06:07 14 Grudzień 2019
Uczestnicy akcji protestacyjnej przeciwko działaniom tureckich Sił Powietrznych przy budynku ambasady Turcji w Moskwie

Tajemnice sułtana Erdogana

© Sputnik . Alexander Vilf
Opinie
Krótki link
2721
Subskrybuj nas na

Kiedy kanclerz Merkel ogłosiła, że ​​Niemcy są gotowe na przyjęcie wszystkich Syryjczyków, niemiecka gościnność, z początki szczera, szybko przeobraziła się w nieprzyjemności, gdy zamiast kilku tysięcy potok przyjezdnych zamienił się w milion.

Łatwo było zrozumieć, że także sama Turcja aprobowała, a nawet pomagała wyjechać tym, którzy żyli w niegościnnych obozach dla uchodźców na jej terytorium, ale chcieli dla siebie i swoich rodzin lepszego życia w Europie, powiedział w wywiadzie dla Sputnik-Italia były poseł włoskiego parlamentu, wiceszef komisji do spraw międzynarodowych Dario Rivolta.

Kiedy kanclerz Merkel ogłosiła, że ​​Niemcy są gotowe na przyjęcie wszystkich Syryjczyków, niemiecka gościnność, z początki szczera, szybko przeobraziła się w nieprzyjemności, gdy zamiast kilku tysięcy potok przyjezdnych zamienił się w milion. Łatwo było zrozumieć, że także sama Turcja aprobowała, a nawet pomagała wyjechać tym, którzy żyli w niegościnnych obozach dla uchodźców na jej terytorium, ale chcieli dla siebie i swoich rodzin lepszego życia w Europie, powiedział w wywiadzie dla Sputnik-Italia były poseł włoskiego parlamentu, wiceszef komisji do spraw międzynarodowych Dario Rivolta.

Pod napływem krytyki współobywateli kanclerz szybko udała się do Ankary, aby przekonać Erdogana, aby zatrzymał napływ uchodźców. Właśnie tego chciał sułtan. Formalnie współpracując on rozpoczął swój szantaż obiecując zatrzymać exodus z tureckich wybrzeży pod dwoma warunkami, które Niemcy, a więc i cała Europa, powinny przyjąć: natychmiastowe zapewnienie 3 miliardów euro na zorganizowanie obozów, a co najważniejsze — żadnych sprzeciwów przeciwko przystąpieniu do Unii Europejskiej. Zamiast tego Niemcy powinny ułatwić wznowienie zamrożonych przez długi czas rozmów.

Do tej pory Niemcy i Francuzi sprzeciwiali się wejściu Turcji do UE. To właśnie z tego powodu Berlusconi, w tym czasie premier Włoch, mógł sobie pozwolić, aby odgrywać rolę sponsora Ankary. Włochy były przekonane, że mimo jego formalnego poparcia, idea przyjęcia Turcji pozostanie niezrealizowana. Nawiasem mówiąc, takie stanowisko włoskiego rządu pomogło biznesowi, a włoski eksport trzykrotnie wzrósł w zaledwie 2 lata.

Powstaje pytanie, dlaczego Turcja tak bardzo chce stać się członkiem Unii Europejskiej? Jak pogodzić to z pozycją kraju, gdzie w ciągu minuty ciszy na stadionie w pamięci tych, którzy zginęli w Paryżu, większość obecnych zaczęła gwizdać i krzyczeć „Allah Akbar” na znak solidarności z terrorystami? Jak można prowadzić dialog z tymi, którzy pod fałszywym pretekstem zestrzeliwują samolot, który leci bombardować tych, których wszyscy Europejczycy (i cały świat) uważa za haniebnych przestępców? Od teraz jest jasne: polityka zagraniczna Turcji bynajmniej nie odpowiada polityce wszystkich krajów naszego kontynentu, a jej polityka wewnętrzna nie ma nic wspólnego z ogólnoeuropejskimi „acquis” (osiągnięciami) w dziedzinie demokracji, wolności słowa, praw mniejszości i niezawisłości sądownictwa.

Tak więc, czy Ankara naprawdę chce przystąpić do UE? I dlaczego?

Odpowiedź jest bardziej zrozumiała, jeśli spojrzymy na działania Erdogana podczas jego rządzenia krajem. Jako kandydat do członkostwa w UE kraj musiał dostosować swoje instytucje do naszych standardów, w szczególności zmniejszając polityczny wpływ wojska i organów sądowych.

Pod tym pretekstem „sułtanowi” udało się zastąpić całe wyższe kierownictwo wojsk i sądów na jemy osobiście lojalnych, dla uzasadnienia czego on wymyślił domniemany zamach stanu, który pozwolił mu oczyścić przestrzeń z jawnej aprobaty Brukseli. Co do sądów, które między innymi ujawniły ogromną aferę korupcyjną jego rządu i jego własną i „bezprawne przywłaszczenia” jego rodziny, on postąpił tak samo.

Rosyjskie samoloty Su-24 na lotnisku w pobliżu Latakii, Syria
© Sputnik . Dmitriy Vinogradov
Ale i takie wyjaśnienie nie jest jeszcze całym obrazem. Zobaczmy, jakie przepływy pieniężne trafiły do Ankary z Europy, kiedy zaczęło się wyraźne zbliżenie z UE. Zakłada się, że UE przeznacza miliony euro tym krajom, które dołączą do Unii, a Turcji, ze względu na wielkość kraju i ogromną rozbieżność jej realnych standardów z wymogami UE, wielkość udzielonego finansowania jest i nadal będzie dużo wyższa, niż te otrzymane przez Rumunię, Polskę i tak dalej.

Zaczęli w 2004 roku — 250 milionów euro, które były potrzebne do przygotowania pierwszych procedur przejściowych w odniesieniu do wniosku o członkostwo. Następne 300 milionów trafiło w 2005 roku, zgodnie z oficjalnym otwarciem procedury negocjacji akcesyjnych i 500 milionów euro w 2006 roku — na finansowanie rozpoczęcia prawdziwych reform (sic!). Jednocześnie w latach 2000-2006 program MEDA gwarantował Turcji wsparcie finansowe w wysokości 900 milionów euro.

Myślicie, że wszystko? Ależ nie! W latach 2007-2013 przewidywana przez IPA I (Instrument pomocy przedakcesyjnej) pomoc finansowa dla Turcji wyniosła 2,5 miliarda euro, a IPA II przewidywała na lata 2014-2020 kolejnych 4,5 miliarda euro. A czy później dojdzie do wejścia do UE lub z jakiegoś powodu tak się nie stanie, tutaj obowiązuje słynne neapolitańskie powiedzenie: „Kto otrzymał — ten otrzymał, kto dał — ten dał.

Czy te pieniądze pomogły Turcji zbliżyć się do europejskich standardów demokracji, praw człowieka i wolności? Sądząc po zamkniętych gazetach i rosnącej liczbie dziennikarzy w więzieniach, represjach Kurdów i zastraszaniu w trakcie ostatniej kampanii wyborczej — nie.

A przecież te przydzielane pieniądze to nie wszystko. Również Europejski Bank Inwestycyjny z innych funduszy przydzielił 11,5 miliarda euro, a Komisja Europejska ze swej strony — kolejnych 2,3 miliarda na wsparcie konkurencyjności tureckich małych i średnich przedsiębiorstw na rynku międzynarodowym.

Zatrzymajmy się na tym, nie wspominając ani o finansowaniu terrorystów za sprzedaż po niskich cenach ropy naftowej, która może odbywać się wyłącznie przez turecką granicę, ani o zagarniętych skarbach archeologicznych.

Pytanie, czy ktoś w Brukseli lub w europejskich rządach dokonał tych prostych obliczeń? Albo czy Europa nadal pozwoli bliskowschodniemu satrapie ciągnąć się za nos?

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

MSZ: Państwo Islamskie wysyła uprawianą w Syrii pszenicę i bawełnę do Turcji
Syryjski minister: Su-24 został zestrzelony z powodu interesów syna Erdogana
Rosja zrezygnowała ze wspólnych z Turcją ćwiczeń na Morzu Czarnym
Tagi:
uchodźcy, ropa naftowa, Unia Europejska, Recep Tayyip Erdogan, Angela Merkel, Niemcy, Turcja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz