10:56 27 Lipiec 2017
Warszawa+ 17°C
Moskwa+ 24°C
Na żywo
    Akcja Majdan kredytowy w Kijowie

    De facto oligarchowie podzielili Ukrainę na własne republiki oligarchiczne

    © Sputnik. Ewgenij Kotenko
    Opinie
    Krótki link
    Leonid Sigan
    0 2902733

    Na Ukrainie nadal trwa wojna między oligarchami. De facto oligarchowie podzielili Ukrainę na własne republiki oligarchiczne, jednak wojna między bogaczami nadal trawa.

    Na Ukrainie obserwujemy starcie dwóch oligarchów — prezydenta Petro Poroszenki i Ihora Kołomojskiego. Media komentują tę konfrontację byłych sojuszników Euromajdanu i zadają sobie pytanie: kto wygra. Jest to też temat rozmowy korespondenta radia „Sputnik” Leonida Sigana z ekspertem Konradem Rękasem.

    — Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko podpisał dekret o dymisji Ihora Kołomojskiego z funkcji szefa państwowej administracji obwodu dniepropietrowskiego. Czy oznacza to, że klincz Petroszenko-Kołomojski zakończył się nokautem tego ostatniego? Chociaż ma on wpływy i prywatne uzbrojone oddziały.

    — Na stwierdzenie, czy doszło do ostatecznego rozstrzygnięcia, trzeba będzie jeszcze poczekać. Media, zwłaszcza w Polsce, pośpieszyły się z konstatacją, że wojna oligarchów zakończyła się jeszcze przed rozpoczęciem.

    Ukraina, pod względem ekonomicznym jest państwem de facto upadłym, a pod kątem politycznym z pewnością nie jest krajem zbyt samodzielnym.

    Ukraina, pod względem ekonomicznym jest państwem de facto upadłym, a pod kątem politycznym z pewnością nie jest krajem zbyt samodzielnym. O decyzjach tej rangi i tej wagi dla przyszłości tego państwa nie decyduje się nad Dnieprem, lecz w zupełnie innych stolicach. Zdecydowanie Petro Poroszenki wskazuje na to, że liczy on na bezwzględne poparcie amerykańskie. W najbliższych dniach dowiemy się, czy w tym swoim przekonaniu nie popełnia błędu.

    Należy też pamiętać o tym, że siła Kołomojskiego wynikała nie tylko z zajmowanego przez niego stanowiska. Fakt, że został gubernatorem jest pochodną jego potęgi ekonomicznej i politycznej nie tylko opartej o „Ukrnaft” i „Ukrtransnaft”, ale także o potencjał grupy „Priwat”, o siłę medialną tej formacji, a także potężne wpływy polityczne. Nie jest też tajemnicą, że zdecydowanymi poplecznikami Kołomojskiego są tak wpływowi i nazwijmy to „rozwojowi” politycy na Ukrainie jak Aleksander Turczynow, a zwłazcza mer Lwowa Andrij Sadowy, który jest traktowany jako przyszły frontman formacji politycznej.

    Jeśli decyzja Poroszenki nie doprowadzi do jawnego konfliktu, to i tak możemy się spodziewać kolejnej rundy rozgrywki przy okazji kolejnych kulisów politycznych i wyborów. Musimy też pamiętać o tym, że Kołomojski i jego ludzie za pomocą swoich wpływów, i uzbrojonych oddziałów kontrolują cały pas między Ukrainą a Noworosją, a więc od Odessy po Charków. Jakiekolwiek zakłócenie dotychczasowej równowagi między oligarchami może doprowadzić do wybuchu otwartego konfliktu w strefie, do niedawna jeszcze i może w przyszłości, przyfrontowej.

    Kołomojski, konsekwentnie, od czasów Euromajdanu stara się przedstawiać jako reprezentant sił nacjonalistycznych na Ukrainie.

    Warto zauważyć, że w tym konflikcie to Kołomojski prezentuje się jako partia wojny, jako ta formacja, która domaga się jeszcze bardziej zdecydowanych działań wobec Noworosji. Krytykuje on Poroszenkę za niedostateczną konsekwencję, a SBU za rzekomą infiltrację rosyjską. Kołomojski, konsekwentnie, od czasów Euromajdanu stara się przedstawiać jako reprezentant sił nacjonalistycznych na Ukrainie. Trudno się więc spodziewać, aby, w innym przypadku, niż tylko pod bardzo wyraźnym i bezpośrednim naciskiem amerykańskiego hegemona, zdecydował się dobrowolnie oddać swoje wpływy, swoje potężne interesy konkurentowi, słabszemu oligarchowi, jakim do tej pory był Poroszenko.

    — Jakie siły stoją za zmaganiami obecnych władców Ukrainy? Kto dyryguje zza kulisów tych wydarzeń

    — Możemy się tylko domyślać. Obecne wydarzenia wskazują bardzo wyraźnie na to, o czym obserwatorzy mówili już od ponad półtora roku, czyli od momentu, kiedy Euromajdan pojawił się na ulicach Kijowa. Wówczas wyeliminowano jedenastego na liście najbogatszych Ukraińców i jedynego w tym gronie, nie pasującego do reszty — prezydenta Janukowicza. Po tym oligarchowie pozostali we własnym gronie. Mogli podzielić się Ukrainą, czego dokonali zupełnie jawnie, otwarcie przyjmując stanowiska gubernatorów, a więc, dokonując czegoś, czego w nowożytnej historii Ukrainy jeszcze nie było. Podzielili de facto ten kraj na republiki oligarchiczne.

    Musi nastąpić dalsza eliminacja, a więc wojna między oligarchami, zmierzająca do tego, żeby wpływy poszczególnych z nich rozszerzyć na kolejne obwody, a ewentualnie zawalczyć o władzę w całym państwie.

    Dniepropietrowsk pod rządami Kołomojskiego jawił się jak taka Katanga, prowincja silnie odróżniająca się od reszty, już całkowicie pozostająca latyfundium magnackim oligarchy. W tym gronie musi nastąpić dalsza eliminacja, a więc wojna między oligarchami, zmierzająca do tego, żeby wpływy poszczególnych z nich rozszerzyć na kolejne obwody, a ewentualnie zawalczyć o władzę w całym państwie. Kołomojski, choćby ze względu na swoje powiązania międzynarodowe, łatwo odnajduje wspólny język z „jastrzębiami” w Waszyngtonie, z tymi, którzy ostatnio podnieśli głowy, zwłaszcza po wystąpieniu premiera Netanjahu w kongresie.

    Płac Niepodległości w Kijowie
    © Sputnik. Andrej Stenin
    Poroszenko, który sam do niedawna prezentował się jako radykalny przywódca wojenny, ostatnio spuszcza z tonu. To oznacza, że bliżej mu do tych kręgów zachodnich, które zdają sobie sprawę, że bez otwartej wojny, której nie każdy na Zachodzie chce i może sobie na nią pozwolić, konfliktu ukraińskiego w sposób upragniony przez „jastrzębie” rozwiązać się nie da.

    Na przykładzie ukraińskim, w ramach tego „laboratorium” obserwujemy ścieranie się zdań dominujących w amerykańskiej, zachodniej polityce. Spór, który się tam toczy, między jedną opcją, aby za wszelką cenę prowadzić do otwartego konfliktu, a drugą, aby ciągle szukać metod politycznych i prowadzić jak do tej pory wojnę hybrydową, wojnę rozproszoną, między Wschodem a Zachodem. Być może właśnie to, czy w konflikcie na Ukrainie wygra Poroszenko czy Kołomojski będzie sygnałem, która opcja ostatecznie na Zachodzie zwyciężyła, a więc czy obecny stan takiej wojny rozproszonej grozi nam eskalacją konfliktu.

    Zobacz również:

    Co kryje się za konfliktem Poroszenki i Kołomojskiego?
    Poroszenko usunął Kołomojskiego ze stanowiska gubernatora
    Ukrainę czeka wojna Kołomojskiego i Poroszenki?
    Kijów postanowił wycofać depozyty Ukrtransnafty z banku Kołomojskiego
    Kołomojski: podmiotowość ŁRL i DRL jest rzeczą realną
    Tagi:
    Konrad Rękas, Igor Kołomojski, Petro Poroszenko, Ukraina
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz