05:10 18 Sierpień 2017
Warszawa+ 16°C
Moskwa+ 18°C
Na żywo
    Kanclerz Niemiec Angela Merkel

    Merkel – Bismarck w spódnicy

    © AP Photo/
    Opinie
    Krótki link
    Jakub Korejba
    134275512

    Gdybym był Niemcem, już teraz zacząłbym odkładać pieniądze na pomnik Angeli Merkel i szukać w Berlinie odpowiednio reprezentacyjnego placu pod cokół. Bo nie ma żadnej wątpliwości, iż w jej osobie RFN zyskała kanclerza stulecia na miarę największych poprzedników.

    W Polsce często słychać opinię, o tym, iż polityka zagraniczna Niemiec jest, w zależności od sytuacji „pro” lub „anty” rosyjska. Warto zauważyć, iż w obu przypadkach są to interpretacje błędne, bo linia Berlina nie zmienia się i jest konsekwentnie proniemiecka, a dane opinie odzwierciedlają infantylny poziom rozumienia stosunków międzynarodowych reprezentowany przez naszą elitę. Półtora wieku temu, Żelazny Kanclerz mawiał, iż: „Polacy są poetami w polityce i politykami w poezji” i od tego czasu niewiele się zmieniło.

    Prowadzić politykę zagraniczną RFN jest niezwykle trudno, gdyż Niemcy są, jak chyba żadne inne państwo świata na tym polu obciążone szeregiem ograniczeń: zarówno formalnych (de iure Niemcy, od czasu zakończenia Wojny, aż do tej pory nie są w pełni suwerennym państwem), jak i moralnych (w przypadku, gdy komukolwiek na świecie nie podoba się stanowisko Merkel w jakiejś sprawie, zawsze może użyć wobec niej moralnego szantażu przypominając Hitlera, z czego skrzętnie korzysta wielu polityków z premierem Grecji na czele). Jak mówił Bismarck: „Bóg jest szczególnie przezorny wobec głupców, pijaków i Stanów Zjednoczonych Ameryki” a ze swoim położeniem i historią, Niemcy nie mogą pozwolić sobie na luksus strategicznej lekkomyślności. W tych okolicznościach, tym bardziej zasługuje na szacunek podniesiona do rangi subtelnej sztuki działalność pani kanclerz i jej kolejnych rządów, które po cichutku, skromnie, przy użyciu całej gamy „miękkich” instrumentów, powoli, lecz z żelazną konsekwencją zbliżają się do osiągnięcia celów, o których marzyli niemieccy cesarze i kanclerze poprzednich epok.

    Prymitywny austriacki kapral, który niegdyś porywał swym magnetycznym czarem miliony, musi w swym piekielnym kotle kipieć ze złości, widząc jak kompletnie pozbawiona charyzmy enerdowska ciocia-klocia o powierzchowności prowincjonalnej nauczycielki, nie tylko naprawia jego własne potworne błędy, ale bez wrzasków i zbrodni realizuje mocarstwowy plan na miarę geopolitycznych rojeń o tysiącletniej Rzeszy.

    Osiągnięcia Merkel są fantastyczne niemal w każdej dziedzinie: wewnątrzpolityczny kompromis i koalicyjne manewrowanie, ostateczne zjednoczenie kraju, eliminacja ekstremistów, polityka imigracyjna, uniknięcie kryzysu i równoważenie budżetu, wsparcie eksportu… właściwie trudno znaleźć dziedzinę, w której można zarzucić jej jakiekolwiek rażące błędy i zaniechania. O jej wielkości świadczy jednak nie tyle technokratyczna sprawność zarządzania gospodarką i społeczeństwem, ale rezultaty działalności w dziedzinie zewnętrznej aktywności państwa: konsekwentna realizacja planu (choć plan taki wcale nie musi istnieć, a jego realizacja najzupełniej może być kwestią politycznego instynktu) wyprowadzenia Niemiec z politycznej i moralnej izolacji i uczynienie z nich pełnowartościowego mocarstwa. I to bez jednego wystrzału i jakiegokolwiek przymusu czy skandali: Angela Merkel rządzi, a kolejne kraje i wielkie koncerny same ustawiają się w kolejce do Kanzlersamtu, aby poprosić o zapisanie na listę wasali Berlina.

    Reasumując osiągnięcia Angeli Merkel, można stwierdzić, iż udało jej się uczynić z Niemiec w Europie to, czym USA chciały być w skali całego świata, czyli, jak stwierdziła niegdyś Madeleine Albright: „niezbędną nację”. Bo dziś, AD 2014, każdy europejski polityk, parlamentarzysta, przedsiębiorca czy analityk zaczyna dzień od przeglądu wiadomości z Niemiec. Bez wiedzy o tym, jak kształtują się notowania niemieckiej giełdy, jakie ustawy przygotowuje Bundestag, gdzie z wizytą jedzie pani kanclerz i w co zamierzają inwestować niemieckie firmy, nie da się dziś podjąć na Starym Kontynencie żadnej decyzji. Dominacja Niemiec we wszystkich niemal sferach: polityce, gospodarce, finansach i mediach sięga poziomu (i co najważniejsze: stabilności) o których najzagorzalsi niemieccy nacjonaliści i imperialiści mogli tylko marzyć: bo choć zakompleksiony ignorant Wilhelm II i psychopatyczny zwyrodnialec Hitler w jakimś momencie rzeczywiście władali większością Europy, to ich chwała była krótka, a saldo rządów jednoznacznie negatywne: po tym ostatnim, Niemcy potrzebowali pół wieku, aby odkuć się materialnie, i zapewne potrzebują jeszcze pół, aby pozbierać się moralnie.

    W czym tkwi tajemnica sukcesu Angeli Merkel? Pomijając świetną organizację pracy i szczęśliwą politykę kadrową, przede wszystkim w posuniętym do skrajności i wyniesionym do rangi dogmatu pragmatyzmie, czyli tej charakterystyce, której tak bardzo brakuje polskiej polityce zagranicznej. Krótko mówiąc, niemiecki rząd, zajmuje się tylko tymi kwestiami, które mogą przynieść mu wymierne (polityczne czy gospodarcze) zyski i kompletnie pomija w swoim porządku dziennym abstrakcyjne projekty czy „śmierdzące sprawy”, które uwielbiają rozgrzebywać politycy w Warszawie, przepuszczając to, co jest dla kraju istotne. Merkel angażuje potencjał i autorytet państwa tam, gdzie Niemcy mają coś konkretnego do ugrania, natomiast jak ognia unika spraw, które wciągając w czczą gadaninę, odciągają cenny czas i środki od kwestii rzeczywiście wpływających na pozycję Niemiec w świecie i sytuację ich obywateli. Podejście to dotyczy także Rosji i kryzysu ukraińskiego i paradoksalnie (zważywszy na różnice zdań między Niemcami i Rosją), wywołuje w Moskwie szacunek i służy jak punkt wyjścia do dyskusji o problemach i szukaniu ich rozwiązania. Bo, choć Merkel ma o tych wydarzeniach inne zdanie niż Putin, to właśnie do niej rosyjski przywódca dzwoni, kiedy chce posunąć do przodu uregulowanie konfliktu.

    Nieprzypadkowo „rusofile” pojawiają się na czele niemieckiego rządu wtedy, gdy racja stanu i interes narodowy wymagają zacieśnienia współpracy z Moskwą. Gerhard Schroeder być może naprawdę lubił Rosję i szczerze przyjaźnił się z Władimirem Putinem, ale to właśnie on doprowadził do włączenia Europy Wschodniej do niemieckiej strefy wpływów i uzależnienia lwiej części rosyjskiego handlu gazem od woli Berlina. Takiego człowieka w tym konkretnym momencie wyniósł do władzy nieomylny duch interesu narodowego i siła geopolitycznego instynktu. Analogicznie – demonstrowana dziś przez Merkel twardość wobec Moskwy nie jest więc przejawem „rusofobii”, ale efektem kalkulacji tego, jaka postawa najlepiej posłuży realizacji niemieckiego interesu. I jej osobiste zdanie nie ma tu żadnego znaczenia, bo jak mówił Żelazny Kanclerz: „nawet król nie ma prawa podporządkowywać interesów stanu swoim osobistym sympatiom i antypatiom”. Bo stosunki wielkich mocarstw, takich jak Niemcy i Rosja kształtują się na podstawie gry interesów właśnie, a nie stereotypów, kompleksów, fobii i żądzy rewanżu, które stały się abecadłem polskiego myślenia strategicznego i podstawą polityki zagranicznej III RP. Czy można, w kontekście obecnej polityki wobec Ukrainy wyobrazić sobie coś bardziej obcego polskiej myśli strategicznej niż słynne bismarckowskie: „Na Boga, żadnych sentymentalnych przymierzy, w których jedyną nagrodą za nasze poświęcenie jest świadomość spełnienia dobrego uczynku”?

    I nie ma wątpliwości, iż kierując się tymi zasadami, Angela Merkel prędzej czy później doprowadzi do rozwiązania ukraińskiej zawieruchy i ułożenia stosunków z Rosją na obopólnie korzystnych zasadach, wie bowiem, iż od tego zależy pozycja Niemiec nie tylko w Europie, ale i na świecie. Jak bowiem uczył jej wielki poprzednik, którego powoli, ale konsekwentnie przerasta: „Sekret polityki? Podpisać dobry traktat z Rosją!”.

    Zobacz również:

    Obama i Merkel zajęli wspólne stanowisko ws. sankcji wobec Rosji
    Merkel: G7 omówi, jak zaangażować Rosję
    Rosja zareagowała na listę Merkel głównych zagrożeń dla świata
    Pieskow: mówiąc o „aneksji" Krymu, Merkel użyła niesłusznego terminu
    Merkel oświadczyła o braku możności powrotu do formatu G8
    Merkel: Partnerstwo Wschodnie nie jest wymierzone przeciwko Rosji
    Frankfurter Rundschau: działania USA zagrażają karierze politycznej Merkel
    Tagi:
    Angela Merkel, Niemcy, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz