05:28 21 Listopad 2017
Warszawa-1°C
Moskwa0°C
Na żywo
    Bojownicy Państwa Islamskiego

    I dżihad w Polsce nie drzemie!

    © AP Photo/ Militant Website
    Opinie
    Krótki link
    Leonid Sigan
    62610753

    Na temat dzisiejszego wywiadu dla „Rzeczpospolitej" szefa ABW, generała Dariusza Łuczaka korespondent rozgłośni „Sputnik" Leonid Sigan rozmawiał z Konradem Rękasem, wiceprzewodniczącym Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych, organizatorem "Powiernictwa Kresowego".

    —  Jak lekturę „science fiction" czytałem dziś w Rzeczpospolitej" wywiad szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego generała Dariusza Łuczaka. Wywiad rzeka… Z wielu tematów poproszę Pana o skomentowanie twierdzenia, że „Powiernictwo Kresowe", któremu Pan przewodniczy, służy, jakoby, podżeganiu bolesnych kwestii historycznych między Polską i Ukrainą. No, a Moskwa według pana generała tylko ręce zaciera?

    — Ja również z dużym zaciekawieniem, a nawet rozbawieniem, podszytym smutkiem przeczytałem wywiad z generałem Łuczakiem. On, jako całość, jest potwierdzeniem pewnego smutnego faktu, że ABW już dawno przestała odgrywać rolę polskiego kontrwywiadu, a pod kierunkiem generała Łuczaka realizuje się na dwóch kierunkach. Po pierwsze, stała się policją polityczną, której głównym zadaniem jest tropienie i dyskredytowanie, najlepiej jako rosyjskich szpiegów, wszystkich przeciwników politycznych obecnej władzy, w tym także krytyków linii polityki bezpieczeństwa i polityki międzynarodowej, realizowanej przez władze polskie. A ponadto, i to jest akurat zabawne, generał Łuczak, który w tym wywiadzie obficie mówi o rzekomej „wojnie hybrydowej" z Rosją, sam jest przecież ze swoją instytucją narzędziem takiej „wojny hybrydowej". Ale po stronie amerykańskiej, siejąc na prawo i na lewo nieuzasadnionymi, nieumotywowanymi oskarżeniami o działalność agenturalną, wszędzie widząc „zielone ludziki", czy też jakieś działania prowokacyjne.

    Mamy do czynienia nie z kontrwywiadem polskim, lecz z policją bezpieczeństwa, narzędziem propagandy. Natomiast to, co pan generał mówił, na przykład, w odniesieniu do „Powiernictwa kresowego", czy w szerszym kontekście odnośnie do relacji polsko-ukraińskich, to oczywiście zabawne nie jest. Pominę wątki oczywiste, na przykład, generał Łuczak mówi, że próby przemycania broni z centrum wojskowego na Ukrainę, mającego służyć juncie w Kijowie, o czym wielokrotnie uprzedzały środowiska krytyczne wobec istniejącej polityki, to prowokacja, ale oczywiście po stronie rosyjskiej, a nie efekt prokijowskiej polityki Warszawy. Jeśli chodzi o „Powiernictwo", no cóż, zwracamy uwagę na jeden prosty aspekt. „Powiernictwo" powstało tylko i wyłącznie po to, aby zagwarantować europejskie, i zatem światowe standardy, normy prawne, w odniesieniu do obywateli polskich, dawnych właścicieli majątków na Ukrainie. Pytam się, od kiedy to upominanie się o własne prawa, wynikające z zobowiązań międzynarodowych Rzeczypospolitej i podjętych teraz przez Ukrainę, miałoby być działaniem na szkodę Polski? Ta retoryka, stosowana przez część polskich polityków twierdząca, że „Powiernictwo Kresowe" jest antypolskie, bo może sprawić kłopot Ukrainie. Dla niektórych osób takich jak Paweł Kowal czy generał Łuczak myli się interes polski z interesem ukraińskim, rozumianym, jako interes banderowski, interes junty w Kijowie. My mówimy jasno, nam chodzi o prawa obywateli Polski, które były do tej pory niedostatecznie zaspokojone, a teraz powstała ku temu możliwość. Władze Polski nie realizują tych możliwości prawnych, nie sięgają po nie, więc obywatele organizują się sami. Natomiast generał Łuczak i jemu podobni, to ci, którzy chcą by Polska realizowała interesy wyłącznie obce, interes ukraiński, a w dorozumieniu przede wszystkim interes amerykański.

    —  Generał Łuczak przyznał, że działacze radykalnych ukraińskich ugrupowań, czyli po prostu banderowcy, przyjeżdżali do Polski i próbowali tworzyć swoje struktury. Co Pan o tych strukturach wie? A ABW, według generała, monitorowało tę działalność i tylko?

    — Bardzo jestem ciekaw jak to monitorowanie w istocie wygląda, bo nie trzeba być wybitnym kontrwywiadowcą, żeby sprawdzić, że zupełnie jawnie i aktywnie działają w Polsce przedstawiciele takich środowisk, jak osławiona „Mizantropik division", stanowiąca zaplecze nazistowskich batalionów na Ukrainie. Zupełnie jawnie przebywają tutaj bojówkarze, walczący po stronie junty kijowskiej. Spotykają się z politykami pierwszego rzędu, zarówno ze strony obecnego obozu rządzącego jak i opozycji, i działają tu zupełnie bezkarnie. Ciekaw jestem tego monitoringu ABW w sytuacji, w której funkcjonariusze paramilitarnych organizacji ukraińskich są szkoleni przez polską policję w Legionowie, o czym nie ABW pisało. Informowała o tym polska prasa niezależna, pisała o tym polska blogosfera. Jestem ciekaw tego monitoringu ABW, skoro osoby, które są szukane przez polską policję takie, jak ten młody banderowiec, który znieważył obóz zagłady na Majdanku, swobodnie do Polski wjeżdżają i tutaj znowu publicznie epatują nazistowskimi gestami. Specyficzny to monitoring i sam zastanawiam się, czy ABW, jeśli nawet mówi prawdę generał Łuczak, i rzeczywiście monitoruje aktywność banderowców w Polsce to po to, by wykryć i uniemożliwić ich działalność, czy też po to, by ich chronić i pomagać. Działalność rządu polskiego i polskich organów bezpieczeństwa wskazuje, że raczej ta druga wersja jest niestety dla Polski prawdziwa.

    — Szef wywiadu utrzymuje "energetyka to naturalne pole działania rosyjskich służb". Dla przykładu: projekt wydobycia gazu łupkowego upadł: winni — Rosjanie. Australijska firma, wybrana do przygotowania budowy elektrowni atomowej nie zrealizowała kontraktu — winni Rosjanie. Gazoport wciąż nieoddany do użytku — rzecz jasna winni Rosjanie. A słońce chowa się tylko na Zachodzie — i też winni Rosjanie?

    — Jeśli chodzi o politykę energetyczną, ja dosyć często pisałem na ten temat i na tym tle miałem nawet przyjemność spotkać się z generałem Łuczakiem w sądzie, który moją krytykę Gazoportu, czysto merytoryczną i opartą na faktach, był łaskaw uznać też za dowód co najmniej szpiegowskiej działalności na rzecz Rosji. Sprawa jeszcze jest w toku. Czekaliśmy tylko na to, kiedy się okaże, że całkowite fiasko tej tzw. polityki energetycznej, a ja nazwałbym ją anty-energetyczną, antyekonomiczną ze strony obecnych i poprzednich władz polskich, skończy się szukaniem kozła ofiarnego. I z dużą pewnością mogliśmy twierdzić, że tym kozłem będzie ulubiony wróg zewnętrzny, a nie nieudolność i domniemana być może korupcja ze strony polityków. Gazoport jest tego klasycznym przykładem. Marnowanie wielu setek milionów na inwestycję nie tylko o znikomej przydatności dla polskiego systemu energetycznego, ale wręcz szkodliwą, co zaowocowało nie tylko przeciągnięciem się tej budowy, ale także faktem, że płacimy za katarski gaz, którego nie otrzymujemy i nie możemy odbierać.

    To jest skandal sam w sobie. Tak naprawdę odpowiedzialny kontrwywiad, odpowiedzialne organa ściągania w Polsce powinny się zająć tymi przejawami marnotrawstwa, żeby nie powiedzieć mocniej. Sprawdzić, czy mamy do czynienia nie tylko z nieudolnością, głupotą polityczną, czy też z korupcją. I tym się powinny zająć organa ścigania w Polsce, a nie doszukiwaniem się winnych propagandowych i winnych politycznych. A miliony pompowane w projekt elektrowni atomowej, zupełnie absurdalny w warunkach Polski, Polski, która jest największym państwem węglowym w Europie. A Gazoport? Płacimy drożej za gaz, którego nie otrzymujemy, niż ten, który uzyskujemy na podstawie normalnych handlowych umów z Gazpromem. To jest dowód absurdu ekonomicznego, w jakim znajduje się Polska. Absurdu, który chroniony jest przez ABW i inne organa, zamiast być przez nie wyjaśnionym i rozbitym.

    —  I jeszcze jedno pytanie z tytułu wywiadu: „Dżihad bliżej Polski". Alarmująca jest informacja o działalności w Polsce komórki wsparcia Państwa Islamskiego. Czy fala uchodźców, która może dosięgnąć polskich brzegów, tę działalność może wesprzeć? Jak Pan sądzi?

    Mleko
    © Fotolia/ Olga Kochina
    — Generał Łuczak chce się włączyć do modnego teraz tematu, jakim jest imigracja i jakim jest z kolei zagrożenie ze strony ISIS. Jednak nie można rozpatrywać tego problemu w oderwaniu od całokształtu spraw bezpieczeństwa Polski. Wszak nie jest też tajemnicą, jest rzeczą już znaną także w prasie zachodniej, że komórki islamistyczne działają i szkolą się na terenie Ukrainy, korzystają ze wsparcia logistycznego i szkoleniowego banderowskich batalionów, podległych juncie w Kijowie. A więc, jeśliby ktoś chciał monitorować działalność islamistów bezpośrednio u granic polskich, to mógłby to robić z dużym powodzeniem, obserwując ich swobodne zachowanie na terenie Ukrainy.

    To jest też tolerowane przez państwa zachodnie. Obecnie, ewentualne pojawienia się na terenie Polski islamistów, a zagrożenie jest dość duże, może być związane ze skutkami polityki zagranicznej poprzednich rządów, w tym także bezkrytycznym zaangażowaniem politycznym, militarnym i finansowym Polski w amerykańskich interwencjach zbrojnych, które zdestabilizowały sytuację na Bliskim Wschodzie i w basenie Morza Śródziemnego, a także tego, że Polska firmowała swoimi najwyższymi przedstawicielami tak kontrowersyjne akty, jak więzienia CIA w Polsce, co było jawną prowokacją wobec różnego typu środowisk muzułmańskich i islamskich. Jeśli zagrożenie islamskie dla Polski rośnie, to jest to również wynik konkretnych działań politycznych kolejnych polskich rządów. Tutaj nie ma przypadków, to zagrożenie bezpieczeństwa Polski jest wynikiem błędnej, i trzeba powiedzieć jasno, antypolskiej polityki realizowanej przez kolejne rządy.

    Zobacz również:

    „Obserwator Polityczny”: czy Europa porozumie się z Rosją?
    Poszukiwania "złotego pociągu"
    Japonia zaproponowała Rosji, by w rozliczeniach wykorzystywano jeny zamiast dolarów
    Tagi:
    Europejskie Centrum Analiz Geopolitycznych, Rzeczpospolita", Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Konrad Rękas, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz