14:30 21 Listopad 2017
Warszawa+ 2°C
Moskwa+ 0°C
Na żywo
    Dzień Niepodległości w Warszawie, 11 listopada 2015 r.

    Ciszej nad tą trumną

    © Zdjęcie: EPA/Tomasz Gzell
    Opinie
    Krótki link
    Jakub Korejba
    573334735

    Przez ćwierć wieku 13 grudnia był dla nas datą symboliczną budzącą skrajne emocje i prowokującą do konfliktów. I, kiedy pierwszy raz obchodzimy grudniową rocznicę bez generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka czas zdjąć tę kwestię z porządku dziennego narodowych sporów.

    13 grudnia stał się bowiem symbolem, który przerósł rzeczywiste znaczenie obchodzonej rocznicy. I, co ciekawe, rok do roku związane z nim demonstracje, obchody, kłótnie i deklaracje były okazją do nakręcania wzajemnej niechęci i agresji, już nie tyle na podstawie stosunku do konkretnych historycznych wydarzeń, ale do aktualnych problemów naszego kraju. Bo przecież, po trzydziestu czterech latach od wprowadzenia stanu wojennego nie ma w istocie znaczenia, kto miał wtedy rację i jakimi pryncypiami się kierował. Stan wojenny i jego uczestnicy z obu stron tego dawno nieaktualnego politycznego podziału stali się zakładnikami współczesności, która budziła i budzi w Polakach istotny dyskomfort. Jednakże, karząc nam wierzyć, iż żyjemy w kraju „największego od 500 lat sukcesu cywilizacyjnego" kolejne władze starały się zamieść społeczne niezadowolenie pod dywan i przenieść spory o współczesności i przyszłości w wymiar przeszły, czyli ten, który nie jest jej w stanie w żaden sposób zagrozić.

    Paradoksalnie, ale po ćwierćwieczu istnienia Polski rzekomo wolnej i niezależnej, w tym samym miejscu spotykają się ci, którzy wtedy stali z rożnych stron barykady. Na narodowym poziomie jest to sytuacja identyczna, jak ta przedstawiona w życiu jednostek w najnowszym filmie Zanussiego, gdzie w tym samym punkcie spotykają się ortodoksyjnie przestrzegający dogmatów wiary katolik i nihilistka z ubeckiej rodziny.

    Bo przecież upadek polskiego państwa dotyka w równym stopniu emerytów MO i SB, jak i weteranów podziemnej Solidarności. Mówiąc kategoriami ze starego dowcipu o Polakach, którzy byli jak ziemniaki: jednakowo odczuwają jego stan zarówno te tłuczone, jak i te w mundurkach. Przecież, niezależnie od tego, kto i jak wyobrażał sobie wtedy dobro Ojczyzny i drogę do jego osiągnięcia, dziś jest tak samo rozczarowany upadkiem polskich szkół i marazmem uczelni skutkujących debilizacją młodzieży, która marnując czas w nieefektywnym systemie nie ma szans konkurować z rówieśnikami z Zachodu (a także, w coraz większym stopniu ze Wschodu), degrengoladą sądów i prokuratury, żałosnym stanem wojska i policji (cóż, nawet najbardziej betonowe „solidaruchy" z nostalgiczną nutką przyznają, jak w porównaniu do obecnych rządów dbała o nie komuna, sam słyszałem) czy rozkładem systemu opieki zdrowotnej, który w imię „oszczędności" (z których potem urzędnicy wypłacają sobie bajońskie premie) doprowadza do frustracji lekarzy i służy generalnie nie do leczenia ale do dobijania pacjentów.

    Bo dziś nasze społeczeństwo nie dzieli się na tych poniżonych i wywyższonych przez PRL, ale na gryzących i gryzionych przez system kłamliwie i obrazoburczo nazywający siebie III RP — postkolonialny twór, w którym wszelkie kategorie ideologiczne (jak zresztą wszystko inne, od wartości po instytucje) są puste i stanowią instrument zarządzania stadem baranów przez nie wiążących z jego losem żadnej przyszłości pastuchów, lokujących swoje materialne i duchowe aktywa za granicą (lub w szczelnie wydzielonych od hołoty elitarnych strefach na lokalnym pastwisku), a tutaj przebywających tylko z konieczności dopilnowania procesów strzyżenia i dojenia.

    Polska obchodzi Święto niepodległości
    © AP Photo/ Alik Keplicz
    Polska, tak, jak złożyła się ona przez ostatnie ćwierć wieku, to w każdej niemal dziedzinie „pulp fiction", bardziej chamska i miałka wersja „Miazgi" Andrzejewskiego w której nie funkcjonują nawet kategorie „prawicy" i „lewicy". Bo cóż to za prawica, która podwyższa podatki w imię utrzymania na państwowych stołkach tysięcy nieudaczników, za symbol polskości ma zlepioną z brunatnej substancji (czy aby na pewno z czekolady?) pticę w różowych okularkach i nie jest w stanie wydać jakiejkolwiek decyzji bez telefonu do „wyższych instancji" w Brukseli czy Berlinie. I cóż to za lewica, która wysługuje się banksterom, chodzi na pasku USA (w końcu do NATO wprowadził nas Kwaśniewski, a na więzienia CIA zgodził się Miller) i zgadza się na zasady przebywania w ramach UE rodem z „Kapitału" Marksa.

    Żaden, podkreślam, żaden z nurtujących nas dzisiaj realnych problemów nie ma związku z Jaruzelskim, Kiszczakiem i ich decyzjami z przeszłości równie zamierzchłej jak działalność Piłsudskiego i Kościuszki. Dlatego nie wolno nam dać się zmanipulować i wmówić sobie, iż Polska do dziś jest areną walki między „trzecim pokoleniem AK i WIN oraz trzecim pokoleniem PPR i UB". Wszystko to bowiem są piękne symbole, które nijak się mają do rzeczywistości, i możliwości jej zmiany, której konieczność chyba dla nikogo nie podlega dyskusji — we współczesnej Polsce tak samo źle czują się wnuki bitych na styropianie stoczniowców, jak i wnuki okładających ich wtedy pałami milicjantów. Ten spór jest już po prostu częścią historii i tylko jako historyczny może być rozpatrywany — bez emocji, nienawiści i wzajemnego wykluczania się z polskości.

    Zadziwiająco, wbrew właściwej nam swarliwości i czarno — białego widzenia świata, jakieś (pozostawiam to do interpretacji zgodnej ze światopoglądem) Wyższe Siły podarowały na fizyczną przestrzeń, w której możemy zadumać się nad sensem swoich dziejów i spróbować zawrócić z drogi nienawiści w stronę narodowej harmonii. Bo przecież nie ma miejsca lepiej oddającego paradoksy polskiej historii XX wieku niż cmentarz na Powązkach, gdzie obok siebie leżą utrwalacze władzy ludowej i zamęczeni na Łączce, gdzie jedni palą lampki Kuklińskiemu, a parę alejek dalej inni Jaruzelskiemu (dla mnie osobiście najbardziej wyrazistym symbolem jest to, że mój własny dziadek leży mniej więcej w połowie drogi między nimi dwoma).

    I właśnie, gdy po raz kolejny pójdziemy oddać hołd i uczcić pamięć naszych bohaterów, podnieśmy wzrok znad mogił i popatrzmy na twarze przechodzących obok rodaków, tych wracających od grobów, które mamy chęć opluć i zdeptać. Popatrzmy na siebie z uśmiechem, dobrocią i zrozumieniem, że jeżeli nie dostrzeżemy w sobie braci, to nigdy nie zbudujemy tu nad Wisłą porządnego państwa.    

    Zobacz również:

    Polska i Wielka Brytania omówiły walkę z „rosyjską propagandą”
    Ukraina – Polska: Milczenie nie zawsze jest złotem
    Rosja wyraża niepokój, że Polska może dołączyć do programu misji jądrowych NATO
    Tagi:
    NATO, Unia Europejska, Berlin, UE, USA, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz