15:40 23 Listopad 2017
Warszawa+ 9°C
Moskwa-3°C
Na żywo
    Recep Tayyip Erdoğan

    Sułtan Redżep idzie na całość

    © REUTERS/ Stringer
    Opinie
    Krótki link
    Jakub Korejba
    2534011050

    Rosyjsko – turecki incydent w niebie nad Syrią to część misternie utkanej, szerokiej rozgrywki, której nici wiodą do wielu stolic – tych orientalnych i tych całkiem zachodnich. Redżep Erdogan gra wysoką stawkę i choć jest pewien zwycięstwa, wcale nie jest powiedziane, że nie przegra wszystkiego.

    Jest oczywiste, iż urządzona z zimną krwią zasadzka na rosyjski bombowiec musiała być zaplanowana na długo do tych kilkunastu sekund, w czasie których turecka i rosyjska maszyny znalazły się ze sobą w bezpośrednim kontakcie. Ani pilot myśliwca, ani jego wojskowi przełożeni nie mogli podjąć decyzji o takiej wadze bez uprzedniego, bezpośredniego i jednoznacznego prikazu ze strony politycznego kierownictwa kraju: i nikt poza głównym lokatorem pałacu Ak Saray nie był władny takiej decyzji podjąć. Wszystko wskazuje także i na to, iż przymierzający się do roli sułtana odrodzonego Imperium Osmańskiego prezydent Turcji nie mógł poważyć się na sprowokowanie kryzysu w stosunkach z Rosją bez co najmniej milczącej zgody, jeśli nie aktywnego wsparcia, a nie wykluczone, że inicjatywy własnej sojuszników za Wielkiej Wody. Bo to oczywiście prawda, że Turcja dysponuje drugą armią w Sojuszu, tym niemniej bez zgody politycznych dysponentów tej pierwszej żadna decyzja o tak dalekosiężnym znaczeniu, obarczona tak ogromnym ryzykiem nie może być podjęta.

    Erdogan gra jednocześnie na kilku klawiaturach i w kakofonii wydawanych przez Turcję dźwięków, można dostrzec jasną strategię i oczywiste cele.

    Na poziomie lokalnym, Turcja finalizuje plan całkowitego podporządkowania sobie Syrii i przekształcenia jej w serce rządzonego z Ankary Bliskiego Wschodu. Jest więc oczywiste, iż musi mieć w Damaszku reżim nie tylko lojalny (takim był i Baszar Asad, którego Erdogan jeszcze niedawno nazywał przecież „bratem”) ale całkowicie podporządkowany i gotowy stać się narzędziem realizacji tureckich wpływów w sąsiednich państwach, przede wszystkim Iraku i Libanie, a potem w kolejnych. A ponieważ od czasu, kiedy Rosja okazała wojskową pomoc Syrii, balans sił zaczął niebezpiecznie przechylać się na stronę prezydenta, którego Turcja od czterech lat próbuje z użyciem wszelkich dostępnych metod usunąć, należało doprowadzić do zwarcia, które, w zamierzeniu miało wywołać panikę i pytania o możliwości dalszego zaangażowania Rosji po stronie syryjskich władz. I choć, wydaje się, że w chwili obecnej postępek Erdogana wywołał skutek odwrotny do zamierzonego – Rosja przy pomocy kompleksów S-400 zamknęła niebo nad Syrią i gotowa jest wzmocnić swój kontyngent – jest oczywiste, iż w dłuższej perspektywie, to prezydent Turcji będzie rozgrywającym, a to, że odbędzie się to za cenę ludzkiego życia, niebywałych zniszczeń i wzmocnienia terrorystów, nie ma dla niego najwyraźniej większego znaczenia.

    Na poziomie regionalnym, Erdogan dąży do odbudowy imperium, zgodnie z neoosmańską koncepcją polityki zagranicznej Turcji opracowaną i konsekwentnie realizowana przez swego wielkiego wezyra, premiera Achmeda Davutoglu. I właśnie w tym, a nie jakimkolwiek innym (nawet głośno deklarowanym) kontekście Turcja postrzega zarówno kwestię terroryzmu, jak i syryjskiej wojny domowej. Dla tureckich strategów ze Sztabu Generalnego i MIT, terroryści są celem ataków (i godni miana terrorystów) tylko wtedy, gdy działają na szkodę Turcji, a wtedy, gdy ich aktywność jest Ankarze na ręce stają się „bojownikami o wolność” czy „partyzantami”. Wojna w Syrii niesie ze sobą masę koszmarnych nieszczęść, ale jeżeli jest ona środkiem do budowy Pax Ottomanica, czyli tureckiej hegemonii w regionie, niech trwa przynosząc Ankarze upragnione owoce.

    Na poziomie globalnym, Turcja wraz ze swoim arcy-ambitnym przywódcą otwarcie demonstruje swoje aspiracje do odgrywania roli mocarstwa o znaczeniu światowym. A ponieważ w wielu sferach Turcji daleko do wypełnienia niezbędnych do tego kryteriów, swoje niedostatki kompensuje ona wzrostem swojej roli w geopolitycznie i geoekonomicznie krytycznie ważnym regionie świata. W kalkulacji Erdogana chodzi o to, aby zawładnąć tymi kawałkami Bliskiego Wschodu, bez których niemożliwe jest ani rozwiązanie kluczowych problemów politycznych, ani sprawne zarządzanie ekonomicznymi zasobami regionu, na czele z ropą i gazem i tym samym stać się niezbędnym partnerem wielkich mocarstw. Aby to osiągnąć, Turcja musi zmobilizować nie tylko własne zasoby ludzkie, materiałowe i finansowe, ale także zapewnić sobie immunitet ze strony, jeśli nie całej społeczności międzynarodowej, to przynajmniej swych najsilniejszych sojuszników, przede wszystkim USA. Dlatego właśnie sprowokowała incydent z rosyjskim bombowcem, eskalując go poprzez egzekucję pilota, rozstrzelanie akcji ratunkowej i demonstracyjną odmowę przeprosin. Erdogan poszedł na całość i wygrał: USA i zmagająca się z zalewem imigrantów Europa mają do wyboru: albo publicznie odciąć się od swojego sojusznika z NATO i partnera z UE i narazić się na jego odwet w postaci kolejnych zamachów i otwarcia szlabanów, albo pokornym milczeniem kupować sobie lojalność tureckiego wodza i jego współpracę w kluczowych dla nich kwestiach.

    Ankarski Sułtan zagrał poniżej pasa i póki co zgarnia jedną pulę za drugą. Problem polega dla niego na tym, że w pewnym momencie wielkie mocarstwa dojdą do wniosku, iż zarówno w Syrii, jak i w regionie oraz na arenie globalnej przestał on być częścią rozwiązania a stał się częścią problemu. A wtedy wystarczy przecież dyskretny dialog Obamy (czy jego następcy) z Putinem na którymś z międzynarodowych szczytów i na ulicach Stambułu, Ankary i innych tureckich (oraz kurdyjskich) miast rozpocznie się kolorowa rewolucja, która zmiecie Erdogana razem z jego ambicjami. Bo, jak mawiał Sulejman Wspaniały: „Każdy dąży do tego samego, mimo to wiele jest wersji historii”.

    Zobacz również:

    Turcja zobowiązała rosyjskich dziennikarzy do uzyskania pozwolenia na pracę
    „Turcja okrada swoich sąsiadów w czasie kryzysu”
    Putin otrzymał rosyjską koronę
    Tagi:
    NATO, Unia Europejska, Ahmet Davutoglu, Recep Tayyip Erdogan, Baszar al-Asad, Władimir Putin, Barack Obama, Europa, Syria, Turcja, USA
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz