanych opinii prof. Malickiego — przywódcy obu republik porozumienie podpisali. Ocenił, że "podpisami największych kontynentalnych potęg świata zachodniego akceptuje się rozbiór Ukrainy". I dodał jedyne racjonalne stwierdzenie w swoim wywodzie dowodząc, że rosyjski prezydent Władimir Putin osiągnął w ten sposób jeden ze swoich głównych celów, bo "świat ma powtórnie zaakceptować, że nie da się o żadnej ważnej światowej sprawie decydować bez Moskwy".

    Polscy politycy sfer obecnie rządzących, a za nimi media, czasem eksperci, mają poważny problem z percepcją rzeczywistości. Nie chcą dostrzegać niewygodnych dla ich idei czy koncepcji — faktów. Żyją w wyalienowanym świecie, na planecie Absurdu gdzieś na obrzeżach politycznej galaktyki.

    Tagi:
    media, Bronisław Komorowski, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz