19:09 24 Listopad 2017
Warszawa+ 8°C
Moskwa-4°C
Na żywo
    Paweł Kukiz

    RE-FE-REN-DUM! I społeczeństwo to podchwyciło w ciemno

    © Zdjęcie: Paweł Kukiz, facebook
    Opinie
    Krótki link
    Marceli Szpaczyński
    131675428

    Polska od kilku tygodni żyje tematem referendum, przecząc jednocześnie istocie tego ważnego przecież aktu.

    Samo referendum wywołał Paweł Kukiz, śpiewak rockowy i żywy dowód na to, że Polska jest tak zmęczona bieżącą polityka i, co ważniejsze, funkcjonująca klasą polityczna, że zagłosuje na każdego, niechby to nawet był człowiek, który dobrze śpiewa, nieźle gada, słabo myśli i kompromitująco się zachowuje.

    Kukiz jednym ze swoich haseł wyborczych uczynił sprawę Jednomandatowych Okręgów Wyborczych (JOW), wmawiając ludziom, że kiedy ordynacja wyborcza skonstruowana będzie na takich właśnie okręgach, jak ręka odjął znikną wszelkie niedomagania naszej demokracji. I społeczeństwo to podchwyciło w ciemno. W bardzo ciemno, nie rozumiejąc słowa z tego, co proponuje im artysta estradowy. Zresztą on sam tego też nie rozumiał. Dla powstania JOW-ów, zapewniał śpiewający kandydat na prezydenta, wystarczy tylko i aż referendum. Przepraszam, to brzmiało inaczej: re-fe-ren-dum. I niemała część Polaków przyjęła to wadliwe rozumowanie za swoje. Referendum jest najczystszym głosem narodu i ono zapewni powstanie JOW-ów, myśleli sobie zwolennicy tego prostego rozwiązania zaproponowanego przez Pawła Kukiza.

    Nie rozumieli i nie rozumieją, że JOW-y nie oznaczają wejście do parlamentu najpopularniejszych ludzi z danego okręgu, miasta dzielnicy, którzy od nowa napiszą scenę polityczną Polski i będą emanacja głosu wyborców. Nieprawda, JOW-y zaleją scenę polityczna szybko tężejącym cementem i na lata oddadzą władzę tym właśnie politykom, którzy przez ostatnie 25 lat doprowadzili do tego, że słowo „polityk" jest dzisiaj w Polsce jedną z najcięższych obelg.

    Ale to nie jest wina ludzi, którzy nie maja obowiązku odróżniać system jednomandatowych okręgów wyborczych od systemu proporcjonalnego. Jest natomiast psim obowiązkiem dziennikarzy, specjalistów, socjologów, politologów tłumaczyć na czym polega różnica. Czym w istocie jest to, za czym chcą głosować. I donieść do ludzkich głów, że nawet jeśli referendum przyniosłoby pozytywna odpowiedź, czy zmieniać system wyborczy, to do tego trzeba zmienić Kosntytucję, a to z kolei obwarowane jest specjalnymi wymogami, w samej Konstytucji przewidzianymi.

    Widzieliście gdzieś organizatorów takiej zmasowanej akcji edukacyjnej, wielkich wydawców i właścicieli mediów? Zauważyliście by media publiczne, w najlepiej rozumianej realizacji w praktyce swojej misji, poświęciły temu specjalny cykl popularnych programów, nadawanych w czasie największej oglądalności? Nie zauważyliście? Bo ja też nie.

    To kompromitacja całej polskiej klasy politycznej i inteligencji, no i oczywiście mediów.

    Co gorsza, włączył się w tą żenujące zjawisko były prezydent Bronisław Komorowski, który ochotnie, pod naciskiem rosnących słupków poparcia dla antysystemowego Kukiza i spadających swoich własnych notowań, zgodził się na referendum. Też niczego nikomu nie tłumacząc.

    Potem poszło gładko. Dodano jeszcze pytania, a rwący się na nowego prezydenta Andrzej Duda, sam w końcu niezły podobno prawnik, też wziął udział w tej szkodliwej w ostatecznym rozrachunku grze.

    Akcja protestacyjna polskiej mniejszości narodowej w Wilnie
    © AFP 2017/ Petras Malukas
    Nie dość, że zaproponował kolejne referendum z pytaniami, z których część nie miała sensu, bo została rozstrzygnięta już wcześniej na forum Sejmu, a pozostałe zostały sformułowane w taki sposób, że ludzie głosujący „tak" lub „nie" tak naprawdę nie będą wiedzieli, jakiego dokonują wyboru.

    To jeszcze nie koniec. Pojawili się nagle politycy, którzy w kilka chwil potrafili zniszczyć szacunek, który sobie wypracowali w służbie publicznej, mówiąc rzeczy absolutnie ich kompromitujące. Nikt nie jest w stanie mi wyjaśnić, czemu prof. Andrzej Zoll, dobry niegdyś rzecznik Praw Obywatelskich, nagle potrafił powiedzieć, że referendum nie jest najlepszym sposobem rozwiązywania problemów prze społeczeństwo, bo ono nie dorosło intelektualnie do tego, by mądrze rozwiązywać problemy, które przed nim stoją. Od tego, wywodził Pan profesor, są politycy, którzy są mądrzejsi i to im trzeba powierzyć decydowanie o sprawach naprawdę ważnych. Nigdy w życiu nie sadziłem że usłyszę tak pogardliwy dla ludzi tekst z ust tak szanowanego polityka.

    Z drugiej jednak strony to, do czego doprowadzono referendum, które odbędzie się 5 września i być może 25 października zaprzecza istocie referendum. Dla mnie to jest kwintesencja sprawowania władzy przez Naród. Podoba nam się to czy nie, na razie to właśnie Naród jest suwerenem. A cała reszta jego reprezentantów jest tylko wynajęta, by wolę ludzi przekuwać w prawo. Jeżeli część z nich tego nie rozumie, tym gorzej dla nich. Kiedy demokrację zmeni się na jakiś inny ustrój, wtedy tak, wtedy referenda można będzie wyrzucić do kosza jako zbędny ciężar władzy. Ale na razie referendum jest i powinno szanowanym wyborem obywateli. Pod jednym wszakże warunkiem: że nie zrobi się z niego cyrku. Że nie będzie się dawać ludziom pytań sformułowanych bez sensu, że pchać się będzie społeczeństwo do referendalnych urn bez poważnej i wszechstronnej dyskusji, która dotrze do każdego i pomoże mu samemu wyrobić sobie własny pogląd na sprawę, że nie uczni się wszystkiego, by z referendum uczynić pośmiewisko, które kompromituje je jako instytucję. A tak właśnie robi się teraz w Polsce.

    Marceli Szpaczyński, polski publicysta, Warszawa

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Pociągi z Polski nie będą dojeżdżać do Budapesztu (wideo)
    Ukraina weźmie udział w największych ćwiczeniach NATO
    Co łączy Rosjan i Polaków?
    Tagi:
    Paweł Kukiz, Andrzej Duda, Bronisław Komorowski, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz