14:31 20 Listopad 2017
Warszawa+ 3°C
Moskwa+ 2°C
Na żywo
    Prezydent Serbii Tomislav Nikolić

    Prezydent Serbii: Putin nie zachowa się jak Chruszczow

    © AP Photo/ Darko Vojinovic
    Opinie
    Krótki link
    Maša Radović
    1325561403

    Prezydent Serbii Tomislav Nikolić, po wizycie w Pekinie, gdzie uczestniczył w uroczystościach z okazji 70. rocznicy zwycięstwa w II wojnie światowej, udzielił ekskluzywnego wywiadu Sputnik Srbija.

    — W Pekinie było nadzwyczajnie, — powiedział Nikolić. – Po raz kolejny zobaczyliśmy, na jakim poziomie znajdują się relacje między Serbią a Chinami, oparte na wieloletniej przyjaźni, współpracy i porozumieniach, które Chiny, jak mi się wydaję, szanują i cenią bardziej niż sama Serbia. Potrafią doceniać to, że nasi żołnierze uczestniczyli w paradzie wojskowej w Pekinie, ponieważ zaprosili oni przedstawicieli państw, które, ich zdaniem, poniosły poważne straty podczas II wojny światowej i odegrały ważną rolę w pokonaniu Hitlera. Proces wyzwalania Chin zakończył się przy udziale Armii Czerwonej. Kiedy o tym mówiło się w trakcie uroczystości, sala odpowiedziała burzliwymi oklaskami. Oczywiste jest, że Chiny i Rosja nawiązały bliskie, przyjazne stosunki, które mało kto będzie w stanie zepsuć.

    — O czym rozmawiał Pan z prezydentem Putinem?

    — Prezydent Putin i ja korzystamy z każdej okazji, by porozmawiać o obecnej i przyszłej współpracy. O tym, jak Serbia i Rosja pozostają synonimem jedności. Podziękowałem prezydentowi Putinowi za zablokowanie rezolucji w sprawie Srebrenicy. Ta rezolucja spowodowałaby, że zbrodnie w Srebrenicy zapisałyby się w historii ludzkości jako ludobójstwo. I inne narody, które również padły ofiarami ludobójstwa, byłyby zepchnięte na drugi plan. Na przykład, Chińczycy w Nankinie, gdzie Japończycy w ciągu niespełna miesiąca zamordowali około 300 tysięcy osób. Nie wspominam już o Ormianach, Rosjanach, mieszkańcach Afryki, amerykańskich Indianach. Czy Serbach, których mordowali Chorwaci i Niemcy, rozstrzeliwując  po 100 cywilów za jednego zabitego żołnierza. Wszystko to znalazłoby się na drugim planie. Prezydent Putin odpowiedział krótko: „Przyjaciel przyjacielowi!”.

    — Planuje Pan odwiedzić Moskwę?

    — Tak, i o tym rozmawialiśmy. Powiedziałem Putinowi, że wybiorę termin tak, by jemu było wygodnie, a on odpowiedział: „W każdej chwili”.

    Już wcześniej, kiedy byłem z oficjalną wizytą w Moskwie, mówiłem Putinowi, że być może warto pojechać na sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ, bo dla mnie było obrzydliwe słuchać ataków na Rosję. Wszystko zaczęło się we wrześniu ubiegłego roku. Rosję porównywano do nazistowskich Niemiec, Putina do Hitlera, bezpośrednio z trybuny na posiedzeniu.

    Powiedziałem wówczas: „Panie prezydencie, uważam, że nie ma Pan racji, że Pan tam nie jedzie i na to nie odpowie”. Putin stwierdził: „Nie, nie pojadę. Pojedzie minister spraw zagranicznych Ławrow”.

    Teraz powiedział, że w tym roku uda się na posiedzenie Zgromadzenia Ogólnego ONZ. To, moim zdaniem, będzie historyczne wydarzenie, jak wtedy, gdy Chruszczow rzekomo uderzał butem  w trybunę, oświadczając, że Rosji nikt nie ośmieli się upokorzyć.

    — Czy uważa Pan, że Putin zachowa się jak Chruszczow?

    — Oczywiście, że nie. Jednak uważam, że to posiedzenie będzie ważnym wydarzeniem i że wielu ludzi na Zachodzie zrozumie, iż igranie z Rosją, z jej rozumieniem wartości, jej dumą, to w rzeczywistości igranie z dziesiątkami, setkami milionów ludźmi, a w ostatecznym rozrachunku, z pokojem i bezpieczeństwem na planecie. I że znacznie lepiej byłoby współpracować z Rosją, bo może to polepszyć sytuację na świecie, a kłótnie tylko szkodzą.

    — Jak Pan ocenia ograniczenia, które nakłada się na rosyjskich polityków, gdy mają uczestniczyć w międzynarodowych wydarzeniach?

    — Faktycznie jest to precedens. Oni, prawdopodobnie, mogą tak traktować niższej rangi urzędników. Miało to już miejsce w stosunkach Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej z nami. Ale sesja Zgromadzenia Ogólnego ONZ nie jest czysto amerykańskim problemem. I podobnego rodzaju ograniczenia mogą oznaczać koniec dobrych relacji między światowymi supermocarstwami.

    — Europę zalewa fala imigrantów. Serbia nie pozostała na uboczu. Czy kraj to wytrzyma? Czy zmieni to mapę etniczną Europy?

    — Nie mam wpływu na politykę migracyjne, to leży w kompetencjach rządu. Swoje stanowisko przedstawiłem zanim pojechałem do Chin. Imigranci stają się problemem Serbii, ale oni nie są serbskim problemem. W Afryce strzelają nie z naszego powodu. Nie my zabraliśmy im bogactwa naturalne, nie my ich bombardowaliśmy, nie my zniszczyliśmy cały system państwowy, nie my obniżyliśmy ceny ropy naftowej. Mamy z tymi narodami i państwami historycznie bardzo dobre relacje. Jesteśmy towarzyszami w nieszczęściu. One były bogatsze od nas.

    — Uważa Pan, że bogactwo jest przyczyną licznych wojen?

    — Możliwe. Ich zasoby naturalne i niechęć do zrozumienia, że wszystko to może być zniszczone. Wydaje mi się, że Iran zrozumiał to najwcześniej i przygotował się. I Syria swego czasu kupiła dobry sprzęt obronny. I nikt nie rozpoczyna bezpośrednich działań przeciwko niej. Zamiast tego państwo dręczono pomagając tym, których teraz nazywa się największym problemem na świecie. 

    Dlaczego odczuwamy na sobie konsekwencje tego wszystkiego, jeśli 90% imigrantów faktycznie marzy o czterech europejskich krajach? Byłoby lepiej budować w tych krajach, skąd uciekają ludzie, fabryki. Zostaliby wtedy w ojczyźnie. Przybyli do Europy nie po to, by żywić się na koszt Czerwonego Krzyża. Są tutaj, by znaleźć pracę, odnaleźć swoich krewnych. Aby żyć i mówić w językach okupantów, którzy przez wieki przebywali na ich terytorium. Ten, kto poważnie rozmyśla nad tym wszystkim nie zostawi Macedonii, Serbii i innych krajów bałkańskim sam na sam z problemem imigrantów. My nie możemy go rozwiązać, ale będziemy próbować, by warunki dla uchodźców nie były niehumanitarne. Słyszałem, że ci ludzie, kiedy z Bułgarii trafiają do Serbii, mówią: „Tylko nie zawracajcie nas z powrotem!”. Kto wie, co się z nimi dzieje w tym demokratycznym kraju Unii Europejskiej, jeśli oni tak reagują.

    Zobacz również:

    Legion Patriotów. Kolejna prorosyjska partia na polskiej scenie politycznej
    Bojownicy Państwa Islamskiego wystawili zakładników na sprzedaż
    Putin, Poroszenko, Merkel i Hollande spotkają się w Paryżu
    Tagi:
    imigranci, ONZ, Tomisław Nikolić, Władimir Putin, Bliski Wschód, Chiny, Rosja, Serbia
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz