02:11 24 Październik 2017
Warszawa+ 6°C
Moskwa-1°C
Na żywo
    Jaroslaw Kaczynski

    Wszyscy ludzie Prezesa

    © AFP 2017/ JANEK SKARZYNSKI
    Opinie
    Krótki link
    Jakub Korejba
    183743472

    Giełda nazwisk członków nowego rządu trwa w najlepsze budząc coraz większe emocje. W gorączce domysłów i spekulacji warto jednak pamiętać, iż konkretne personalia będą tylko uzewnętrznieniem logiki rządzenia państwem, którą przyjmie niewysoki starszy pan z Żoliborza – z woli losu i wyborców najpotężniejszy dziś człowiek w Polsce.

    Upraszczając, Kaczyński ma dziś do wyboru trzy strategie rządzenia państwem, z której każda ma co najmniej tyle zalet ile wad. Bo już dziś jest jasne, iż słaba, niedoświadczona i chyba nie do końca kompetentna Szydło będzie tylko fasadą rządu w którym poszczególni ministrowie (a z czasem także i sędziowie, prokuratorzy, generałowie, ambasadorowie, wojewodowie), zależnie od własnej pozycji i koneksji konsultować będą kluczowe posunięcia z nieformalnym Naczelnikiem Państwa, tak, jak w II RP najważniejsi prominenci jeździli po wskazówki i natchnienie do Belwederu pomijając swych formalnych zwierzchników w postaci prezydenta i premiera.

    Wybory parlamentarne w Polsce
    © REUTERS/ Kacper Pempel
    Kierunek działania i skuteczność rządu zależeć będzie więc nie od jego nudnawej i raczej pozbawionej inicjatywy twarzy, ale od kręgosłupa, rąk i nóg, którymi sterować będzie żoliborski Mózg. Od tego kto i w jakim stopniu cieszyć będzie się zaufaniem i dostępem do ucha Prezesa zależeć będzie nie tylko pozycja danej osoby w państwie i partii, ale także konkretny kształt realizowanej przez to państwo polityki czyli w mniejszym lub większym stopniu los każdego z nas. Dlatego właśnie filozofia konstrukcji rządu i zgodny z nią dobór personaliów jest dziś tak dla nas wszystkich ważny. A wybierać może Kaczyński między, z grubsza biorąc, trzema modelami gabinetu:

    Wariant pierwszy — rząd mnichów. Po wielu doznanych przez ostatnie ćwierć wieku upadkach, zawodach i niegodziwościach jest oczywiste, iż wielokrotnie poniewierany i zdradzany Kaczyński ma tendencje do myślenia, iż jedynym sposobem utrzymania zdobytej na koniec długiego i trudnego życia politycznego władzy jest sprawowanie jej przy pomocy najstarszych i najwierniejszych towarzyszy, którzy nie opuścili go w najtrudniejszych chwilach dziejowej próby. Kierując się zasadą BMW — bierny, mierny ale wierny może zafundować nam rząd ludzi bałwochwalczo wpatrzonych w swego wodza i gotowych dla niego na wszystko, co samo w sobie nie jest jeszcze niczym szczególnie groźnym, pod warunkiem, iż wiara ta nie zastępuje kompetencji, rozsądku i organizacyjnej sprawności. A z tym, jak pokazały kolejne próby rządzenia Polską przez członków „zakonu PC", od gabinetu Jana Olszewskiego poczynając, bywa dramatycznie. Jeżeli więc dobór ministerialnych „mebli" do kolejnego gabinetu opierać będzie się wyłącznie na wysłudze lat znajomości z Prezesem, może on szybko stać się nie tylko powodem wstydu dla Polaków i obiektem kpin całej Europy, ale także i realnie obezwładniającą państwo, dysfunkcjonalną, pogrążoną w wiecznych swarach i rozliczeniach zgrają sektanckich pieniaczy. A ostatnie czego potrzebuje dziś Kaczyński to wypełnić proroctwa „Wyborczej" i „Newsweeka" o zbliżającej się katastrofie państwa rzuconego w odmęty szaleństwa przez nawiedzonych dyletantów w myśl dowcipu „Otwierać ABW. Nie wierzę! My właśnie w tej sprawie".

    Unikatowy głębinowy aparat ratunkowy Biestier 1
    © Zdjęcie: The Russian Defense Ministry's press service
    Wariant drugi — rząd cwaniaków — partyjniaków. Jest oczywiste, iż po ośmiu chudych latach w opozycji zarówno brylujący na okładkach gazet pisowscy prominenci, jak i tysiące mniej znanych aparatczyków i działaczy wygłodniałe są władzy we wszystkich jej odcieniach i smakach: materialnym, symbolicznym i prestiżowym. I, że aby utrzymać jedność i wierność w szeregach Kaczyński musi zadowolić najważniejsze partyjne frakcje wraz ze stojącymi za nimi mniej lub bardziej sformalizowanymi grupami nacisku, tak, aby formując rząd nie zawieść i nie zwrócić przeciwko sobie żadnej z nich — rządowa większość opiera się bowiem na kilku posłach i strata nawet najmniejszej grupy może okazać się zabójcza dla funkcjonowania gabinetu. Niebezpieczeństwo w tym wypadku polega na odwróceniu ról między partią i państwem dokładnie tak, jak stało się to podczas rządów PO i co pomnożone na niezliczone centralne, wojewódzkie, powiatowe i gminne przypadki partyjniactwa i prywaty stało się przyczyną jej klęski. Jeżeli Kaczyński stworzy rząd będący idealnym kompromisem między partyjnymi koteriami, ale nie odpowiadający potrzebom Polaków, którzy dali im mandat, to szybko okaże się, iż hasło „nie ma nowych mostów bez łapówek dla starostów" jest nadal sztandarową dewizą polskiej administracji, niezależnie od tego jakie legitymacje noszą w kieszeniach zasiadający w małych i dużych urzędach słudzy narodu.

    Wariant trzeci — rząd ekspertów. Z pozoru najbardziej pożądany z punktu widzenia obywateli reagujących odruchem wymiotnym na opatrzone od lat, pogrążone w jałowych sporach o niczym gadające głowy zawodowych polityków, kojarzących się z pieniactwem, butą i niekompetencją. Problem w tym wypadku polega na tym, aby nie przedobrzyć — niezależni od partii i oderwani od oczekiwań społecznych eksperci mają bowiem nie tylko tendencję do grania solo i kompletnego ignorowania nie tylko publiki (czyli wyborców) ale i własnej drużyny, kapitana i sędziów. Jest oczywiste, iż dla uprzątnięcia tuskowskiej stajni Augiasza potrzebni są fachowcy, jeżeli jednak każdy z nich ciągnął będzie w swoja stronę i będzie to strona wydumanej w zaciszu akademickiego gabinetu utopijnej fantazji, to taka zbiorowa solówka jednego artysty szybko skończy się nie tylko gwizdami z sali, ale draką z dyrygentem i zawaleniem sceny.

    Jest oczywiste, iż ostateczny kształt rządu będzie jakiegoś rodzaju kompromisem między wszystkimi trzema powyższymi wariantami — wypadkową wpływów tych czy innych grup, układu sił w Sejmie (nikt nie powiedział, że przez najbliższe kilka tygodni, które pozostały do zaprzysiężenia gabinetu mistrzowi politycznego knucia nie uda się wyjąć z rozlatującej się Platformy jakiejś frakcji) i po prostu nastroju Prezesa. Kluczowe w danym wypadku jest pytanie o proporcje.

    Wybory parlamentarne w Polsce
    © REUTERS/ Kacper Pempel
    Jeżeli Jarosław Kaczyński stworzy grupę na tyle wiarygodną i zdeterminowaną, aby uzyskać błogosławieństwo Najwyższego Przywódcy (tak właśnie trzeba go nazwać, bo ustrojowa sytuacja Kaczyńskiego w Polsce jest dziś najbliższa pozycji ajatollaha Chameneiego w Iranie) i posłuszeństwo partii i jednocześnie na tyle zgraną i kompetentną, aby zmieniać Polskę, to przejdzie do historii jako mądry mąż stanu i wielki reformator. Jeżeli jednak, co niestety niewykluczone, nowy rząd będzie zlepkiem fanatycznych nieudaczników, spoconych od biegu do koryta partyjniaków i przemądrzałych impotentów, to szybciej niż się spodziewa odejdzie w niesławie na śmietnik historii, przy czym tym razem ostatecznie i bezpowrotnie.

    Zobacz również:

    Opinia: zwycięstwo w Polsce partii Kaczyńskiego - problem dla UE
    The Guardian: Zwycięstwo Kaczyńskiego to prezent dla Putina
    Kosaczow: zwycięstwo PiS w Polsce utrudni relacje kraju z UE
    Tagi:
    Prawo i Sprawiedliwość, Beata Szydło, Jarosław Kaczyński, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz