04:04 20 Wrzesień 2017
Warszawa+ 12°C
Moskwa+ 8°C
Na żywo
    Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego

    Czwarta tajemnica fatimska: żyjesz na podsłuchu

    © Zdjęcie: Wikipedia
    Opinie
    Krótki link
    Aniela Bilewicz
    42505420

    Podsłuchiwanie w Polsce stało się tak popularne jak wódka w Rosji, lub słonina na Ukrainie. Żyjemy nim. Podsłuchy karmią nasze mózgi niczym tlen. Jednych przerażają, innych bawią. Mało kogo jednak wprawiają w zadumę. Potwierdza to tezę, że stały się cząstką nas samych.

    Wszyscy się podsłuchiwali i podsłuchują. Podsłuchiwano za czasów SLD i to nawet swoich. Wystarczy wspomnieć jak w trakcie posiedzeń sejmowej komisji ds. tzw. afery Rywina, poseł Jan Maria Rokita odczytywał prywatne sms-y polityków i urzędników związanych z Sojuszem Lewicy Demokratycznej (SLD). I oczywiście materiały operacyjne, jak każdy cenny produkt, stały się towarem na sprzedaż. Warto przypomnieć, że cała ta afera wzięła się z podsłuchu, czy też rejestracji rozmowy dwóch biznesmenów: Adama Michnika i Lwa Rywina. Podsłuchiwano „barona" SLD Andrzeja Pęczaka („firanki w mercedesie"). Obie afery sprzedały się na tyle dobrze, ze Sojusz na wiele lat został odsunięty od władzy.

    Podsłuchiwano oczywiście za czasów rządów Prawa i sprawiedliwości (PiS). Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny — Zbigniew Ziobro nagrał swoją rozmowę z liderem partii koalicyjnej Andrzejem Lepperem („Samoobrona"). Stało się to przy okazji tzw. afery gruntowej, która też opierała się na prowokacji i podsłuchach. Podsłuchiwano posłankę opozycyjnej partii — Platformy Obywatelskiej (PO), Beatę Sawicką. I małżeństwo Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich. Afera gruntowa przerodziła się w tzw. aferę 40. piętra. Przy tej okazji naprawdę można się było ubawić. Trzech potężnych ludzi w Polsce: z-ca Prokuratora Generalnego Janusz Kaczmarek, szef policji Konrad Kornatowski i prezes strategicznej spółki skarbu państwa — PZU, Jaromir Netzel gadali do siebie jakimś idiotycznym grepsem w obawie, że są podsłuchiwani. A zabawne jest to, że byli! Tak profilaktycznie. Nagrania, jako towar cieszący się dużym popytem szybko trafiły do mas, czyli nas.

    Zdarzało się, że biznesmen podsłuchiwał (nagrywał) polityka. Tak było przy okazji biesiady jednego z najbogatszych Polaków — Aleksandra Gudzowatego z byłym premierem Józefem Oleksym. Pikantne rozmowy obu panów o szczegółach liftingu Jolanty Kwaśniewskiej okazały się wyśmienitym towarem! Slogany: „jak jeść bezę" i „lifting cipy" na stałe weszły do kanonów języka polskiej polityki.

    Nie ma się co dziwić, że podsłuchuje się też za rządów obecnej koalicji, czyli PO — PSL. Najbardziej znana sprawą z tego okresu jest tzw. afera hazardowa. Podsłuchiwano m.in. czołowych polityków rządzącej PO, w tym szefa Klubu Parlamentarnego Platformy Zbigniewa Chlebowskiego, ministra sportu Mirosława Drzewieckiego. Do dyspozycji premiera oddało się wówczas 6 ministrów, a gastronomicznym symbolem afery stał się przybytek „Pędzący Królik". Nie trzeba dodawać, że wszystko co interesujące z tej afery — przede wszystkim nagrania, natychmiast trafiły do mediów.

    Podsłuchiwanie w Polsce stało się tak popularne jak wódka w Rosji, lub słonina na Ukrainie. Żyjemy nim. Podsłuchy karmią nasze mózgi niczym tlen. Jednych przerażają, innych bawią. Mało kogo jednak wprawiają w zadumę. Potwierdza to tezę, że stały się cząstką nas samych.

    W Polsce prawo do zakładania podsłuchów ma aż 9 służb! W 2014 r. objęto nimi — oficjalnie — ok. 5,5 tys. osób! To ok. 2,5 na każda gminę! Co chwila dowiadujemy się o nowych szczegółach życia naszych politycznych elit. Ostatnio z podsłuchiwania szefa Najwyższej Izby Kontroli (NIK) i szefa klubu parlamentarnego współrządzącego Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL) — Jana Burego. O dziwo — brak jest w tej sprawie protestu lub jakiegokolwiek stanowiska przez nadzorującego NIK — marszałka Sejmu. I oczywiście szczegóły rozmów poznajemy oficjalnie — z mediów.

    Najsmakowitszymi z podsłuchów są te określane mianem „taśm kelnerów". Nie udało się udowodnić tezy, że kelnerzy pracowali dla wywiadu rosyjskiego. Straszenie Polaków hasłami typu: „nie wiadomo czy polskie dzieci 1 września pójdą do szkół" przyniosło efekt: częściowo przykryło aferę i nastawiło społeczeństwo przeciw potencjalnemu wrogowi — Rosji. Nic tak nie jednoczy narodu jak strach, wystarczyło więc rządowi wykazywać zwiększona wrogość do Federacji Rosyjskiej i jednoczyć wokół siebie elektorat. Plan powiódł się częściowo; niechęć do Rosjan deklaruje 80 proc., ale skala ujawnionych taśm spowodowała niechęć do rządzącej PO, która cieszy się w tej chwili poparciem na poziomie 25 proc.

    Osobiście twierdzę, że z punktu widzenia stosunków polsko — rosyjskich, „taśmy kelnerów" wyrządziły dużo dobrego. Dowiedzieliśmy się więc z nich, że nasze zaangażowanie na Ukrainie to jedynie „robienie laski" Amerykanom — jak twierdzi ówczesny minister spraw zagranicznych i późniejszy marszałek Sejmu RP, Pan Radosław Sikorski (na stanowisko marszałka awansował właśnie po tym wyznaniu). Od szefa tajnych służb- Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA) dowiedzieliśmy się, że ówczesny minister spraw wewnętrznych — Bartłomiej Sienkiewicz zlecił wywołanie zamieszek (spalona budka wartownicza, zniszczone samochody) pod ambasadą Rosji w Warszawie podczas Marszu Niepodległości. Szef CBA, Paweł Wojtunik, raczej nie łgał bo powiedział to wicepremier, a obecnie unijnemu komisarzowi — Elżbiecie Bieńkowskiej. A ona — bynajmniej nie była zdziwiona… I to — jak każda Polka i każdy Polak wiem oficjalnie i legalnie — z mediów.

    Z mediów („Gazeta Wyborcza") dowiedziałam się tez, ze podsłuchiwany był nawet premier RP Donald Tusk. I to w swojej willi!

    Nie jestem specjalistką od tajnych służb. Ale i za idiotkę się nie uważam. Nie wierzę więc, by przecieki do mediów były możliwe bez przyzwolenia tajnych służb, w tym wypadku Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW). Pod koniec rządów SLD, ABW „grało" na PO. Prawie się udało — ludzie Platformy przejęli władzę w agencji, choć po wyborach rząd zbudowało PiS. Kiedy policja polityczna dostrzegła zagrożenia ze strony PiS (np. likwidacja WSI) — zaczęła grać na rządy PO. Teraz gra na PiS.

    Jeśli powyższa teza jest słuszną, oznacza to, że rządząca Polską koalicja PO — PSL straciła kontrolę nad służbami specjalnymi. Wychodząc z założenia, że służby „grają" na siebie, a mają i specjalistów i narzędzia, nie maja zaś sumienia — sytuacja staje się niebezpieczną. Wygląda na to, że służby już objęły w Polsce władzę, a narzędziami jej sprawowania stały się podsłuchy.

    Tym samym pojęcia „racja stanu" czy „interes publiczny" stały się tak samo puste jak deklaracje „apolityczności służb".

    Aniela Bilewicz, polska publicystka

    Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji

    Zobacz również:

    Sąd zezwolił służbom specjalnym USA na podsłuchiwanie telefonów
    Japonia złoży protest w przypadku potwierdzenia się informacji o amerykańskich podsłuchach
    MSZ Niemiec domaga się od USA wyjaśnień ws. podsłuchiwania Steinmeiera
    Tagi:
    Samoobrona, Platforma Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość, Gazeta Wyborcza, SLD, Andrzej Lepper, Radosław Sikorski, Aleksander Kwaśniewski, Rosja, Ukraina, Warszawa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz