19:57 20 Lipiec 2018
Na żywo
    Ryga

    Szczyt w Rydze: partnerstwo na kocią łapę

    © Sputnik . Oksana Dzhadan
    Opinie
    Krótki link
    Jakub Korejba
    4-ty szczyt Partnerstwa Wschodniego, Ryga 21-22 maja 2015 (7)
    0 691

    Zarówno europejscy liderzy, jak i przywódcy państw poradzieckich jadą do Rygi z ogromnymi oczekiwaniami. I wygląda na to, że jedni i drudzy srogo się zawiodą.

    Szczyt Partnerstwa Wschodniego w stolicy Łotwy miał być w zamierzeniu ukoronowaniem długiej drogi państw poradzieckich do dobrobytu i stabilności. Bo od momentu rozpoczęcia współpracy w tym formacie (w 2008 roku) minęło już wystarczająco dużo czasu, aby ocenić rezultaty. A jako, iż pragmatycznym Europejczykom, kryzys każe szukać oszczędności, można oczekiwać, iż od tej oceny zależeć będzie dalsza przyszłość całego przedsięwzięcia: nikt nie chce inwestować w inicjatywę, która nie tylko nie daje rozwiązań, ale wręcz przeciwnie, tworzy nowe problemy. I choć, po zawarciu umów o stowarzyszeniu, przedstawiciele władz Ukrainy, Gruzji i Mołdowy zdążyli już powstawiać sobie do gabinetów niebieskie flagi z gwiazdami, licząc, iż na drodze do członkostwa w UE są już na ostatniej prostej, droga do tego celu okazała się ślepą uliczką.

    Wydobycie węgla
    © Sputnik . Jewgienij Jepanczyncew
    Problem w tym, iż Unia Europejska z jednej, a „Wschodni Partnerzy" z drugiej strony oczekują od Partnerstwa Wschodniego zupełnie różnych rzeczy i co więcej, zarówno jedni, jak i drudzy prezentują myślenie magiczne: czarują partnerów w nadziei, iż słowa i rytuały sprawią, że ich marzenia staną się rzeczywistością.

    Dla Unii Europejskiej Partnerstwo Wschodnie miało być rozwiązaniem dylematu, który streścić można pytaniem „co dalej na Wschodzie". Ponieważ jasne jest, iż trawienie przyjętych w ostatnim dziesięcioleciu nowych członków zajmie jeszcze wiele czasu i pochłonie znaczące środki, nikt w Europie nie jest gotów obiecać byłym republikom radzieckim, iż kiedykolwiek w dającej się przewidzieć perspektywie mogą liczyć na przyjęcie do elitarnego klubu spod znaku gwiaździstego sztandaru. No, może nikt poza Polską, i to tylko w tym wypadku, jeżeli rachunki za kurtuazyjne gesty wobec Ukrainy, Gruzji i Mołdowy zgodzi się uregulować Berlin, na co jednak się nie zanosi.

    Ponieważ jednak chorobliwe ambicje i misjonarskie zadęcie nie pozwalają powiedzieć o tym wprost, zarówno państwa członkowskie, jak i brukselska biurokracja szukają sposobu, aby żyć z krajami poradzieckimi na kocią łapę: trzymać je przy sobie, wykorzystując jako rynek zbytu i rezerwuar siły roboczej, jednocześnie wymawiając się od zawarcia formalnego małżeństwa w postaci przyjęcia do Wspólnoty. Na małżeństwo z prawdziwego zdarzenia, Europa nie ma ani pieniędzy ani chęci. Co więcej, wygląda na to, iż postsowieckie panny na wydaniu nie mogą liczyć nawet na zaręczyny: po intensywnej i skrywanej od publiki walce pod dywanem, europejskie buldogi zdecydowały o wykreśleniu z dokumentu końcowego wszelkich wzmianek o przyszłym członkostwie.

    Wizyta Petra Poroszenko i kolegów nie jest więc nawet warta ceny paliwa, którą ich balansujące na granicy bankructwa państwa zapłacą za lot swoich przywódców do Rygi: wszystko na co mogą liczyć, to uściski, poklepywania i kwaśne uśmiechy sytych mieszkańców europejskiego domu, którzy najpierw, prowokując ich do zerwania z Rosją zrobili z nich geopolitycznych żebraków, aby następnie, zatrzaskując drzwi integracji uczynić ich kloszardami Europy.

    Z punktu widzenia państw poradzieckich, klęska Partnerstwa Wschodniego jest zapewne jeszcze bardziej bolesna: w przeciwieństwie do UE, dla nich stawką w tej grze nie jest formowanie zewnętrznej peryferii, ale los własnych państw i narodów. Od inicjatywy UE oczekiwali oni bowiem szybkiego i taniego zameldowania w europejskim domu: bez konieczności doprowadzania się do porządku i pod nic niewartą hipotekę równie gorących co nieszczerych zapewnień, iż „jak tylko, to od razu" wezmą się za ślimaczące się od niemal ćwierci wieku reformy.

    Podaną na europejskim balu czarną polewką mogą być szczególnie zawiedzione Ukraina, Gruzja i Mołdowa, których przywódcy byli w ostatnich latach prymusami w dziedzinie umizgów do brukselskiego kawalera: szykując się do zamążpójścia nie tylko zerwali wszelkie kontakty z innymi zalotnikami, ale także uznali za stosowne obrzucić ich inwektywami, czy wręcz prowokować do draki. W tym kontekście Armenia, Azerbejdżan i Białoruś wykazali dużo chłodnego opanowania, realistycznie oceniając stopień szczerości europejskich zalotów i unikając jednoznacznych deklaracji miłości. I to właśnie one okazały się pannami roztropnymi, które w przeciwieństwie do swoich niemądrych sióstr nie zostały na geopolitycznym lodzie, trzymając się rąbka rosyjskiej spódnicy. Ich przywódcy co prawda przyjadą do Rygi bez specjalnej nadziei, ale także wyjadą z niej bez poczucia zawodu i odrzucenia.

    Zamiast więc być okazją do radosnego świętowania sukcesu, ryski szczyt może okazać się momentem smutnej konstatacji, iż program nie spełnił oczekiwań ani autorów, ani adresatów. Jedynym fajerwerkiem tego nudnego i z góry skazanego na porażkę bankietu, mógłby okazać się ewentualny przyjazd Aleksandra Łukaszenki, który po spektakularnym wyjściu z międzynarodowej izolacji na rozmowach w Mińsku, nabrał chęci na przedłużenie europejskiego bankietu. I kto wie: w obecnej sytuacji, niewykluczone, iż europejscy przywódcy zgodzą się na spotkanie z „ostatnim dyktatorem Europy", choćby po to, aby zrobić na złość Moskwie i ogłosić jakikolwiek sukces więdnącej inicjatywy.

    Majdan w Kijowie
    © Sputnik . Andrei Stenin
    Sytuacja zakrawa na paradoks, ale to właśnie „Wielki Kołchoźnik" może uratować reputację coraz bardziej niepewnie niosącej narodom byłego ZSRR światełko demokracji i dobrobytu Europy. Bo póki co „Partnerstwo Wschodnie" okazało się dla nich wydmuszką, a dla niej zgniłym jajem, które przerzucają między sobą z kiepsko skrywaną nadzieją, że w końcu samo się stłucze i będzie po problemie.

    Tematy:
    4-ty szczyt Partnerstwa Wschodniego, Ryga 21-22 maja 2015 (7)

    Zobacz również:

    Ukraina nie chce spłacać długów - w tym także wobec Rosji
    WSJ: Ukraina chciałaby zerwać stosunki z Rosją, ale nie może
    Ukraina: OBWE apeluje o zawieszenie broni w rocznicę Wielkiego Zwycięstwa
    Ukraina nie wpuściła polskich motocyklistów
    Turczynow: Ukraina jest zmuszona do zaopatrywania armii bez pomocy z zewnątrz
    Stephen Cohen: Ukraina to epicentrum geopolitycznych transformacji
    Tagi:
    Partnerstwo Wschodnie, ZSRR, Ryga, Łotwa, Rosja
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz