13:00 30 Kwiecień 2017
Na żywo
    Gaz

    Do tanga nie trzeba trojga

    © Sputnik. Aleksandr Demijanczuk
    Opinie
    Krótki link
    Jakub Korejba
    0 95601371

    Przez wiele lat Ukraina żerowała na rosyjskim gazie osiągając gigantyczne zyski finansowe i niemałe korzyści polityczne. Teraz wygląda na to, iż Rosja i Europa postanowiły pozbyć się kłopotliwego pośrednika.

    Prezentując strategiczne zamierzenia rosyjskiego sektora energetycznego na najbliższe lata, minister Aleksander Nowak stwierdził, iż kwestia rezygnacji z ukraińskiego tranzytu jest już właściwie przesądzona. Jego słowa potwierdził prezes Gazpromu Aleksiej Miller deklarując, iż koncern nie zamierza przedłużać obowiązującego do 2019 roku kontraktu na tranzyt przez Ukrainę. Choć słowa obu panów są doniosłe same w sobie, należy odczytywać je we właściwym kontekście: zostały wypowiedziane w Berlinie, co symbolicznie podkreśla przywiązanie Rosji do konstruktywnych stosunków z Europą i determinację do utrzymania obopólnie korzystnego partnerstwa energetycznego, nawet kosztem ogromnych nakładów na nowe marszruty dostaw. Obaj partnerzy nie mają jednak wyboru: ponieważ Ukraina postanowiła wykorzystać gaz w charakterze geopolitycznej broni i instrumentu szantażu, utrzymanie ciśnienia w rurach wymaga eliminacji ciśnienia politycznego. I właśnie dlatego Kijów usłyszał od Moskwy w Berlinie głośne i stanowcze „dziękujemy za współpracę”.

    Praktycznie od początku niepodległego istnienia, Ukraina obrała kurs na kapitalizację swojego strategicznego położenia między Rosją i Europą. Niezależnie od ideologicznej orientacji i deklarowanego kursu polityki, wszyscy kolejni prezydenci i premierzy zdecydowani byli wykorzystać otrzymany w spadku od ZSRR spadek w postaci naftowych i gazowych rur łączących w Europie kluczowych dostawców z największymi klientami. 

    Wychodząc z założenia, iż zarówno rosyjska podaż, jak i europejski popyt nie obędą się bez ukraińskiego tranzytu, Kijów niemal co roku podwyższał stawkę swojego uczestnictwa w europejskim rynku gazu. I tutaj także, tak, jak niemal we wszystkich pozostałych dziedzinach, ukraiński potencjał wykorzystywany był rabunkowo: przez wiele lat, zblatowany z oligarchami rząd w Kijowie szantażował partnerów na Wschodzie i Zachodzie grożąc odcięciem Europy od energii a Rosji od dochodów z jej sprzedaży. Ze związanych z Rosją gazowymi kontraktami stolic rozlegały się nerwowe telefony przedsiębiorców i polityków, w panice krzyczących „no zróbcie coś”. I Moskwa, nie mając wyjścia robiła „coś”, co w praktyce oznaczało machnięcie ręką na ukraińskie machlojki i wzięcie ich kosztów na siebie. Nieprzypadkowo, największe finansowe i polityczne fortuny na Ukrainie wyrosły właśnie na „przekręcaniu” rosyjskiego gazu.

    Wiarołomstwo ukraińskich firm i nielojalność rządu w Kijowie weszła do klasyki współczesnej historii europejskiego rynku gazu stając się coraz bardziej istotnym czynnikiem ryzyka i wielką niewiadomą dla jego rozwoju w przyszłości. Kijów nie tylko nie inwestował w konserwację i modernizację sieci gazociągów, ale wykorzystywał rolę pośrednika do wymuszania na partnerach haraczu: za każdym razem, kiedy w kasie państwa lub portfelu któregoś z kluczowych oligarchów zaczynało brakować środków, Ukraińcy żądali od Rosji przywilejów: zwiększenia opłaty za tranzyt i obniżenia ceny na dostawy dla siebie a Europę straszyli zimnymi kaloryferami i przestojami w pozbawionych surowca fabrykach.

    Przez wiele lat Rosja traktowała odziedziczone po rozpadzie ZSRR bliskie stosunki z Ukrainą w sferze gazowej jako małżeństwo z rozsądku, od czasu do czasu proponując nawet wzbogacenie związku o elementy miłości w postaci strefy wolnego handlu i innych formatów ekonomicznej integracji. I za każdym razem inicjatywy Moskwy nieodmiennie rozbijały się o niemożliwe do wypełnienia finansowe i polityczne postulaty Kijowa – po każdym kolejnym sprowokowanym przez Ukrainę kryzysie koszt utrzymania ukraińskiej rury wzrastał, a wraz z nim nieufność i rozdrażnienie między Rosją i Europą. W którymś momencie planiści Gazpromu doszli do wniosku, iż ogromny na pierwszy rzut oka koszt ubezpieczenia od ukraińskiego ryzyka w postaci budowy Północnego i Południowego Potoku jest nie tylko uzasadniony, ale po prostu niezbędny dla dalszego funkcjonowania europejskiego rynku gazu. I choć myślący na chłodno menadżerowie (w tym także wynajęci za słone gaże zachodni specjaliści) od dawna powtarzali Moskwie, iż jedynym sposobem zapewnienia stabilnych i bezpiecznych dostaw do Europy jest eliminacja krnąbrnego i nieprzewidywalnego pośrednika, do głosu wielokrotnie dochodził czynnika polityczny: rosyjscy decydenci byli po prostu mentalnie niezdolni do postrzegania Ukrainy w kategoriach nie tylko niekonstruktywnego, ale otwarcie wrogiego gracza. Wszelkie nieracjonalne zachowania Kijowa przypisywane były czynnikom osobistym i sytuacyjnym, a Kreml głęboko wierzył, iż w którymś momencie zacznie on wreszcie grać zgodnie z zasadami. Za tę naiwną wiarę w sąsiedzkie braterstwo Rosja zapłaciła nie tylko dziesiątkami miliardów dolarów i nadszarpniętą reputacją, ale także i wrogością ukraińskiej elity, która utuczyła się na „nieusankcjonowanym poborze” jak w języku politycznej poprawności określane było wieloletnie złodziejstwo rosyjskiego gazu.

    Wygląda na to, iż minister Nowak i prezes Miller otrzymali niełatwe dla każdego Rosjanina zadanie obwieszczenia światu o tym, iż Rosja zrywa z romantycznym traktowaniem niesfornego młodszego brata a stosunki z nim kształtowane będą od teraz na pragmatycznych zasadach. Kiedy w 2019 roku zakończy się okres obowiązywania kontraktu tranzytowego, Gazprom będzie gotów przerzucić całość eksportu na alternatywne gazociągi na północy i południu Europy, eliminując możliwość ukraińskich nacisków. Kijów nie tylko straci dochody z tranzytu, ale także argument w walce o wymuszenie preferencyjnej ceny: jeżeli będzie chciał korzystać z rosyjskiego gazu, to będzie mógł robić to wyłącznie na zasadach rynkowych, płacąc taką cenę, jakiej zażąda dostawca. 

    Po ukończeniu budowy „Tureckiego Potoku” i dociągnięciu tranzytowych rur do granicy greckiej, Rosja i Europa osiągną długo wyczekiwane bezpieczeństwo i stabilność dostaw. Tym samym, Ukraina stanie się zbędnym elementem energetycznej układanki na kontynencie: potok pieniędzy wyschnie równie szybko jak tranzyt rosyjskiego gazu, a będące dziś potężnym instrumentem szantażu rury zardzewieją w zapomnieniu. Do gazowego tanga nie potrzeba bowiem trojga: Rosja i Europa poradzą sobie bez uczestniczącej w balu na ich koszt Ukrainy, która nie tylko podbiera pieniądze z cudzego portfela, ale jeszcze głośno oburza się i tupie, kiedy zwrócić jej na to uwagę.

    Zobacz również:

    UPA przyznała się do zamordowania Ołesia Buziny
    Apel mieszkańców Donbasu: na Ukrainie rozpętano terror wobec ludzi o odmiennych poglądach
    USA i UE wyraziły w WTO zaniepokojenie rosyjską polityką substytucji importu
    Jaceniuk: Ukraina jest krajem-zwycięzcą w II wojnie światowej
    Nowak: Rosja oczekuje, że UE w razie konieczności pomoże Ukrainie zapłacić za gaz
    Rosja postanowiła przedłużyć zniżkę na gaz dla Ukrainy w drugim kwartale
    Brytyjski statek rybacki zderzył się z kolejnym „rosyjskim okrętem podwodnym”
    Nocne Wilki: „Killer", „Serb" i „Okularnik"
    Tagi:
    Unia Europejska, Aleksiej Miller, Aleksander Nowak, Ukraina, Rosja
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz