17:34 20 Październik 2020
Opinie
Krótki link
3602
Subskrybuj nas na

Wydarzenia w Mołdawii z każdym dniem coraz bardziej przypominają „pomarańczowy” scenariusz. Od tego, czy kuratorzy kiszyniowskiego protestu odważą się pójść na całość, zależy to, czy w Europie pojawi się kolejny gorący punkt, uważa prezes Centrum Analiz Systemowych i Prognoz Rostisław Iszczenko.

Wszystkie „kolorowe” rewolucje są zawsze organizowane i kierowane przez USA, ambasady których w poszczególnych krajach zawsze były ośrodkami koordynacji protestujących, a także zapewniały wsparcie ze strony UE, która zawsze wysuwała się na pierwszy plan na początkowym etapie protestów, przekonuje Iszczenko.

Według eksperta na początkowym etapie od rządu Mołdawii, jak zresztą w przypadku Ukrainy, zażądają określonych ustępstw, które powinny zostać poparte i zagwarantowane przez dymisję wysokich urzędników. W Kiszyniowie zażądano dymisji prokuratora generalnego. Następnie, zgodnie z logiką poprzednich przewrotów, żądania można zwiększać. Idealnie powstaje tryb przejściowy, który zapewnia prawdziwy rozmach i radykalizację polityki wewnętrznej i zagranicznej. Jednocześnie, choć na wiecach mowa o reformach gospodarczych, w rzeczywistości żąda się wyłącznie politycznej reorientacji i/lub radykalizacji reżimu.

Zgodnie ze scenariuszem pierwsi „protestujący” domagają się dymisji premiera i rządu, a następnie przedterminowych wyborów prezydenckich i parlamentarnych. Tę granicę w Mołdawii już przekroczono. A następnie, jeśli władza się na to nie zgadza, protest traci swój pokojowy charakter i zbliża się ostatni etap — gwałtowny, czasem zbrojny zamach stanu.

Na dzień dzisiejszy protesty w Kiszyniowie znajdują się na granicy pomiędzy miękką a twardą fazą (siłowy nacisk na władzę). Protestujący zwiększają liczbę namiotów w swoim stałym obozie i maszerują do instytucji rządowych, z których każdy może zakończyć się szturmem.

Według Rostisława Iszczenko obecne władze w Kiszyniowie nie mogą działać twardo, jeśli nie zostanie jasno wyrażona wola Stanów Zjednoczonych i/lub Unii Europejskiej. Wszystkie dotychczasowe działania Waszyngtonu świadczą o tym, że strącanie coraz to nowych regionów w stan politycznego chaosu i wojny domowej jest częścią amerykańskiej strategii w ostatniej dekadzie.

Na tej podstawie perspektywy Mołdawii można ocenić bardzo pesymistycznie, uważa prezes Centrum Analiz Systemowych i Prognoz Rostisław Iszczenko. UE może otrzymać na swoich granicach kolejny konflikt, przy czym wraz z ewentualnym wciągnięciem Rumunii, jako członka UE i NATO w bezpośredni udział w konflikcie. UE nie jest to potrzebne, jednak na razie Bruksela nie wykazywała gotowości do ostrej opozycji wobec Waszyngtonu, ponieważ Europa zawsze posłusznie szła tym samym torem amerykańskiej polityki, konkluduje politolog.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Rada Europy: Mołdawia - nowy punkt zapalny w Europie
Mołdawskie władze odrzuciły warunki akcji protestacyjnej
Protesty w Kiszyniowie
Tagi:
akcja protestacyjna, Unia Europejska, USA, Mołdawia, Ukraina
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz