13:26 17 Październik 2017
Warszawa+ 18°C
Moskwa+ 11°C
Na żywo
    Dziennikarz Leonid Swiridow

    Tragifarsa w wydaniu ABW

    © AP Photo/ Alik Keplicz
    Opinie
    Krótki link
    Mateusz Piskorski
    3233701643

    Dziś przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Warszawie odbyła się rozprawa z powództwa znanego rosyjskiego dziennikarza Leonida Swiridowa, którego polskie władze uczyniły kozłem ofiarnym swej (hybrydowej?, informacyjnej?) wojny przeciwko Federacji Rosyjskiej. Leonid wygłosił przed sądem bardzo wymowne oświadczenie, które cytuję w całości:

    „Warszawa, 9 października 2015 r.

    Wojewódzki Sąd Administracyjny

    w Warszawie

    OŚWIADCZENIE

    Wysoki Sądzie!

    Na wstępie chciałbym zauważyć, że mija właśnie równy rok, od kiedy zaczęły się moje dziwne problemy jako rosyjskiego dziennikarza i obywatela Rosji. Rok temu na wniosek ABW, Ministerstwo Spraw Zagranicznych Polski pozbawiło mnie akredytacji korespondenta zagranicznego. Przypomnę, że akredytacja ta była corocznie przedłużana przez MSZ Polski, począwszy od 2003 roku. Ostatnia była wydana w styczniu 2014 roku. W październiku tego roku pozbawiono mnie akredytacji bez podania przyczyn.

    Walonki z symbolami Rosji
    © Sputnik. Aleksej Daniczew
    Jednocześnie szef ABW wystąpił z wnioskiem o pozbawienie mnie statusu rezydenta UE, uznając, że mój „dalszy pobyt na terenie Polski stanowi rzeczywiste i poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa”.

    Minął już rok, a ja do dnia dzisiejszego nie mam żadnej możliwości zapoznania się z materiałami sprawy, która przecież dotyczy mnie osobiście. Ponadto mój adwokat, obywatel Polski, również nie może się zapoznać z tymi materiałami. Tragikomedia całej tej sytuacji polega na tym, że nie wiem, o co jestem oskarżany i czy w ogóle istnieją jakiekolwiek rozsądne zarzuty, poza tym, że jestem Rosjaninem.

    W ciągu minionego roku byłem do dyspozycji polskich władz, wszystkich organów władz państwowych i samorządowych. Byłem i jestem do dyspozycji, jednak nikt mnie nigdzie nie wzywał i nie prosił o składanie jakichkolwiek wyjaśnień. Rok temu w Urzędzie do Spraw Cudzoziemców województwa Mazowieckiego żaden z urzędników nie poprosił mnie nawet o skomentowanie istoty sprawy, ponieważ materiały jej dotyczące są utajnione i sami urzędnicy nie mieli pojęcia, o czym ze mną rozmawiać. Ja, ze swojej strony, byłem zmuszony komentować różne „wycieki informacji”, które pojawiały się w polskich mediach. To bardzo poniżająca, ale i jedyna forma obrony jaką mogłem podjąć.

    Jedyne, co wiem, to to, że – zdaniem ABW – jestem „rzeczywistym i poważnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa”. Chciałbym tu, w sądzie, podkreślić, że nigdy nie współpracowałem z żadnym wywiadem czy też kontrwywiadem oraz nie miałem kontaktu z organizacjami terrorystycznymi. Nigdy nie naruszyłem polskiego prawa.

    Nadal przebywam w Polsce, nie wyjeżdżałem do Rosji i nie opuszczałem strefy Schengen. Pozostawałem i pozostaję do dyspozycji każdej instytucji i każdego organu władzy, który zajmuje się moją sprawą.

    Wnioskowałem o przesłuchanie świadków, ale tu też spotkałem się z odmową.

    Moja historia już dwukrotnie znalazła się w sprawozdaniu przedstawiciela OBWE ds. wolności mediów – Dunji Miatović, w związku z naruszeniem praw dziennikarzy na terytorium państw członkowskich OBWE. Organizacja w ciągu ostatniego roku zarejestrowała jedyny przypadek naruszenia praw dziennikarza w Polsce, przy czym było to naruszenia praw obywatela Rosji – to „moja sprawa”. Dwa tygodnie temu w Warszawie osobiście rozmawiałem na ten temat z Dunją Miatović.

    Nie rozumiem zasadności utajniania dokumentów. Jeśli ABW legalnie i za zgodą sądu podsłuchiwała moje rozmowy telefoniczne, przeglądała moją pocztę elektroniczną i kontrolowała moją korespondencję, to w jaki sposób upublicznienie tych rzekomo kompromitujących materiałów może zaszkodzić mi lub ABW? Ale jeśli ABW nielegalnie podsłuchiwała moje rozmowy, przeglądała pocztę i kontrolowała korespondencję, to już całkiem inna historia.

    Ostatnie wypowiedzi szefa ABW w gazecie „Rzeczpospolita” i rzecznika prasowego tej Agencji dla portalu Wirtualna Polska wskazują na coś zupełnie odmiennego. Obaj powiedzieli, że moje problemy są związane z „wojną hybrydową i propagandą”. Przy czym rzecznik prasowy ABW uściślił, że celem tych działań jest zastraszenie moich polskich kolegów- dziennikarzy.

    Oznacza to, że ABW – jako organ zajmujący się kwestiami bezpieczeństwa państwa – sama nie wierzy w to, co było napisane we wniosku szefa ABW o pozbawieniu mnie statusu rezydenta UE.

    Rozumiem, że stałem się kozłem ofiarnym stosunków polsko – rosyjskich i będących ich elementem intryg politycznych. Mam prawo sądzić, że w Polsce nie ma sprawy obywatela Rosji – Leonida Sviridova. Nie ma, bo dla polskich władz ja nie istnieję. Jestem traktowany skrajnie instrumentalnie. Jestem jedynie narzędziem mającym służyć ABW do realizacji nieznanego mi celu.

    Wysoki Sądzie, proszę dać mi jakąkolwiek możliwość obrony.

    Przekonywano mnie, bym dziś nie występował, mówiono, że po tym wystąpieniu może być jeszcze gorzej. Uważam, że gorzej niż jest, już nie będzie. Skradziono mi rok mojego życia. Poniżono mnie w oczach Polaków, próbowano zdyskredytować jako dziennikarza.

    Może to naiwne, lecz wierzę w prawo i sprawiedliwość. Przez 32 lata mojej pracy dziennikarskiej najistotniejszymi dla mnie tematami były społeczeństwo obywatelskie i prawa człowieka. Nie jestem dyplomatą ani politykiem. Jestem zwykłym obywatelem i będę walczył o swoje prawa.

    Być może wcześniej, w latach zimnej wojny, postępowano w ten sposób z dziennikarzami. Jednak w ostatnim czasie istniało przekonanie, że pozbawienie dziennikarza akredytacji i próba wydalenia go z kraju bez jakichkolwiek wyjaśnień, nie jest normalne i tak postępować nie można.

    Nie chcę z nikim walczyć. Proszę tylko o to, bym mógł spokojnie żyć i spokojnie pracować.

    Nie mam wielkich próśb. Proszę Wysoki Sąd tylko o jedno: o prawo do obrony.

    Dziękuję. Chciałbym też włączyć tekst tego oświadczenia do akt dzisiejszej rozprawy.

    Leonid Sviridov

    Sprawę skomentować można tylko krótko: polskie władze (Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego pod komendą zaocznego absolwenta studiów prawniczych i byłego działacza styropianowej opozycji płk. Dariusza Łuczaka) w nieudolny i budzący politowanie sposób próbuję pozbyć się z terytorium Polski jednego z najbardziej doświadczonych dziennikarzy zagranicznych pracujących w Warszawie. Człowieka, który pisaniu o Polsce poświęcił ostatnich kilkanaście lat swojego życia pozbawia się – po raz kolejny, wraz z dzisiejszym odrzuceniem skargi przez niego złożonej – prawa do obrony przed zarzutami ABW. Wychodzi na to, że służba, która ma chronić nas przed zagrożeniami sama staje się takim zagrożeniem przez brak kompetencji, niekontrolowane przecieki i publiczne formułowanie bezpodstawnych oskarżeń. Jeśli ktoś domaga się od niej dowodów, ABW z pewnością skorzysta bez względu na okoliczności z prawa nadania dokumentom klauzuli tajności. Dziś sprawa dotyczy rosyjskiego dziennikarza, jutro służby mogą potraktować tak każdego z nas, obywateli polskich.

    Mateusz Piskorski, polski politolog, Warszawa

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Oryginał opublikowany na mateuszpiskorski.blog.onet.pl

    Zobacz również:

    Nowe tajne dokumenty w sprawie Leonida Swiridowa
    Swiridow a sprawa polska
    Ambasador Rosji w Polsce: prawa rosyjskiego dziennikarza Swiridowa zostały złamane
    Tagi:
    bezpieczeństwo, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Leonid Swiridow, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz