14:04 18 Grudzień 2018
Na żywo
    Spotkanie w Mińsku

    Polska — piąte koło u wozu?

    © REUTERS / Mykola Lazarenko
    Opinie
    Krótki link
    Leonid Sigan
    0 1069

    22 czerwca w Sejmie obradowało Zgromadzenie Parlamentarne Rzeczypospolitej Polskiej i Ukrainy. Spotkaniu współprzewodniczyły szefowe polskiej oraz ukraińskiej delegacji Elżbieta Radziszewska oraz Oksana Syroid. Korespondent radia „Sputnik" Leonid Sigan rozmawiał o tym gremium z Mirosławem Orzechowskim, polskim politykiem i działaczem społecznym.

    Czekoladki firmy Roshen
    © Sputnik . Kirill Kallinikov
    W Warszawie odbyła się VIII sesja Zgromadzenia Parlamentarnego Polski i Ukrainy. Wydawałoby się rutynowe kolejne spotkanie. Jednak warto zwrócić uwagę na pewne sformułowania, które tam padły. Otóż, wicemarszałek Sejmu Elżbieta Radziszewska podczas posiedzenia tego gremium użyła sformułowania o rzekomym cytuję: "Konflikcie ukraińsko-rosyjskim". Więc pani wicemarszałek niby nie wie, że na Ukrainie trwa wojna domowa, a Rosja nie jest w niej stroną? Niewiedza, czy też świadome wypaczanie rzeczywistości? Jak Pan uważa?

    Spotkanie w Mińsku
    © REUTERS / Mykola Lazarenko
    — Chciałbym, żeby to była tylko niewiedza, czy raczej potknięcie, chociaż w dyplomacji takich potknięć nie należy się spodziewać, a nie rozmyślna polityka deformacji sytuacji, jaka tam na Ukrainie panuje. Polska nie powinna stać się stronnikiem jednego obozu politycznego na Ukrainie. Wręcz odwrotnie, powinna szukać sposobności do naszego uczestnictwa w godzeniu tej zaognionej sytuacji, do wpływania na siły rządowe Ukrainy, aby przestrzegały porozumień mińskich. I to jest rola Polski. Nie zaś stawanie po jednej ze stron i uczestniczenie w takiej grze, która w efekcie ma mobilizować państwa europejskie do wzmocnienia sankcji wobec Rosji. W ten sposób Polska sama może się wykluczyć z drogi, która prowadzi do porozumienia, do wymiany handlowej, kulturalnej, każdej innej wymiany z zyskiem dla nas, a jeżeli zostaniemy sami na tym polu w Europie, to będziemy skazani tylko na spoglądanie przez ocean na Amerykę. To nie jest dla Polski najszczęśliwsza droga. Myślę, że pani wicemarszałek Radziszewska, po prostu, pomyliła się, nie przeczytała gazet. Wolałbym trzymać się takiej rzeczywistości.

    Pani wicemarszałek przyznała, że Ukraina „od wielu miesięcy stanowi najważniejszy temat działań Polski w sferze polityki zagranicznej". Tym niemniej Zachód nadal nie widzi Polski przy stole negocjacyjnym. Dlaczego?

    — No właśnie, Polska dała się wykluczyć z grona, prowadzących do porozumienia. Jest Francja, są Niemcy, jest Rosja, Ukraina, a nie ma Polski. A przecież polskie przedstawicielstwo było obecne na początku tego wewnętrznego konfliktu ukraińskiego. Teraz już nie jesteśmy. To powinno się stać przedmiotem starań polskiej polityki zagranicznej, nie zaś próba afiliacji Ukrainy przy Unii Europejskiej, przy NATO. Jest to niemożliwa droga. I z tego powinni sobie zdawać sprawę ci, którzy są przy władzy, ponieważ w polityce powinna dominować realność. A jeśli chodzi o politykę, dotyczącą kontaktów z najbliższymi sąsiadami, to musi być szczególnie delikatnie uwzględniany każdy element faktów, które tam się dzieją. Wobec tego naszym zadaniem, zadaniem polskiego rządu jest kreowanie takiej polityki, która jest dla Polski najkorzystniejsza. To nie jest żaden egoizm. To jest po prostu rozsądek i realizm. A więc, w sprawach Ukrainy ten rozsądek musi być na pierwszym miejscu. Nigdy ta polityka nie może przewidywać szukania dróg do konfliktu z Rosją.

    — Pani wicemarszałek nie powtórzyła błędu prezydenta Bronisława Komorowskiego i przypomniała ukraińskim kolegom o przyjętej w kwietniu ustawie gloryfikującej UPA i banderowców. Według Elżbiety Radziszewskiej ustawa ta wzbudziła w Polsce „zdziwienie i kontrowersje". Czy tylko "zdziwienie i kontrowersje"? Jak Pan uważa?

    — Ta ustawa wzbudziła w Polsce oburzenie i stanowczy protest. Doprowadziła do jeszcze większego zaognienia, a także do zwiększenia naszej wrażliwości na pamięć o polskich męczennikach, zakatowanych w nieludzki sposób na Ukrainie przez banderowców. Przypomnę, że okoliczności wprowadzenia tej ustawy były szczególnie niezręczne. Wydarzyło się to w dniach, kiedy prezydent Komorowski był obecny na Ukrainie. Ta ustawa stała się jednym z najważniejszych elementów klęski wyborczej pana Komorowskiego. Pani Radziszewska, prawdopodobnie, cząstkę wiedzy z tamtego doświadczenia jeszcze ma w sobie i wspomniała o tym, że ta ustawa po prostu jest. Sprawą Polski jest protest i dyplomatyczne doprowadzanie do tego, żeby takie ustawy nie były podejmowane, jeżeli ma następować porozumienie, pojednanie między narodami. Rolą polskich przedstawicielstw jest upominanie się o sprawy Polski. W związku z tym, nie powinno to być omijane eufemistycznymi pojęciami, bo mamy za sobą bardzo bogatą historię, niestety jest to historia krwawa. Jeżeli poszukujemy pojednania, to nie możemy akceptować tego, że, w tym wypadku, neobanderyzm, odradzający się na Ukrainie, będzie kwitł, a my będziemy to akceptować. Tak nigdy nie będzie. To doprowadzi do klęski wyborczej Platformy Obywatelskiej, i każdego, kto będzie próbował iść tą drogą.

    Zobacz również:

    Janukowycz opowiedział, jak żyje i o czym rozmawia z Putinem
    Putin, Merkel i Hollande omówili sytuację na Ukrainie
    Spiegel: Niemcy nie popierają rozmieszczenia rakiet atomowych USA w Europie
    Tagi:
    konflikt, Zgromadzenie Parlamentarne Rzeczypospolitej Polskiej i Ukrainy, Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, NATO, Oksana Syroid, Elżbieta Radziszewska, Mirosław Orzechowski, Rosja, Ukraina, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz