20:02 20 Październik 2017
Warszawa+ 13°C
Moskwa+ 5°C
Na żywo
    Rosyjska platforma wiertnicza „Prirazlomnaja”

    Rusofobia z grubej rury

    © Sputnik. Aleksej Daniczew
    Opinie
    Krótki link
    Jakub Korejba
    107603020910

    Prezydent Polski jest lodowato przeciwny budowie drugiej nitki Nord Streamu, który jakoby zagraża bezpieczeństwu narodowemu, jednocześnie zapewniając o gorącym wsparciu budowy połączeń gazowych z Niemiec do Polski, które podobno je zwiększają.

    Po drodze gdzieś umyka fakt, iż bez rosyjskiego surowca sobie nie poradzimy, bo jedynym gazem jaki Niemcy kiedykolwiek wyprodukowali sami był Cyklon B.

    Walonki z symbolami Rosji
    © Sputnik. Aleksej Daniczew
    Znany dowcip mówi, iż w obecnie istniejących w Polsce realiach konstytucyjnych i politycznych Kancelaria Prezydenta nie stanowi ośrodka decyzyjnego czy nawet kontrolnego ale jest po prostu ekskluzywnym biurem podróży. Zapewne rozzłoszczony efektami zderzenia własnych wyobrażeń o sprawowaniu najwyższego urzędu w państwie z rzeczywistością Andrzej Duda postanowił wykorzystać wycieczkę na Węgry aby nadrabiając miną spróbować wykreować się na regionalnego lidera.

    Rusofobia
    © Sputnik.
    Rusofobia

    I oczywiście, jak to niestety często u naszych polityków bywa, jedynym spoiwem stosunków sojuszniczych i fundamentem wspólnego działania miała stać się tyleż efektowna co jałowa rusofobia i straszenie Rosją. Nie trzeba bowiem tęgich umysłów, aby dojść do wniosku, iż „szczyt” Grupy Wyszehradzkiej to po prostu okazja do skonsumowania wspaniałego gulaszu popitego jeszcze wspanialszym tokajem, tyleż miłych co pozbawionych znaczenia poklepywań, uścisków i rodzinnych zdjęć. Dla każdego trzeźwego obserwatora, zwłaszcza po niedawnej lekcji narodowych egoizmów i nieeleganckich blefów podczas kryzysu migracyjnego, jest oczywiste, iż wyszehradzki format czterech państw naszego regionu jest po prostu półmartwy i dysfunkcjonalny. Nikt z naszych partnerów nie liczy na załatwienie w tym gronie czegokolwiek i każdy mniej lub bardziej otwarcie szuka alternatywnych partnerów. Ale, ponieważ zarówno osobiście prezydentowi, jak i jego środowisku politycznemu mocno leży na sercu budowanie „od Bałtyku do Morza Czarnego” jakiegoś niezależnego od wiodących w Europie sił układu, najdroższa (w utrzymaniu) agencja turystyczna w Polsce mocno zaangażowała się w organizację tej wycieczki deklarując słowami swojego kierownika o konieczności „inwestowania kapitału politycznego” czyli po prostu ożywienia geopolitycznego trupa. I tym razem, jak już wielokrotnie w historii okazało się iż, nic tak nie budzi do działania polityków w Europie Wschodniej jak widmo „zagrożenia rosyjskiego”: kulminacyjnym i jedynym konkretnym stwierdzeniem spotkania był wyrażony przez prezydenta Polski sprzeciw wobec planowanej przez międzynarodowe konsorcjum budowy drugiej nitki Gazociągu Północnego.

    Na pierwszy rzut oka stwierdzenie zakrawa na absurd: w sytuacji bezprecedensowego w ostatnim ćwierćwieczu ochłodzenia stosunków z Rosją w wyniku kryzysu ukraińskiego i przedłużającej się wymiany nieuprzejmości, każda inicjatywa przełamująca wzajemną izolację powinna zostać potraktowana w kategoriach promyka nadziei: nawet czysto techniczna współpraca Europy z Rosją mogłaby stać się pozytywnym przykładem i zaczynem odwrócenia niezwykle szkodliwych tendencji, które ujawniły się w ostatnich dwóch latach. Jednakże, okazuje się, iż polski prezydent i jego otoczenie posługują się w analizie sytuacji odmienna logiką – warto spytać dlaczego. Warto zadać pytanie jak to jest, iż w wiązaniu się z Rosją wzajemnie korzystnymi układami gospodarczymi i angażowaniu jej w europejską układankę Andrzej Duda widzi zagrożenie dla bezpieczeństwa i dobrobytu naszego regionu.

    Kąpiel koni, Kubań Rosja
    © Sputnik. Walerij Szustow
    Pierwszym i najbanalniejszym powodem jest oczywiście pokrycie się terminu spotkania z kampanią wyborczą w Polsce. Trudno oczekiwać, iżby zapewne kibicujący swojej macierzystej partii prezydent nie wykorzystał faktu, iż Ewa Kopacz dokonała niedawno na polu polityki regionalnej spektakularnego strzału we własną stopę, kompromitując się przed sojusznikami brakiem konsekwencji w sprawie migrantów i faktycznie dyskredytując wobec nich Polskę nagłą zmianą pozycji negocjacyjnej. Na tle niezbyt rozgarniętej i służalczo czapkującej Berlinowi pani premier, Duda chciał z jednej strony zaprezentować się partnerom jako odpowiedzialny i zaangażowany „prawdziwy partner do rozmów” przy okazji reklamując PiS jako konsekwentnych zwolenników polityki dystansu wobec Niemiec, a z drugiej zademonstrować mającym niedługo ruszyć do urn Polakom, iż polityka zagraniczna w wykonaniu obecnej opozycji nie musi polegać na determinowanym geopolitycznym fatalizmem wyborze tego, przed kim należy się płaszczyć i komu podporządkować.

    Powód drugi jest ściśle związany z pierwszym i właściwie ma wobec niego charakter pierwotny. Biorący w Polsce władzę socjal-konserwatyści wyglądają na ludzi, którzy autentycznie wierzą w koncepcje dziejów napędzanych wieczną walką z niechybnie nadciągającym nad Polskę widmem uśmiechających się do siebie i zgodnie załatwiających interesy Ribbentropa i Mołotowa. Pomijając historyczne i kulturowe przyczyny tych niewątpliwie rozpowszechnionych i głęboko zakorzenionych fobii, należy po prostu przyjąć do wiadomości, iż strach przed niemiecko – rosyjskim sojuszem, który pozbawi Polskę podmiotowości każe postrzegać jakiekolwiek ruchy na tej osi w kontekście zagrożenia dla narodowych interesów. Także te, które niosą wymierne korzyści nie tylko dla Moskwy i Berlina oraz bezpośrednio uczestniczących w nich firm, ale także tworzą swoiste geopolityczne dobra publiczne: pogłębiają finansowe i polityczne zaangażowanie, zwiększają poziom zaufania i last but not least, zapewniają gospodarkom naszego regionu surowiec, bez którego żadna z nich nie jest w stanie funkcjonować. Wbrew bowiem temu, co twierdzą miłośnicy teorii spiskowych obsadzający Gazprom w roli „wiadomych sił”, w handlu gazem uzależnienie ma charakter wzajemny, a biorąc pod uwagę strukturę federalnego budżetu i ogólne kłopoty z koniunkturą, w rezultacie to Rosja jest bardziej krytycznie uzależniona od europejskich konsumentów niż na odwrót.

    Trzecim powodem straszenia bałtycką rurą jest zapewne narastająca świadomość, iż stosunki z Rosją powoli i zygzakiem, ale jednak konsekwentnie wracają do normy czyli jak najintensywniejszych kontaktów gospodarczych przy utrzymaniu szacunku dla odmienności własnych kursów politycznych i ustrojowej specyfiki. Europa ma po prostu dosyć politycznie bezsensownej a przynoszącej wymierne szkody gospodarcze harataniny o Ukrainę, tym bardziej, iż ta ostatnia sama dobitnie pokazuje, iż jej „europejski wybór” ograniczył się do zatknięcia gwiaździstych sztandarów przed budynkami publicznymi wewnątrz których po staremu kwitnie korupcja, złodziejstwo, zwykły bandytyzm a ostatnio także i skrajny nacjonalizm. A dla „następców Chodkiewicza i Piłsudskiego”, którzy na tle awantury o Krym i Donbas uwierzyli, iż Rosja została ostatecznie wypchnięta z Europy i teraz to Polska zajmie jej miejsce normalizacja stosunków Europy z Moskwą jest koszmarem.

    Problem w tym, iż motywowane kompleksami, fobiami i, używając jednego z najsmakowitszych sikoryzmów, chęcią odwetowego dorżnięcia konkurencyjnej watahy gesty i wypowiedzi zapewne nie znajdą zrozumienia u naszych zawsze niezwykle pragmatycznych i tradycyjnie chłodno kalkulujących partnerów z wyszehradzkiego czworokąta. I dlatego swoją antyrosyjską fiksacją Duda zamiast wzmacniać ten dogorywający format, ostatecznie go dobija, po raz kolejny dając przykład tego, iż to Polska jest najintensywniej machającym łopatą grabarzem własnych ambicji.

    Zobacz również:

    W Kijowie odbył się wiec z okazji 73. rocznicy założenia UPA
    Rosjanie mogą kupić objęte sankcjami produkty w internecie
    W Holandii odbędzie się referendum ws. celowości stowarzyszenia UE i Ukrainy
    Tagi:
    Grupa Wyszehradzka, rusofobia, Gazociąg Północny, Unia Europejska, Andrzej Duda, Morze Czarne, Krym, Europa, Donbas, Niemcy, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz