13:59 13 Grudzień 2017
Warszawa+ 2°C
Moskwa+ 3°C
Na żywo
    Flaga Polski i Unii Europejskiej

    Polska: Znów nadejdzie Rok Siedemnasty

    © REUTERS/ Kacper Pempel
    Opinie
    Krótki link
    Jakub Kopeć
    178213

    Niezły bałagan pojęciowy musi panować wśród europejskich „partii ludowych", skoro przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz nazwał „zamachem stanu" czynności naprawcze Rzeczypospolitej, jakie nocną porą podejmuje Jarosław Kaczyński z pomocą swoich partyjnych nominatów, prezydenta Andrzeja Dudy i premier Beaty Szydło.

    Szefowa rządu bardzo liczyła na przeprosiny narodu polskiego, jednakże zawiodła się srogo.

    Zamiast przeprosin padły z ust Schultza mętne wyjaśnienia, że słowa o zamachu stanu nie obrażały narodu polskiego, lecz były jedynie może troszkę zbyt kategoryczną krytyką poczynań władz. I teraz, ja, światły obywatel RP, całkiem zgłupiałem i nie wiem: był ten zamach stanu, czy też go wcale nie było?

    Prawdziwy zamach stanu (słowiański pucz, germański Putsch, francuski coup d'état) jest wtedy, gdy na ulicę wyjeżdżają czołgi, wojsko strzela do rozognionego tłumu itd. itp. To co w końcówce roku wydarzyło się między Bugiem i Odrą nawet nie było przewrotem pałacowym, kiedy władzę, po pokonaniu jednej koterii, obejmuje koteria druga. Partia Prawo i Sprawiedliwość najpierw demokratycznie wygrała wybory prezydenckie, a zaraz potem także wybory do sejmu i senatu. Wgrała tak przekonywająco, że może samodzielnie rządzić.

    Ale co znaczy „samodzielnie rządzić" w zjednoczonej Europie i w zglobalizowanym świecie, określił Martin Schultz w swoim telewizyjnym wystąpieniu: „Europa ultranacjonalistów — taką Europę otrzymamy — jeśli oni zwyciężą. (…). Należę do tych ludzi, którzy uważają, że globalne problemy w XXI wieku — wieku globalizacji, nie mogą być rozwiązywane nacjonalizmem. W pewnym momencie trzeba podjąć walkę i trzeba powiedzieć: postawimy na swoim, nawet siłą, jeśli pojawi się taka konieczność."

    Mówiąc o łamaniu sprzeciwu siłą, Schulz ma na myśli nie użycie wojsk, lecz tylko krzepę moralną i potęgę pieniądza. Kaczyński tej potęgi już raz doświadczył, kiedy jako premier RP przegrał walną bitwę z UE nad malowniczą rzeczułką Rospudą, gdzie uchował się jakiś rzadki gatunek zielonych żabek. Musiał poniechać idących na skróty projektów budowy drogi ponad uroczyskami i ominąć siedliska żab wielkim łukiem.

    Zapowiadano szumnie jakąś Rewolucję, ale to, co wyprawiają ludzie prezesa Kaczyńskiego, jest tylko zawracaniem Wisły kijem. Nawet „bandycki nocny napad" (określenie Frrankfurter Allgemeine Zeitung) na Centrum Eksperckie Kontrwywiadu NATO w Warszawie, nie jest materializacją jakichś przemyślanych planów przejmowania całej władzy, lecz prostym skutkiem urojeń ksobnych ministra wojny Antoniego Macierwicza, który zapragnął przepędzić z tego nieprzyjacielskiego gniazda diabelskich inkubów. O co pytał Macierewicz dwu żołnierzy z CEK, pułkownika i sierżanta, zawezwanych do ministerstwa wojny na przesłuchanie? Co robili w dniu 10 kwietnia 2010 roku! Zjednoczona Europa i Pakt Atlantycki muszą zrzucić na Warszawę desant komandosów w białych kitlach i z kaftanami bezpieczeństwa w ręku, bo sami w Rzeczypospolitej z kłopotami psychiatrycznymi władzy w żaden sposób sobie nie poradzimy.

    Bikierzy Polscy
    © AFP 2017/ Janek Skarzynski
    Ale nie płaczmy, nie biadolmy. Rządy PiS w Polsce nie potrwają długo, co w książce „Nauczka" (Warszawa 2007) zapowiedział już, Jacek Żakowski, dziennikarz wybitny z szacownej „Polityki". Oto jego proroctwo:

    „Wtedy możliwy był każdy scenariusz — wkroczenie Sowietów, wysyłka na Sybir, internowanie (czyli bezterminowe więzienie bez sądu) sfingowany proces i drakoński wyrok, ścieżka zdrowia, śmierć z rąk «nieznanych sprawców». Dziś aż takie nadużycia władzy są nieprawdopodobne, nawet jeżeli zdarzają się pochopne i uporczywie przedłużane areszty czy błędy sądowe. Jako zbiorowość jesteśmy względnie bezpieczni. Nawet przy dużym natężeniu złej woli kadencji nie starczy, żeby nam to bezpieczeństwo odebrać."

    Z wysyłką na Sybir okrutna przesada, śmierć z rąk nieznanych sprawców zdecydowania mniej prawdopodobna od zgonu w wypadku komunikacyjnym. Żakowski uwierzył w kłamstwa „Polityki" o ponad stu ofiarach stanu wojennego, gdy było ich aż dwanaście. Smutna prawda jest taka, że reżim Kaczyńskiego przez dwa lata nikogo nie zabił i tylko naraził wielu ludzi na długotrwałe nudziarstwa w śledztwach „wydobywczych".

    Gdyby zamiast książki „Nauczka", Żakowski wydał tom p.t. „Nauka", Polak nie byłby „tak po szkodzie, jak przed szkodą głupi". Kaczyński ze swojej porażki z projektem IV RP wyciągnął należyte wnioski i śpieszy się dziś jak wszyscy diabli z urządzaniem napadów to na placówkę NATO, to na Trybunał Konstytucyjny. On jeden wie, że czasu ma jeszcze mniej, niż dziesięć lat temu. Bo przecież nie wystarczy zdobyć budynek sejmu i Pałac Namiestnikowski. Trzeba jeszcze w nich się okopać.

    Zewsząd słyszy się zapowiedzi, że rok szesnasty będzie jeszcze gorszy od piętnastego. To mamy zagwarantowane.

    Ale potem nadejdzie rok siedemnasty. Generał Jaruzelski, gdyby miał poczucie humoru, mógłby się śmiać z czarnych wron i z własnych ponurych masek w ciemnych okularach, malowanych na ulotkach i w gazetkach konspiracyjnych. Ale jak się śmiać z rysuneczku krążącego uporczywie po Internecie, na którym widnieje malowidło Kaczora Donalda, a pod nim podpis „Kłamstwo na krótkich łapkach"?

    Już wkrótce będzie dobrze, a może tylko lepiej. Gorzej już być nie może.

    Jakub Kopeć, polski publicysta, Warszawa

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Die Welt: recesja w USA już blisko
    Czy w polskim Sejmie pojawią się alkomaty?
    FP: amerykanizacja ukraińskich sił bezpieczeństwa nie rozwiąże problemów
    Tagi:
    Centrum Eksperckie Kontrwywiadu NATO, Prawo i Sprawiedliwość, NATO, Unia Europejska, Antoni Macierewicz, Jarosław Kaczyński, Martin Schulz, Europa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz