06:06 19 Lipiec 2018
Na żywo
    Polscy kibice, Warszawa

    Zdrada stanu „czerwonej" Zosi

    © Sputnik . Władimir Piesnia
    Opinie
    Krótki link
    Zofia Bąbczyńska-Jelonek
    44975

    Projekt doktryny dot. bezpieczeństwa informacyjnego w Polsce, zaprezentowany 24 lipca przez BBN, poza konstytucją RP, odnoszącą się do wolności człowieka i obywatela, narusza też, obowiązujące w Polsce Prawo prasowe (Dz.U.84.5.24 z póź. zmianami). Ewenementem jest w tym przypadku absolutny brak reakcji środowisk dziennikarskich.

    Głównym kanałem komunikacji władzy ze społeczeństwem są media — telewizja, prasa i radio a także od niedawna, nowoczesne techniki komunikacji — internetowe portale informacyjne mediów i niezależne. Zwłaszcza publiczne, ale także prywatne, będące Polsce w rękach zachodniego kapitału. Do tego dochodzą portale społecznościowe, blogi, czaty i inne możliwości komunikowania się w cyberprzestrzeni. Zakusy na ich opanowanie i sterowanie od zawsze były domeną władz. I prawie wszędzie takie zakusy budzą społeczny sprzeciw.

    Między Warszawą a Berlinem

    Podczas gdy polskie kręgi decyzyjne publicznie i jawnie, zastanawiają się jak ubezwłasnowolnić myślenie ludzi o własnym państwie i narzucić im oceny, m.in. przez sterowanie i manipulowanie informacją, lub jej ograniczanie w tradycyjnych i nowoczesnych mediach — w Niemczech, takie pomysły rządzących powodują publiczne protesty.

    Dziennikarze portalu Netzpolitik.org poinformowali opinię publiczną o planowanym przez niemiecki kontrwywiad (BfV) zwiększeniu inwigilacji prowadzonej na portalach społecznościowych. Tekst opatrzono poufnymi dokumentami. Prokuratura niemiecka po otrzymaniu skargi BfV, po raz pierwszy od ponad 50 lat, wszczęła śledztwo wobec dwóch dziennikarzy portalu i anonimowego informatora, podejrzewając ich o zdradę stanu, o czym Netzpolitik poinformował 30 lipca br. Wg portalu podjęte śledztwo, to — "atak na wolność prasy, jako taką, oraz próba zastraszenia dziennikarzy i demaskatorów nieprawidłowości".

    Po ostrych krytykach niemieckich mediów i polityków różnych ugrupowań politycznych, z głosami żądającymi dymisji prokuratora federalnego Haralda Range włącznie, 31 lipca federalny minister sprawiedliwości Heiko Maas zakwestionował decyzje prokuratury o wszczęciu śledztwa, zostało one zawieszone. 1 sierpnia, ok. 1,3 tys. osób zgromadziło się w centrum Berlina na znak solidarności z obu dziennikarzami.

    W Polsce natomiast, przy całkowitym milczeniu środowisk dziennikarskich, toczy się od miesięcy wyjaśnianie administracyjne czy rosyjski dziennikarz-korepondent RIA Novosti Leonid Swiridow ma być wydalony z Polski na zlecenie ABW czy nie, chociaż nie opublikował, jak jego niemieccy koledzy po fachu — żadnych informacji czy dokumentów tajnych lub poufnych.

    Korespondent Międzynarodowej Agencji Informacyjnej „Rossija Siegodnia Leonid Swiridow
    © East News / Tomasz Urbanek
    Także przy milczącej zgodzie środowisk dziennikarskich BBN upubliczniło swoje pomysły wobec mediów tradycyjnych i elektronicznych. Zwiększenie inwigilacji internautów i dziennikarzy przez polski kontrwywiad, oraz szereg represji pod ich adresem, zaproponowanych w projekcie Doktryny Bezpieczeństwa Informacyjnego RP — nie budzi w Polsce żadnych zastrzeżeń, ani dziennikarzy, ani obrońców praw człowieka, ani racjonalnie myślących polityków.

    Kreowanie wroga

    Podczas, gdy Niemcy gromko protestują przeciwko ograniczaniu wolności mediów a europejscy politycy szukają dróg porozumienia z Rosją, szef BBN — gen. Stanisław Koziej, dokładnie w tym samym czasie (31 lipca), publicznie uzasadnia, dlaczego, wg niego, nasz wschodni sąsiad jest wrogiem Polski. I dlaczego mamy się go bać i z nim walczyć.

    „Rosja może jednak dokonywać agresji dywersyjnej, asymetrycznej, poniżej progu otwartej wojny. Nie do końca wiadomo wtedy, czy to jest agresja, czy nie. Czy są to wojska rosyjskie, a może nie rosyjskie. Czy to może jakieś miejscowe grupy przestępcze — dowodzi gen. Stanisław Koziej w rozmowie z portalem informacyjnym Wirtualna Polska.pl. — Rosja zawsze była ważnym punktem odniesienia w myśleniu o polskim bezpieczeństwie. W okresie pozimnowojennym cały Zachód starał się budować system kooperatywnego bezpieczeństwa w Europie, w tym także z Rosją. Do Rosji kierowane były różne oferty współpracy, np. Rada NATO-Rosja czy słynny "reset". — przyznaje gen. Koziej, ale dodaje — Po początkowym "nie mówię nie", Rosja jednak w końcu odrzuciła te oferty, a definitywnym i ostentacyjnym krokiem była aneksja Krymu i agresja na wschodnią Ukrainę. Ten strategiczny rosyjski "pivot" doprowadził do radykalnego wzrostu zagrożeń w Europie, a w tym — co oczywiste — w pierwszej kolejności m.in. dla Polski i innych krajów naszego regionu. Uznajemy, że to zagrożenie, niestety, nie jest incydentalne, chwilowe, ale ma długotrwały charakter. Jest to zmiana w sensie strategicznym stała, co najmniej na czas trwania obecnego układu władzy w Rosji".

    Zgodnie z twierdzeniami szefa BBN, Rosja z prezydentem Putinem — zagraża Polsce.

    Podstawą rozmyślań gen. Kozieja były, m.in. spotkania w ramach Strategicznego Forum Bezpieczeństwa, gdzie, jak mówi, udało mu się zgromadzić „nie tylko bardzo różnie myślących ekspertów — jak np. prof. Andrzeja Zybertowicza i dr Andrzeja Karkoszkę — ale też i posłów z różnych obozów politycznych — np. Antoniego Macierewicza i Stefana Niesiołowskiego — i w tym gronie merytorycznie dyskutować o sprawach bezpieczeństwa".

    Zdrada stanu

    Omówienie, za pośrednictwem Sputnika, jawnego projektu dokumentu BBN dot. bezpieczeństwa informacyjnego w Polsce, spotkało się z zarzutem zdrady stanu, skierowanym pod moim adresem.

    „Zdrada stanu — przestępstwo, zbrodnia godząca w najistotniejsze interesy państwa, jak udział obywatela w działaniach przeciw własnemu krajowi. Jest pani zdrajcą, czerwona Zofia Bąbczyńska-Jelonek wykidajło Putlera" — stwierdził Piotr Maciejewski, FB-kowy internauta, komentując moje opinie, dodając — „…niech pani bierze te ruskie srebrniki i wynosi się do Moskwy, zdrajco!!!" Na czym ma polegać moja zdrada stanu — nie wyjaśniono.

    To, co niemiecka opinia publiczna, łącznie z politykami i środowiskiem dziennikarskim, uznaje za naruszanie praw człowieka, wolności mediów i próbami zastraszania dziennikarzy — w Polsce tym nie jest. Opinie dziennikarza dot. jawnych projektów strategicznych doktryn państwa, bez ujawnienia, jak w RFN, tajnych dokumentów, może być potraktowane, jako najcięższe przestępstwo wobec państwa.

    Skoro publicznie i oficjalnie, dzięki politykom i publicznej administracji, jaką jest kancelaria prezydenta RP i jej BBN, wykreowano Rosję, jako śmiertelnego wroga Polski, to — jakakolwiek współpraca z Rosją czy kontakt z Rosjanami, choćby w postaci współpracy z rosyjskimi, państwowymi mediami, może się kojarzyć ludziom ze zdradą stanu. Bo z wrogiem żaden polski patriota — nie współpracuje.

    Kąpiel koni, Kubań Rosja
    © Sputnik . Walerij Szustow
    Jeśli zarzuty trolla, tzw. „dobrego trolla", jak to precyzuje projekt doktryny BBN, są tylko komentarzami, a nie stwierdzeniami np. kontrwywiadu — mogę czuć się w Polsce bezpieczną i spokojnie wykonywać swój dziennikarski zawód w oparciu o wolności konstytucyjne. Podobnie jak wielu innych dziennikarzy ceniących sobie niezależność. Ale jeśli projekt doktryny, oparty na stwierdzeniu, że Rosja to wróg Polski — stanie się oficjalnym dokumentem strategii bezpieczeństwa narodowego — to na reakcje w stylu niemieckim — nie mamy, co liczyć.

    Refleksja: od „Solidarności" do cenzury!

    Polska szczyci się tym, że „obaliła komunizm" w Europie, a razem z nim cenzurę, ograniczenie wolności mediów, próby manipulowania opinią publiczną, „socjalistyczną" propagandę. Pod takimi hasłami na sztandarach związkowcy z „Solidarności" szli po władzę w Polsce. Polska dla opozycjonistów w wielu krajach tzw. bloku wschodniego, także w Rosji, była wzorcem do naśladowania.

    Ćwierć wieku po zdobyciu władzy, okazuje się, że wszelkie ideały ze sztandarów dawno wyblakły i to mocno, a władza o „solidarnościowych" korzeniach z wielką ochotą korzysta z arsenałów dawnej „komuny", z która walczyła. Propaganda w mediach, obecnie antyrosyjska, jak ongiś antyamerykańska — kwitnie, podobnie, jak za czasów „stalinowskich", a nawet ją przewyższa.

    Walka z ludźmi, mających odmienne zdanie i poglądy, niż lansowana oficjalnie przez władze linia polityczna, zostaje ujęta w oficjalnych projektach strategicznych doktryn państwowych.

    Jeden z komentatorów pod wywiadem z gen. Stanisławem Koziejem napisał: „To podpuszczanie na Rosję już staje się upierdliwe. Media kontrolowane przez rząd, który jest sponsorowany przez CIA. Nie udał im się przewrót w Białorusi, kombinowali tam parę lat, nie udało im się w Gruzji, jednak udało im się w Ukrainie dzięki nacjonalistom banderowcom i teraz jadą na całego. Wszyscy mają znienawidzić Rosję i się jej bać. Paskudna propaganda, masz nienawidzić, bo rząd ci karze".

    Nic dodać, nic ująć.

    Zofia Bąbczyńska-Jelonek, publicystka polska

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji

    Zobacz również:

    Rusofobia daje radość z życia
    Andrzej Duda, to się uda?
    Tagi:
    cenzura, bezpieczeństwo, media, Doktryna Bezpieczeństwa Informacyjnego RP, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz