Widgets Magazine
07:45 21 Sierpień 2019
Marszałek Sejmu Radosław Sikorski z żoną, dziennikarką Anne Applebaum i dziećmi

Sikorzy śpiew

© AP Photo / Czarek Sokolowski
Opinie
Krótki link
Jakub Korejba
0 11513

Kiedy całkiem niedawno okazało się, iż pani Marszałkowa Anna Applebaum znalazła sobie nową pracę w Waszyngtonie, stało się coraz bardziej jasne, iż polityczna kariera jej męża dobiega końca i być może wkrótce on sam też będzie zmuszony pakować walizki.

Nieprzyjemne zgrzyty i gorzki posmak ostatnich miesięcy w karierze Radosława Sikorskiego mogą wywołać wrażenie, iż zawsze był symbolem arogancji władzy, nielubianym przez naród bufonem i czarną owcą własnej partii. A przecież to nieprawda: przez ostatnie dwadzieścia lat, to właśnie Sikorski był symbolem nowej jakości w polskiej polityce, człowiekiem, który swym działaniem i wypowiedziami (zarówno treścią, jak i formą) budził narodową dumę i nadzieję na przyszłość.

Marszałek Sejmu Radosław Sikorski z żoną, dziennikarką Anne Applebaum i dziećmi
© AP Photo / Czarek Sokolowski
Marszałek Sejmu Radosław Sikorski z żoną, dziennikarką Anne Applebaum i dziećmi

Dziś, kiedy daje on kolejne przykłady demoralizacji i cynizmu może trudno to sobie wyobrazić, ale dobrze pamiętam jedne z wyborów parlamentarnych, podczas których miałem wraz z przyjaciółmi problem łączący większość młodych Polaków: patrząc na partie i ich przedstawicieli, każdy z nas, niezależnie od poglądów dochodził do wniosku, iż kompletnie nie ma na kogo głosować. I kiedy w którymś momencie pojawił się pomysł, aby wziąć upoważnienie do głosowania zamiejscowego, kupić bilet do Bydgoszczy i zagłosować na „Radka", to od lewa do prawa wywołał on szczery entuzjazm i ulgę, że jest źle, ale nie wszystko stracone. I jeśli dziś, tamta sytuacja budzi tylko zdziwienie i uśmiech politowania, to zapewne dlatego, iż zmienili się nie Polacy, ale sam Sikorski.

Bo przecież jeszcze niedawno płaszczyli się przed nim dygnitarze, w zachwytach rozpływali żurnaliści a prezesi największych partii namawiali, aby to właśnie ich listę uświetnił on swoim nazwiskiem. „Radek" ze swoim oksfordzkim wykształceniem, garniturami na kilometr trącącymi Savile Row i oszałamiająco inteligentną i światową żoną był bowiem spełnieniem marzeń Polaków o wyrwaniu się nie tylko z materialnej nędzy, ale i z zaściankowej siermięgi myślenia o sobie, przy czym zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i narodowym: przez lata Sikorski w swoich dwurzędowych marynarkach na schodach rodowego pałacyku uosabiał z jednej strony stracony w konwulsjach XX wieku szyk (a więc idealizowaną przeszłość), a z drugiej nadzieję, iż w końcu uda się odbić od dna i osiągnąć sukces (świetlaną przyszłość). Wszyscy bowiem chcieli być tak, jak on przyjmowani na paryskich salonach i w angielskich dworach, poklepywani przez możnych tego świata i fetowani jako twarz nowej, lepszej Polski.

W takiej atmosferze, Sikorski szedł przez polityczne życie wartko i z rozmachem: niedługo po tym, jak odłożył afgański karabin, został wiceministrem (przed trzydziestką), potem doradzał amerykańskim przyjaciołom jak robić politykę w Europie Wschodniej, znów wiceministrem, ministrem obrony, szefem dyplomacji. W Polsce i poza nią, zarówno przychylni mu, jak i niechętni obserwatorzy, kiwali głową i przyznawali, iż jest to klasyczny przypadek kariery, w której „sky is the limit" — wróżono mu to posadę szefa NATO, to prezydenta Europy, to sekretarza generalnego ONZ, którego stanowisko przypadnie niebawem z rozdzielnika przedstawicielowi Europy Wschodniej. A, jeśliby z tych międzynarodowych planów jednak nic nie wyszło, to, jak wielokrotnie sugerował, byłby póki co absolutnie gotów „zadowolić się" stanowiskiem prezydenta Polski. I pomimo właściwego mu zadęcia i arogancji, wielu podkreślało, że nie da się zaprzeczyć, iż te pretensje mają twarde uzasadnienie: wielokrotnie podkreślano, iż Sikorski jest mężem stanu, na którego nie tylko Polska, ale i Europa czekały latami: zarówno na Zachodzie, jak i na Wschodzie (wielokrotnie) był mile widzianym gościem i pożądanym partnerem, symbolizując jakościowe zmiany, które zaszły w polskiej elicie przez ostatnie ćwierć wieku.

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko i gubernator obwodu odeskiego Michaił Saakaszwili
© REUTERS / Ukrainian Presidential Press Service/Mykola Lazarenko
Co więc poszło nie tak i sprowadziło najbardziej spektakularną polską karierę polityczną do punktu wyjścia z przed dziesięciu lat? Jak to się stało, iż cudowny chłopak polskiej polityki, nadzieja narodu i ulubieniec salonów stał się dla własnej partii balastem, dla opozycji workiem do bicia a dla społeczeństwa symbolem arogancji władzy i deprawacji systemu politycznego?

Wydaje się, iż poza spektakularnymi wpadkami, których przecież żaden znajdujący się u władzy polityk nie może się ustrzec, i które w innym kontekście byłyby mu wybaczone, przyczyną jest zawiedziona nadzieja: fakt, iż z „taśm prawdy" Polacy usłyszeli zupełnie innego człowieka, niż ten, którego sobie wyobrażali. A nie ma silniejszej nienawiści, niż była miłość. Sikorski zaparł się sam siebie i stał dokładnie tym, od czego Polacy chcieli się pod jego przewodnictwem uwolnić: symbolem zadufanej w poczuciu własnej bezkarności pazerności, prymitywnego kolesiostwa rodem z klubu „Tęcza" Barei i zaściankowego postrzegania kraju (także w jego stosunku do zagranicy) w kategoriach wiecznego dziadostwa i marazmu, i to w sytuacji, kiedy on sam słowem i czynem powinien go z niego wyciągać. I tak, jak niegdyś Polacy kochali Sikorskiego i chcieli być tacy jak on, tak nagle stał się on ucieleśnieniem wszystkiego tego, od czego chce się jak najdalej uciekać.

Można więc śmiało powiedzieć, iż obecne dni — ostatnie na stanowisku marszałka Sejmu — wprowadzają do polskiego słownika politycznego nowy termin. Sikorzy śpiew, tak, jak i łabędzi, to ostatnie podrygi miotającego się w rozpaczliwej chęci życia (i władzy) gasnącego artysty.

Biorąc pod uwagę ogromny potencjał i liczne talenty, należy stwierdzić, iż niezależnie od wewnętrznej i zewnętrznej koniunktury, to sam Sikorski był kowalem własnego upadku i tylko do siebie może mieć pretensje. Mając w pamięci to, co w ostatnich latach zrobił i powiedział, trudno nie uznać, iż kara jest zasłużona. Jeżeli w całej tej sytuacji cokolwiek budzi szczery żal, to fakt, iż to z jego winy, najlepiej wykształcona, najinteligentniejsza i najbardziej światowa kobieta w Polsce nie będzie nie tylko pierwszą, ale nawet drugą damą.

Zobacz również:

Radosław Sikorski jest „dumnym właścicielem radzieckiego motocyklu z przyczepką”
Saakaszwili w Odessie w celu rozpalenia konfliktu w Naddniestrzu
Białoruś rozpoczęła ćwiczenia wojskowe na granicy z Ukrainą
DRL odmówiła powrotu w skład Ukrainy niezależnie od mińskich porozumień
Pieskow: Rosja jest otwarta na dialog ze wszystkimi krajami, w tym bałtyckimi
Nuland: USA mają nadzieję na zażegnanie konfliktu na Ukrainie do 2017 roku
Tagi:
Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, NATO, Radosław Sikorski, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz