23:57 26 Wrzesień 2017
Warszawa+ 16°C
Moskwa+ 9°C
Na żywo
    Gazeta Wyborcza

    Studium kłamstwa i przewrotności „Gazety Wyborczej”

    © Zdjęcie: HuBar
    Opinie
    Krótki link
    Jakub Kopeć
    4153781206

    W magazynie „Gazety Wyborczej" moskiewski korespondent Wacław Radziwinowicz opublikował artykuł pt. „Biedna Rosja" opatrzony nadtytułem „GAZ, ROPA, MIGI i 23 miliony nędzarzy". Współczucie dla „rosyjskich nędzarzy" ścisnęło mnie za gardło.

    Czytamy w nim: „300 gramów chleba, dwie trzecie jajka. To nie dieta cud, tylko oficjalne dzienne minimum życiowe w putinowskiej Rosji. Miało się nazywać "fizjologiczne", ale ministrowie uznali, że jakoś nie wypada."

    Artykuł zilustrowano kawałkiem ciemnego chleba, pociętego na czternaście kromek, i przekrojem poprzecznym jajka ugotowanego na twardo. Współczucie dla „rosyjskich nędzarzy" ścisnęło mnie za gardło. My tu zjadamy kotlety, frykasy i ananasy, popijamy to wszystko czerwonym gruzińskim, a tymczasem pod knutem putinowskim bracia Moskale umierają z głodu na diecie cud. Trzysta gramów chleba i ukruszone jajko na cały boży dzień! Gorzej niż w Konzentrationslager Auschwitz —Birkenau, „wyzwolonym" przez… Ukraińców.

    Leonid Swiridow i Zofia Bąbczyńska-Jelonek na lotnisku w Apatytach
    © Zdjęcie: Zofia Bąbczyńska-Jelonek
    Radziwinowicz przyznaje jednak, że mimo biologicznego wyniszczania narodu, rządy Putina cieszą się w Rosji niesłabnącą aprobatą. Dziwny naród- Rosjanie. Pokutuje na świecie przekonanie, że 4 promille alkoholu we krwi stanowi dawkę śmiertelną, ale zagrożenie śmiertelne ma nie dotyczyć Rosjan i Polaków, spożywców mocnej wódki. Absolutny rekord świata — 14, 6 promille — od sierpnia 2015 należy jednak do polskiego rowerzysty z Wrocławia.

    Mamy więc trzysta gramów zakąski i jajko. Gdzie zapodziała się wódka?

    Słowianie na wódkę są genetycznie uodpornieni. Ale chyba to uodpornienie nie jest powszechnie obowiązującą prawdą. Przed połową wieku autoryzowałem wywiad z Jackiem Woszczerowiczem, genialnym odtwórcą roli Ryszarda III w dramacie szekspirowskim. Gospodarz poczęstował mnie kieliszeczkiem brandy „Salignac" i wziął się do czytania. Coś go musiało zniesmaczyć, bo po chwili nalał także sobie, choć spożywanie alkoholu miał zabronione kategorycznie. Odłożył na bok tekst i powiedział, że autoryzowany wywiad odeśle mi pocztą. Butelkę salignacu opróżniliśmy do dna.

    Zofia Bąbczyńska-Jelonek w Moskwie
    © Zdjęcie: Zofia Bąbczyńska-Jelonek
    Do autoryzacji oddałem maszynopis w sobotę. W poniedziałek z poranną pocztą otrzymałem odręcznie wykaligrafowany wywiad, napisany całkowicie od nowa. Radio i telewizja nadawały już wspominkowe materiały o zmarłym nagle Wielkim Polaku.

    Czy, na przykład, o wspaniałym aktorze Gerardzie Depardieu można powiedzieć, że jest Wielkimi Rosjaninem? Radziwinowicz w swoich moskiewskich raportach wielokrotnie pisał o nim, jako o putinowskim sprzedawczyku, a wiadomość o zakazie emitowania filmów z udziałem Depardieu na obszarze niezawisimoj Ukrainy przyjąl z ulgą i satysfakcją.

    Embargo na „Dantona", „Pchowca", „Rasputina", „Cyrano de Bergerac", „Vatell", że wspomnimy o kilku tylko kultowych filmach, uznaje za sprawiedliwą karę za wypowiedziane publicznie pochlebne słowa o demokracji rosyjskiej.

    Pośmiertny wywiad z wielkim aktorem, to dla dziennikarza gratka niesłychana. Ale ja go nie opublikowałem, lecz zaniosłem rękopis do Muzeum Teatru. Dopiero przy trzeciej rocznicowej okazji „pośmiertny" wywiad opublikował „Przekrój". Czas zatarł moje wyrzuty sumienia, bo to jednak ja przyczyniłem się mimowiednie do zgonu Mistrza. Salignac rozszerzył żyły Jacka Woszczerowicza i poruszył skrzep krwi, który szybko podążył w kierunku serca.

    Czy Gerard Depardieu, najlepszy przyjaciel Puitna, ma serce? Chciałbym to osobiście sprawdzić, wypijając kilkanaście butelek wina z przesławnym odtwórcą roli pijaczyny Obelixa w najpopularniejszym francuskim serialu. Ile musi wypić ktoś, kto siedem butelek osusza do obiadu, żeby przekroczyć próg 4 promille alkoholu we krwi, wyznaczony dla żabojadów, makaroniarzy i wszystkich ludów ze strefy klimatycznie korzystnej dla winorośli? Obawiam się, że Gerard Depardieu, producent i spożywca win, samobójstwa przy pomocy alkoholu nie popełni nigdy, ponieważ, dysponując stupięćdziesięciokilogramową masą ciała, przy trzynastej butelce czerwonego sikacza po prostu uśnie z nudy.

    Imigranci niedaleko wybrzeża Libii
    © REUTERS/ Darrin Zammit Lupi
    Embargo przynosi zazwyczaj straty obustronne. Najlepiej pokazuje się to na przykładzie restrykcyjnego wstrzymania eksportu polskich jabłek do Rosji, co zrujnowało nam sady. Tylko embargo na filmy z udziałem Deperdieu przynosi szkody jednej stronie, bo pozostając obojętnym i dla Putina i dla Depardieu, odcina ukraińską publiczność od arcydzieła kinematografii, jakim jest film „Vatell" o Pierwszym Mistrzu Ceremonii na dworze Ludwika XIV. Trzeba widzieć grację i chyżość, z jaką Deprdieu przenosi swój potężny brzuch między stołami zastawionymi najbardziej wyszukanym jadłem i wykwintnymi napojami, jak tu skubnie wisienkę z tortu, ówdzie zanurzy palec w zawiesistym sosie, a każdy jego ruch jest tylko po to, żeby dopilnować wszystkiego i zadowolić monarchę — by pojąć natychmiast, dlaczego nieposkromiony w swym konsumpcjonizmie Putin musiał mu przyznać rosyjskie obywatelstwo.

    Okkupert
    © Zdjęcie: Screenshot/YouTube/tv2underholdning
    Radziwinowicz pozazdrościł sławy i chwały bolszewickiemu propagandyście, który na łamach „Prawdy" zamieścił niegdyś informację o eleganckiej paryżance zmarłej z głodu na ulicy. Propagandysta zapomniał tylko dopowiedzieć, że paryska ofiara głodu była kobietą, która poddała się drastycznej diecie odchudzającej. Wracajmy przeto do sakramentalnych 300 gramów chleba i kawałka jajka. Według internetowego kalkulatora ta „dieta cud" ma wartość 2500 kalorii (chleb) i 150 kalorii (jajko), co daje łączną porcję 2650 kalorii, gdy tymczasem europejska norma dziennego zapotrzebowania na energię wynosi 1900 kalorii dla kobiety, która leży na tapczaniku i pachnie, oraz 2400 kalorii dla kobiety wykonującej pracę galernika. Męska norma dla galernika wynosi w Europie 2900 kalorii.

    Nierzetelność naszego polskiego propagandysty Wacława Radziwinowicza polega tylko na tym, że rosyjski urzędniczy abstrakt — a fuj! — „minimum fizjologicznego", przenosi na wymowne, dotykalne malowidło przykładowej diety dziennej. Dla potrzeb radzieckiej logistyki wojennej przyjmowano teoremat, że sołdat może nie pić przez trzy dni i nie jeść przez tydzień. Ale nawet Stalin nie próbował potwierdzić tej normy eksperymentalnie. Dopiero nasz polski korespondent z Moskwy urzędniczy abstrakt „minimum fizjologicznego" przedstawił jako dotykalną i jadalną realność, prowadzącą do zgonu z niedożywienia.

    Jakub Kopeć, polski publicysta, Warszawa

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    NI: „zabójcze” rosyjskie drony rzucą wyzwaniem amerykańskim „stealth”
    Światowe ceny ropy podskoczyły o 7%
    Tagi:
    Gazeta Wyborcza, Wacław Radziwinowicz, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz