10:36 22 Listopad 2019
Ambasador Federacji Rosyjskiej w Rzeczypospolitej Polskiej Siergiej Andriejew

Andriejew prawdę Ci powie

© Zdjęcie : Leonid Sviridov
Opinie
Krótki link
Autor
665612
Subskrybuj nas na

Sprawa wywiadu ambasadora Andriejewa wygląda na prowokację szytą grubymi nićmi na potrzeby kampanii wyborczej – w końcu nic tak nie poprawia wizerunku rządu jak tupanie nogą wobec Rosjan. A jeżeli nawet jest zbiegiem okoliczności, to i tak warto potraktować ją jak ważną lekcję.

Z jednej strony można powiedzieć, iż wywołanego skandalu Ekscelencja sam jest sobie winien — w Polsce nawet dziecko wie, co to jest TVN (w konserwatywnym regionie, z którego pochodzę, na drzwiach restauracji i ośrodków wypoczynkowych widuje się tabliczki „zakaz wstępu dla TVN") i jakie standardy profesjonalizmu oraz podejście do etyki dziennikarskiej reprezentuje. Jeżeliby kiedykolwiek włączył tę stacje choćby na kilka minut, to wiedziałby, na co decyduje się wpuszczając lisa, czy w tym wypadku raczej padlinożernego sępa, do kurnika. Ponieważ sam kiedyś udzieliłem im wywiadu, robili również program o moich bliskich, mogę autorytatywnie i z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, iż ścierwojadom (nigdy nie nazwę ich dziennikarzami) tej stacji nie chodzi o żadne tam przekazywanie informacji czy wymianę poglądów, ale wyłącznie o wywoływanie skandali i robienie jazgotu celem podkręcenia oglądalności i cytowalności i zgarnięcia dzięki nim większej kaski z reklam — wszelkie inne cele są dla tej stacji drugorzędne a jakiekolwiek obowiązujące w tym zawodzie zasady stanowią dla nich śmiechu warty burżuazyjny przeżytek. Tak — TVN to bolszewicy polskiego dziennikarstwa.

Z drugiej strony, pomijając samą formę przeprowadzenia wywiadu i jego skandalizujące rezultaty, ciekawa jest często pomijana w komentarzach treść: ambasador Andriejew powiedział bowiem rzecz oczywistą, nad którą każdy z nas powinien głęboko się zastanowić, przyjąć do wiadomości i wyciągnąć wnioski. I w tym momencie, wielu czytelników oburzy się szczerą zgrozą: jak to? Ruski ma nas pouczać i dawać lekcje ojczystej historii? Jakim prawem? Nigdy!

Niesłusznie. Reagując na słowa rosyjskiego ambasadora oburzeniem czy histerią, całkowicie przechodzimy do porządku dziennego nad tym, co i dlaczego chciał nam powiedzieć. Jest to o tyle ważne, że jego celem nie było przecież popsucie naszych stosunków. Jeżeli tak mówi, to zapewne tak myśli, więc warto zastanowić się dlaczego. Tym bardziej, iż w swym wywiadzie, ambasador Rosji (nie wiem, czy z dobrej, czy ze złej woli i mnie to nie obchodzi) dotknął sprawy dla nas tyleż bolesnej, co nadal aktualnej.

Jak świat światem, każde państwo tworzy mity na temat swoich dziejów: wystarczy przywołać obowiązujące obecnie interpretacje historii amerykańskiej wojny secesyjnej, francuskiego ruchu oporu czy coraz bezczelniej kreowaną obecnie hagiografię niemieckiej „antyhitlerowskiej opozycji". Polska i Rosja nie są tu wyjątkiem. Problem w tym, iż nasze polskie mity, w które obrosła ojczysta historia są niezwykle szkodliwe nie tylko dla stosunków z sąsiadami, ale także dla tworzenia narodowego konsensusu wewnątrz polskiego społeczeństwa, co w efekcie paraliżuje jakąkolwiek rozsądną debatę nad kształtem naszej międzynarodowej tożsamości i uniemożliwia efektywne działania w obronie narodowych interesów.

Zaburzona ocena Września 1939 roku oraz wydarzeń, które do niego doprowadziły jest na liście szkodliwych mitów ojczystej historii niekwestionowanym numerem jeden, wyprzedzając nawet powstanie warszawskie, o rozbiorach czy stanie wojennym nie wspominając. Siergiej Andriejew ma całkowitą rację mówiąc, iż Polska sama doprowadziła się do tragedii, przy okazji dając Hitlerowi okazję do rozpętania wojny, dyplomatycznie przemilczając, iż tak jak wiele decyzji przed, w czasie i po wojnie, był to rezultat oderwania od rzeczywistości, politycznej głupoty, strategicznej krótkowzroczności i narodowej pychy. I dopóki cechy te nie zostaną wyeliminowane z procesu decyzyjnego dotyczącego naszych stosunków ze światem, dopóty stosunki te będą złe, a my będziemy musieli podbudowywać naszą jak najsłuszniej niską samoocenę przy pomocy obraźliwych pohukiwań na zwycięzców.

Jeżeli nie jesteśmy w stanie przyznać tego sami przed sobą, to posłuchajmy mądrego człowieka, który chce, aby Polska przestała być w europejskiej polityce rozwydrzonym jedynakiem, a stała się odpowiedzialnym i racjonalnym graczem, którego decyzje dają się przewidzieć, zmierzyć i racjonalnie pojąć. Tak, aby nie tylko dla rosyjskich, ale amerykańskich czy niemieckich ambasadorów, przebywanie w Warszawie nie było usianym mękami zesłaniem do domu wariatów, ale powodem do zawodowej satysfakcji i ludzkiej dumy.

A stalinowskie represje — cóż, dla każdego jest oczywiste, iż nie mają one i nigdy nie znajdą moralnego usprawiedliwienia. Inną natomiast kwestią jest ich usprawiedliwienie strategiczne czy polityczne: tutaj Józef Wissarionowicz, zarówno w swojej polityce wewnętrznej, jak i zagranicznej czy wojskowej był kalkulującym na zimno, arcyskutecznym i całkowicie racjonalnym managerem, ale to już temat na oddzielny artykuł.

W wypowiedzi rosyjskiego ambasadora kluczowe jest zdanie o tym, iż we wrześniu 1939 roku Polska padła ofiarą swojej polityki. I zamiast próbować zakrzyczeć te mądre słowa, warto pochylić się nad nimi, przemyśleć i wyciągnąć wnioski. Tak, aby w świecie, w którym naszych oczach nurt historycznych wydarzeń znów przyspiesza, po raz kolejny nie popełnić tych samych błędów.

Bo, choć stosunki polsko — rosyjskie rzeczywiście są dziś dużo gorsze niż mogłyby być, niestety istnieje duży margines dla ich rozwoju w niekorzystnym dla obu stron kierunku. A wbrew, opinii wielu naszych rodaków (w tym niestety także tych, nazywających się dyplomatami) jestem przekonany, iż w interesie Polski leży posiadanie z Rosją dobrych a nie złych stosunków. Wyciąganie przykrych, bolesnych i tragicznych spraw z historii nic tu nie zmieni na lepsze — w kwestii historii nigdy, podkreślam nigdy nie dojdziemy do zgody, więc jej mieszanie do polityki jest prostą drogą do katastrofy.

Dlatego warto wziąć na serio lekcję, której udzielił nam rosyjski ambasador i zapobiec podejmowaniu kolejnych tragicznych w skutkach decyzji. Tym bardziej, iż w stosunkach międzynarodowych, kraj z naszym położeniem i sytuacją ma naprawdę minimalny margines dla błędu i każde głupstwo może oznaczać przekroczenie cienkiej czerwonej linii między radosnym politykowaniem i rozpaczliwą walką o narodowy i państwowy byt.    

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Ambasador Rosji: „Nie widzę potrzeby w dalszych komentarzach co do treści wywiadu"
Ambasador FR w Warszawie przybył do polskiego MSZ
Polska nie wyklucza możliwości odesłania rosyjskiego ambasadora
Tagi:
TVN 24, Stalin, Siergiej Andriejew, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz