10:03 25 Wrzesień 2017
Warszawa+ 13°C
Moskwa+ 8°C
Na żywo
    Referendum w Polsce

    „Wyniki referendum – zwycięstwo zdrowego rozsądku”

    © REUTERS/ Slawomir Kaminski
    Opinie
    Krótki link
    Leonid Sigan
    31264371

    Na temat ostatnich wydarzeń w polskim życiu politycznym, w tym niedzielnego referendum, korespondent rozgłośni „Sputnik” Leonid Sigan rozmawiał z politologiem, doktorem Mateuszem Piskorskim.

     Doprawdy nie wiem, od czego zacząć naszą rozmowę — tyle tematów się nagromadziło. Może jednak od referendum, od tego, co się wczoraj odbyło i tego, co zgodnie z uchwałą Senatu nie będzie. Oto kilka tytułów z dzisiejszych mediów: „Zmarnowane pieniądze", „Żałosna frekwencja to nie porażka, to zwycięstwo zdrowego rozsądku" i temu podobne. Pański komentarz.

    — Referendum od samego początku było inicjatywą obliczoną na pozyskanie przez ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego wyborców Pawła Kukiza w drugiej turze majowych wyborów prezydenckich. Od samego początku miało charakter politycznego spektaklu, który nie ma za zadanie zdefiniowanie jakiegoś kierunku rozwoju kraju, opiniowanie ustroju, w jakim Polska funkcjonuje. Tu chodziło wyłącznie o pozyskanie elektoratu, i z tych bardzo praktycznych i pragmatycznych przyczyn Bronisław Komorowski zdecydował się na wyjście z tą inicjatywą. Polacy zdawali sobie sprawę, że udzielenie odpowiedzi na trzy pytania postawione w referendum w żaden sposób nie będzie wiążące. Po pierwsze dla władz, a po drugie część tych pytań została sformułowana w sposób błędny i niekonstytucyjny, poczynając od systemu większościowego wyborczego, czyli jednomandatowych okręgów wyborczych, których wprowadzenie jest niemożliwe bez zmiany obowiązującej obecnie w Polsce Konstytucji poprzez pytanie dotyczące finansowania partii politycznych, gdzie pytano: „Czy jesteś za dotychczasowym systemem finansowania partii politycznych", nie proponując żadnego innego i nie opisując tego systemu, który obecnie obowiązuje.

    Trzecie pytanie dotyczyło spraw podatkowych, czyli rozpatrywania przez organa podatkowe kwestii związanych ze sporami między obywatelem a państwem i tymi organami podatkowymi. Ale było ono już nieaktualne, bo latem tego roku Sejm podjął nowelizację ustawy, uchwalił prawo, według którego tak już właśnie jest. A więc pytanie nie miało żadnego sensu. Odpowiedź Polaków na absurdalność tego referendum, na to, że ono było obliczone przez byłego już prezydenta, jako spektakl polityczny, była taka, jak widzimy. Na ten moment mówi się, że frekwencja nie przekroczyła 7,5%. Oficjalnych wyników jeszcze nie ma, natomiast jest to najniższa w historii Polski frekwencja, jeśli chodzi o referenda. W dotychczasowych referendach ta liczba była dwukrotnie wyższa. Jest to dowód na to, że obecna klasa polityczna, na czele z już byłym prezydentem Komorowskim, ale również z Pawłem Kukizem, naraziły na śmieszność instytucję referendum. Instytucję demokracji bezpośredniej, która jest przecież bardzo ważna i zapisana w polskiej Konstytucji. Nie mówię już o tym, że stracono 100 milionów złotych, co przy aktualnej sytuacji budżetowej i aktualnych potrzebach wielu grup społecznych w Polsce jest faktem bulwersującym. Tyle kosztowało przeprowadzenie tego spektaklu, bo trudno nazwać to referendum.

    —  Ale przecież miało być i drugie referendum, zainicjowane przez prezydenta Andrzeja Dudę. Senat odrzucił tę propozycję, a marszałek Senatu Borusewicz stwierdził: "Duda określił się, jako prezydent Prawa i Sprawiedliwości". Czy Pan podziela to zdanie?

    — Sądzę, że tak. To drugie referendum również dotyczy kwestii, które związane są z programowymi hasłami, hasłami kampanii wyborczej zarówno samego Andrzeja Dudy jak i kampanii wyborczej partii, którą reprezentuje, PiS-u. Ten chwyt, ta propozycja przeprowadzenia kolejnego referendum w dniu wyborów parlamentarnych, złożona przez Andrzeja Dudę świadczy o tym, że jest dziś nie tyle prezydentem, ile przedstawicielem sztabu wyborczego PiS-u. Była to propozycja, jak sądzę, wymyślona i złożona przez specjalistów od pr., politycznych technologów kampanii wyborczej Prawa i Sprawiedliwości, i tak to należy traktować. Z logicznego punktu widzenia można rozumować tak, że jeżeli obywatele popierają postulaty, o które chciał ich zapytać prezydent Andrzej Duda, to zagłosują na PiS, bo ta partia głosi te postulaty. Nie trzeba w tym celu organizować dodatkowego referendum, bo można po prostu przeprowadzić wybory parlamentarne, w których obywatele opowiedzą się za lub przeciwko tym rozwiązaniom.

    —  Sprawy polsko-ukraińskie. Petro Poroszenko zaprosił Andrzeja Dudę do Kijowa. To wynik wizyty ministra Szczerskiego. I tyle? W oficjalnym komunikacie oprócz sloganów nie znalazłem nic! A pan doktor?

    Systemy rakietowe Buk podczas ćwiczeń wojsk obrony przeciwlotniczej w Buriacji
    © Sputnik. Jewgienij Jepanczyncew
    — Ja sądzę, że po pierwsze w tej chwili trudno mówić o tym, żeby był jakiś konkretny problem czy przedmiot do rozmów między Petro Poroszenką i Andrzejem Dudą, biorąc pod uwagę fakt, że propozycje Andrzeja Dudy o udziale Polski w negocjacjach dotyczących rozwiązania kryzysu ukraińskiego, zostały odrzucone przez samego Petro Poroszenkę. Ukraina nie jest zainteresowana jakąkolwiek poważniejszą współpracą z Andrzejem Dudą. Natomiast wszystkie inne kwestie związane z roboczymi kontaktami polsko-ukraińskimi powinny być rozwiązywane raczej na szczeblu odpowiednich ministerstw, czy agencji rządowych jednej i drugiej strony. Tych problemów jest dużo, ale nie sądzę, żeby prezydent w jakikolwiek sposób mógł wpłynąć na poprawę relacji polsko-ukraińskich, jeśli sami Ukraińcy w tym momencie nie są tymi relacjami zainteresowani. Polska znajduje się na marginesie zainteresowań Kijowa.

    Właściwie, Polska jest takim narzucającym się sojusznikiem. Oprócz tego, pan Szczerski, jako doradca prezydenta, jest osobą bardzo znaną ze swojej mocno proukraińskiej i proamerykańskiej postawy. To przedstawiciel polskich neokonserwatystów, tego obozu politycznego, który twierdzi, że należy współpracować ze wszystkimi, którzy występują przeciwko Federacji Rosyjskiej. Oni są gotowi współpracować nawet z ruchami i krajami o charakterze antypolskim, byleby byli to przedstawiciele tych ruchów, czy politycy tych sił, którzy występują przeciwko obecnej polityce realizowanej przez Rosję. Ta polityka nie znajduje aplauzu. Ta próba przypodobania się na siłę, ta próba bycia na siłę sojusznikiem Ukrainy, nie znajduje odzewu nawet na samej Ukrainie. To budzi uśmiechy politowania wielu polskich ekspertów i dużej części polskiej opinii publicznej, która naprawdę dość ma już mówienia o tym, że gdy Ukraińcy plują im w twarz to pada deszcz. Tak to można obecnie określić, biorąc pod uwagę narrację historyczną współczesnej Ukrainy. Nie sądzę, żeby ta wizyta miała jakiś charakter przełomowy, żeby mogła w jakikolwiek sposób wpłynąć na polityczne losy obu krajów. Mogę tylko powiedzieć, że gdyby ta wizyta odbyła się przed wyborami parlamentarnymi mocno zaszkodziłaby Prawu i Sprawiedliwości, bo Polacy naprawdę dość mają rozmów z Kijowem na zasadzie petenta, w charakterze proszącego na kolanach. 

    Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko
    © REUTERS/ Gleb Garanich
     Może, dlatego nie ma daty tej wizyty?

    — Otóż to! Ja myślę, że jeśli sztab Prawa i Sprawiedliwości kontroluje kancelarię prezydenta Andrzej Dudy, a sądzę, że tak jest, to przed wyborami parlamentarnymi nie dojdzie do tej wizyty. A po wyborach nie będzie już hamulców dla tej polityki, którą już opisałem, czyli polityki przypodobywania się na siłę stronie ukraińskiej.

    Zobacz również:

    Pociągi z Polski nie będą dojeżdżać do Budapesztu (wideo)
    Duda w rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych: Polska nie jest państwem sprawiedliwym
    Polska wyremontuje sześć myśliwców MiG-29 Sił Powietrznych Bułgarii
    Tagi:
    Prawo i Sprawiedliwość, Krzysztof Szczerski, Andrzej Duda, Bronisław Komorowski, Petro Poroszenko, Rosja, Kijów, Ukraina, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz