14:20 20 Listopad 2017
Warszawa+ 3°C
Moskwa+ 2°C
Na żywo
    Ukraina

    Persona non grata

    © Sputnik. Alexander Mazurkevich
    Opinie
    Krótki link
    Jakub Korejba
    14 0 971

    Wiele osób w Europie i na całym świecie zadaje sobie pytanie, po co Ukraina publikowała czarną listę niechcianych dziennikarzy, która kompromituje obecne władze i stawia cały kraj w niekorzystnym świetle. Odpowiedź wydaje się banalnie prosta: właśnie po to, żeby nie dać o sobie zapomnieć.

    Przez ostatnie półtora roku, ukraińscy politycy przywykli bowiem do tego, że na pierwszych stronach gazet pisze o nich światowa prasa, ich twarze i wypowiedzi pokazują globalne telewizje a poważni przywódcy odpowiadają na telefony i debatują między sobą o problemach ich państwa.

    Na kanwie toczonego obecnie konfliktu w Donbasie udało się przebić do opinii publicznej nie tylko z informacjami o samej Ukrainie, o której istnieniu większość przeciętnych Amerykanów prawdopodobnie nie wiedziała i wobec której większość Europejczyków była głęboko obojętna, ale także z konkretną, własną interpretacją rzeczywistości. Poroszenko, Jaceniuk i inni kijowscy prominenci nagle znaleźli się w świetle jupiterów i na nich spoczęła uwaga mas oraz wielkich tego świata. I kiedy, po pewnym czasie, ludzie zmęczyli się ukraińskim tematem i zaczęli przestawiać się na omawianie bardziej aktualnych spraw, takich jak Iran, Syria czy kryzys imigracyjny, u ukraińskich polityków pojawił się swojego rodzaju medialny zespół abstynencyjny. Tak to bowiem już jest, iż człowiek szybko przywyka do sławy, zainteresowania i zaszczytów, a odzwyczaić się od nich jest niezwykle trudno. I kiedy okazało się, iż uwaga i współczucie świata opuszczają do niedawna brylujących w mediach ukraińskich przywódców, postawione zostało zadanie za wszelką cenę odwrócić bieg informacyjnych potoków i dokonać mega-wrzutki, która nie pozwoli światu zapomnieć o sytuacji na Ukrainie.

    Wydaje się jednak, iż decyzja o użyciu takiego a nie innego sposobu zwrócenia na siebie uwagi ma także głębsze, osadzone w zmieniającej się koniunkturze przyczyny. Najważniejszą z nich jest oczywiście zbliżająca się jubileuszowa sesja ONZ na której prawdopodobnie rozpocznie się oficjalnie proces zbliżenia Rosji i Zachodu na kanwie zawarcia koalicji przeciwko Państwu Islamskiemu. Jest oczywiste, iż współpraca dotychczas skłóconych mocarstw negatywnie odbije się na ich chęci pozostawiania adwokatem Ukrainy i tym bardziej intensyfikacji poparcia w postaci kolejnych kredytów czy dostaw broni, zwłaszcza w sytuacji braku jakichkolwiek realnych działań rządu w Kijowie w celu reformowania państwa. Oprócz tego oczywistego czynnika międzynarodowego, publikacja listy, ma jednak także i głębokie, wewnętrzne przyczyny:

    Po pierwsze, ukraińscy politycy zrozumieli, iż w dającej się przewidzieć perspektywie (czyli patrząc z punktu widzenia czasu trwania ich politycznych karier — nigdy) Ukraina nie ma żądnych szans na przekroczenie istniejących obecnie barier swoich stosunków z Zachodem i wstąpienie do UE i NATO. Rozumując logicznie, głęboko zawiedzeni tym faktem ukraińscy przywódcy, którzy latami obiecywali prostym ludziom członkostwo w tych elitarnych klubach i dążeniem do niego uzasadniali niezwykle bolesne zmiany, doszli do wniosku, iż w tej sytuacji można pozwolić sobie na wszelkie impertynenckie gesty wobec Europejczyków — i tak, nie ma to już większego wpływu na konsekwentnie pogarszającą się opinię o sytuacji ich państwa i perspektywach poprawy.

    Po drugie, lista jest istotnym instrumentem socjotechnicznej rozgrywki w czasie trwającej obecnie kampanii wyborczej do samorządów. Wszystkie badania opinii publicznej pokazują, iż sprawujące od półtora roku władze siły polityczne cieszą się słabnącym poparciem, a zaufanie do przywódców państwa z każdym miesiącem przebija kolejne „dno" w sondażach. Co gorsza, wydaje się, iż władza nie chce lub nie może zapanować nad pogłębiającymi się patologiami w postaci walki klanów, decyzyjnej impotencji, korupcji i marnotrawstwa. I dlatego rozpaczliwie potrzebuje jakiejkolwiek informacyjnej wrzutki, która pozwoli zająć czymś wyborców i odwrócić ich uwagę od konsekwentnie pogarszającej się sytuacji.

    Po trzecie wreszcie, zmniejsza się (na Ukrainie, jak i zagranicą) z uporem maniaka krzewiona przez władze w Kijowie wiara w to, iż wszystko złe, co ma miejsce w tym kraju na przestrzeni ostatniego półtora roku jest winą Rosji. Tłumaczenie wszystkich obiektywnych trudności i subiektywnych głupstw „winą Moskwy" po prostu przestaje działać i trzeba znaleźć inne, bardziej wiarygodne uzasadnienie trudnej sytuacji, a jasne jest przecież, iż nie może być nim niekompetencja i nieuczciwość rządzących. Dlatego właśnie, należy wmówić społeczeństwu, iż agenci Moskwy i kremlowscy sprzedawczycy siedzą nie tylko w Donbasie, ale także w kwaterze głównej BBC na Portland Place w Londynie i redakcjach gazet oraz telewizji dobrej połowy krajów UE. I właśnie stamtąd prowadzą działania wymierzone w, jak ujął to w swoim dekrecie prezydent Poroszenko, „bezpieczeństwo narodowe, suwerenność i integralność terytorialną Ukrainy".

    Orwellowska policja myśli na Ukrainie
    © Sputnik. Vitaly Podvitski
    Kiedy przedstawiam powyższe dywagacje znajomym z Ukrainy, większość z nich współczująco kiwa głową i bezradnie wzrusza ramionami, sugerując, iż swoimi domysłami w znaczący sposób przeceniam głębię strategicznej myśli kijowskiego rządu i jego zdolność do podejmowania jakichkolwiek zorganizowanych działań. Podobno wytłumaczenie pojawienia się czarnej listy dziennikarzy i jej treść ma znacznie banalniejsze przyczyny. Jedni mówią, iż układający listę nazwisk pomocnicy prezydenta po prostu dobrze bawili się na suto zakrapianym posiedzeniu, inni, iż jest ona rezultatem chaotycznych działań niezbyt wykwalifikowanej sekretarki, która przy pomocy internetowej wyszukiwarki kompletuje spis na „chybił-trafił", jeszcze inni, iż być może papierek z moim nazwiskiem (i wieloma innym, którzy w życiu nie powiedzieli nic złego o Ukrainie) podłożył ktoś, kogo wiele lat temu, kiedy mieszkałem w Kijowie przypadkowo uraziłem, a kto dziś robi karierę w organach państwowych.

    Niezależnie od tego, w jaki sposób ja sam i wielu innych dziennikarzy uzyskali na Ukrainie status persona non grata, publikacja listy jest niezwykle przykrym dowodem, iż Ukraina stała się dziś prawdziwie niezależna. Od elementarnej przyzwoitości, zdrowego rozsądku i minimalnego choćby poczucia odpowiedzialności. Dla mnie i dla wszystkich tych, którzy szczerze kibicują Ukraińcom w ich grze o niepodległe, prawe, dostatnie i bezpieczne państwo jest to przyczyna osobistego zawodu i źródło głębokiego pesymizmu.

    Zobacz również:

    Ławrow: polityka sankcji UE nie sprzyja nawiązywaniu współpracy
    Bloomberg: USA i Unia Europejska szykują się do przedłużenia antyrosyjskich sankcji
    USA znów osłabiają sankcje wobec Kuby
    Tagi:
    sankcje, NATO, ONZ, Unia Europejska, Petro Poroszenko, Europa, Donbas, USA, Rosja, Kijów, Ukraina, Moskwa
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz