05:11 16 Lipiec 2018
Na żywo
    Mężczyzna podczas akcji protestacyjnej w San Salvadorze

    Rusofobia MADE IN POLAND. Część I

    © REUTERS / Jose Cabezas
    Opinie
    Krótki link
    Maciej Wiśniowski
    1318618

    Polska rusofobia warta jest opisu. Jeżeli jednak do tej pory często argumentem uzasadniającym polską niechęć do Rosji było odwoływanie się do wydarzeń historycznych, to w chwili, w której Rosja zaczęła odzyskiwać swoją pozycję w Europie i na świecie, głównym kierunkiem medialnego ataku stała się Rosja współczesna, pod rządami Putina.

    Rusofobię, jak każdą fobię, należy traktować w kategoriach medycznych, chorobowych zatem. Choroba jako taka nie podlega oczywiście wypowiedziom ocennym, z dowolnym znakiem. Natomiast skutki społeczne, jakie wywołuje — a i owszem.

    Wojska NATO
    © AP Photo / Octav Ganea, Mediafax
    Fobia zatem to zaburzenie o charakterze nerwicowym, chrakteryzujące się uporczywym lękiem  przed określonymi sytuacjami, zjawiskami lub przedmiotami, związane z unikaniem przyczyn go wywołujących i utrudniające funkcjonowanie w społeczeństwie. Fobie wywoływane są przez sytuacje i zjawiska, które w praktyce nie są niebezpieczne.

    Uważam, że nie ma jednej rusofobii. Występują w wielu odmianach. Oczywiście, łączy je jedynie obiekt wspomnianej fobii — Rosja i Rosjanie, oraz ów właśnie lęk, o którym wspominają podręczniki medyczne.

    Poza tym wszystko jest w nich różne: przyczyny powstania, sposoby oddziaływania na poszczególne grupy społeczne, sposób, w jaki jest wykorzystywana (bo jest nader chętnie używana jako narzędzie, z dobrym skutkiem zresztą), różne są grupy społeczne, które ją stosują.

    Kąpiel koni, Kubań Rosja
    © Sputnik . Walerij Szustow
    Polska rusofobia warta jest opisu. Ma ona o tyle znaczenie, że według reprezentatywnych badań ośrodka Pew Research, w którym przebadano grupę 48,6 tys. respondentów z 44 krajów świata, w ciągu 12 ostatnich miesięcy stosunek Polaków do Rosjan i Putina radykalnie się pogorszył. O ile w ubiegłym roku negatywne emocje w stosunku do Rosji deklarowało 54 proc Polaków, a 36 proc. oceniało Moskwę pozytywnie, to dziś swoją niechęć do państwa Putina deklaruje aż 81 proc. rodaków (wzrost o 27 proc.), a pozytywne uczucia wzbudza ona jedynie u 12 proc. ankietowanych.

    Oznacza to, że Polacy są najbardziej negatywnie nastawionym do Rosji krajem świata. To ma znaczenie nie tylko dla samej Polski i Polaków. Zjawisko to ma zasadnicze znaczenie dla całej Europy, a nawet świata. Państwo graniczące z Rosją, w którym poziom nieracjonalnej społecznej nienawiści do Rosjan większej części obywateli jest na tak wysokim poziomie, gotowe jest do zachowań o wysokim stopniu agresji werbalnej lub rzeczywistej, nawet jeżeli jest ona sprzeczna z jej najgłębszymi interesami. Na tym poziomie jest obecnie rusofobia w Polsce.

    Można długo opowiadać o historycznych korzeniach niechęci do Rosjan, począwszy od rozbiorów Polski, krwawego stłumienia powstań niepodległościowych, wojnę 1920 r. poprzez wejście Armii Czerwonej na polskie ziemie 17 września 1939 r. i rozstrzelanie 22 tysięcy polskich oficerów w Katyniu. To wszystko są fundamenty polskiej niechęci.

    Teodozja, Krym
    © Sputnik . Evgenya Novozhenina
    Z drugiej strony Rosjanie z łatwością przytoczą wiele przykładów polskich działań, zbrodni i zaniechań począwszy od XVII w, udziału Polski w napoleońskich wojnach, śmierci w fatalnych warunkach z głodu i chorób tysięcy radzieckich jeńców w polskich obozach po wojnie 1920 r., aż po wyjście polskiej armii ze Związku Radzieckiego w 1942 r. w najcięższym dla ZSRR okresie II wojny światowej.

    Tak, Polacy niemal od zawsze prezentowali w stosunku do Rosjan rezerwę, nieufność i niechęć wreszcie, jednocześnie wielu doskonale asymilowało się w Rosji, robiło w Rosji interesy i dochodziło do prawdziwych fortun, wnosząc jednocześnie do rosyjskiej myśli naukowej i społecznej polski ślad.

    Po II wojnie światowej, za czasów PRL, związanej ze Związkiem Radzieckim więzami sojuszu wojskowego i współpracą gospodarczą, owa rezerwa Polaków do Rosjan nie znikła, ale też trudno powiedzieć, że Polacy w latach 1956-1989 prezentowali bardzo wyraźną niechęć, nie mówiąc już o nienawiści. Do Rosjan mieli stosunek co najmniej chłodny, ale nie odczuwało się przez całe dziesięciolecia tego odczucia nienawiści, które dzisiaj można spotkać dość często.

    Po 1990 roku nastąpił raptowny wzrost nastrojów antyrosyjskich i antyradzieckich. Wraz z pojawieniem się wolności słowa, pojawił się efekt wahadła, które przez lata przytrzymywane odgórnie w pozycji przyjaźni polsko-radzieckiej, raptownie wychyliło się w drugą stronę. Również i to można było zrozumieć, choć z drugiej strony Rosja Jelcyna, tracąca z dnia na dzień nie tylko swoją silę, ale i autorytet na arenie międzynarodowej była łatwym obiektem pozwalającym leczyć swoje kompleksy i odreagowywać przeszłe nierównoprawne relacje.

    Co ciekawe, w gruncie rzeczy nie było, z małymi wyjątkami, w Polsce po 1989 roku siły politycznej, która odważyłaby się choćby podjąć dyskusję o potrzebie normalizacji stosunków polsko-rosyjskich i oparciu ich na fundamentach przyjaźni i dobrosąsiedztwa. Niezależnie od tego, że nie można też powiedzieć, że w polskiej polityce informacyjnej panowała jakaś zasadnicza rusofobia.

    Raptowny skok rusofobii nie zaczął się od 2014 roku, od Krymu i wojny na Ukrainie. Jej początek można go usytuować w okolicach 2005 r. kiedy wiadomo było, że Rosja rozpoczyna walkę o swoje, przez siebie zdefiniowane interesy. Głównym obiektem ataku stał się Władimir Putin.

    Raptowne wzmożenie rusofobicznej propagandy odnotowuje się od przewrotu w Kijowie. Jeżeli jednak do tej pory często argumentem uzasadniającym polską niechęć do Rosji było odwoływanie się do wydarzeń historycznych, to w chwili, w której Rosja zaczęła odzyskiwać swoją pozycję w Europie i na świecie, głównym kierunkiem medialnego ataku stała się Rosja współczesna, pod rządami Putina.

    Polska odmówiła wjazdu „Nocnym Wilkom , karykatura
    Polska odmówiła wjazdu „Nocnym Wilkom" , karykatura

    Próbowano polskim odbiorcom „tłumaczyć" putinowską Rosję. Oczywiście tłumaczyć wyłącznie krytycznie. Co istotne, znakomita część publicystów i autorów różnych rozprawek na temat Rosji wykazywała się głęboką nieznajomością rosyjskich realiów, historii, mentalności i chęci obrony własnych interesów wreszcie. Zwracało na to uwagę wielu poważnych specjalistów od spraw rosyjskich jak prof. Andrzej de Lazari, prof. Andrzej Walicki i prof. Bronisław Łagowski.

    Niewiele to jednak pomagało, bo problem w tym, że ich artykuły i wystąpienia nie przedostawały się do obiegu publicznego dyskursu, były przemilczane, a w najlepszym wypadku stawały się obiektem agresywnych napaści, w której oskarża się autorów o sprzyjanie i popieranie neofaszystowskich idei, ślepotę na zło, dokonywane w trakcie konfliktów zbrojnych lub nazywa „pożytecznymi idiotami Putina".

    Wiec poparcia na rzecz Rosji w Damaszku
    © AP Photo / Muzaffar Salman
    Wydarzenia na Ukrainie i Krymie spowodowały kolejną falę antyrosyjskich działań propagandowych. Niezależnie od oceny nowej jakościowo sytuacji przeciwstawienia interesów USA i UE interesom Rosji, którego polem stała się Ukraina, można było wybrać dwa rozwiązania tego problemu: wszelkimi dostępnymi metodami, korzystając z sąsiedztwa z Rosją i Ukrainą i bliskości kulturowej działać na arenie międzynarodowej w kierunku rozwiązania tego konfliktu, kiedy jeszcze trwał w taki sposób, który uwzględniałby interesy obu stron albo w ciemno przyłączyć się do antyrosyjskiej koalicji pod sztandarem USA. Polska wybrała tę drugą drogę, wszelkimi metodami formując opinię publiczną na bardzo wysokim poziomie już nie niechęci i strachu wobec Rosji ale przede wszystkim na agresywnej nienawiści.

    Antyrosyjska histeria doprowadziła do tego, że wystarczyło na kogokolwiek z oponentów rzucić podejrzenie, że ma związki z Rosją, a automatycznie zaczyna być postrzegany jako człowiek podejrzany i niegodny zaufania. Taka sytuacja miała miejsce z jednym z szefów portalu polskiej telewizji publicznej. Po opublikowaniu przez niego reportażu o poszukiwaniu w Rosji grobów swoich bliskich, w którym to reportażu Rosja i Rosjanie zostali przedstawieni w pozytywnym świetle, jedna z prawicowych gazet opublikowała artykuł „Cień Putina w TVP", w którym wzywano władze telewizji do usunięcia z pracy autora reportażu i insynuowano, że realizuje on w telewizji polskiej interesy rosyjskie. Wskazywano, że swoją stricte agenturalną pracę rozpoczął ucząc się w Moskwie w latach 80. Następnie związany z tą gazetą portal internetowy napisał podobny artykuł. Wśród komentarzy pod nim niejednokrotnie można było przeczytać wezwania do zabójstwa wspomnianego dziennikarza.

    Korespondent Międzynarodowej Agencji Informacyjnej „Rossija Siegodnia Leonid Swiridow
    © East News / Tomasz Urbanek
    Jaskrawym przykładem rusofobii jest też sprawa Leonida Sviridova, korespondenta RIA Novosti w Warszawie. Jest on zmuszany do wyjazdu z Polski pod zarzutem szkodzenia interesom Polski. Problem w tym, że aby nakazać wyjazd rezydentowi z kraju UE trzeba spełnić dość rygorystycznie określone warunki, wskazane w europejskim prawie. Wśród nich jest nakaz przedstawienia konkretnych oskarżeń w taki sposób, aby miał on możliwość obrony i odwołania się do sądu. Niczego takiego polska strona nie przedstawiła, dając tylko mętnie do zrozumienia, że Sviridov zajmował się działaniami niezgodnymi ze statusem dziennikarza, nie przedstawiając żadnych dowodów na naruszanie przez niego polskiego prawa, co jest warunkiem koniecznym, by zmuszać go do wyjazdu. Zastępca szefa służb specjalnych Polski na pytania dziennikarza, pod jakimi zarzutami Sviridov ma wyjechać z Polski wydusił z siebie wreszcie, że chodziło o to, żeby nastraszyć wszystkich, którzy się z nim kontaktują.

    Na tym tle nie dziwią wystąpienia zastępcy redaktora naczelnego jednego z największych dzienników Polski, by w Polsce nie drukować rosyjskich książek i nie pokazywać rosyjskich filmów czy artykuły w poczytnym tygodniku z wezwaniem by nie wpuszczać do Polski uczonych prezentujących swoją najnowszą książkę.

    Tego typu przykłady mogłyby być mało ważne, gdyby nie były ilustracją narastającej atmosfery strachu, wszechobecnej podejrzliwości i mętnych oskarżeń, którymi można zniszczyć każdego, jak w najgorszych państwach totalitarnych. Ale są to przykłady jednostkowe. Znacznie gorszym przejawem obecnie panującej polskiej rusofobii są przejawy systemowe, które mogą wpływać na kształt politycznego życia w Polsce, nieuchronnie plasując mój kraj jako formę umysłowej dyktatury.

    Maciej Wiśniowski, polski publicysta, Warszawa

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji

    Zobacz również:

    Rusofobia daje radość z życia
    Tagi:
    Katyń, rusofobia, Wojna polsko-bolszewicka, rozbiory Polski, II wojna światowa, Władimir Putin, Katyń, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz