11:46 18 Listopad 2019
Witold Waszczykowski przemawia w NATO

Waszczologia stosunków międzynarodowych

© AFP 2019 / Bas Czerwinski
Opinie
Krótki link
Autor
3449
Subskrybuj nas na

Rozumiem motywacje szefa polskiej dyplomacji i, co więcej, większość z nich podzielam. Problem polega na tym, iż szczerość, otwartość i prostolinijność to w dyplomacji cechy, które rzadko pomagają osiągać założone cele.

Nowy włodarz Alei Szucha jest człowiekiem głębokiej wiedzy, szerokiego doświadczenia i, przynajmniej do czasu wstąpienia w szeregi PiS-u, chyba pozbawionym ideologicznego zacietrzewienia. Trudno więc podejrzewać, iż jego kontrowersyjne wypowiedzi są efektem niewiedzy, szaleństwa czy prowokacji i należy sądzić, iż po prostu najlepiej jak umie robi to w co wierzy.

Wszystko wskazuje na to, iż główny polski dyplomata postanowił zastosować w działalności swojej i podległego mu aparatu te same metody, które wewnątrz państwa wciela jego partyjny i ideologiczny pryncypał, czyli pójść na wojnę z wszystkimi tymi, których uważa za wrogów państwa polskiego i szkodników interesu narodowego. I choć trudno odmówić takiemu podejściu szlachetności, warto zaznaczyć, iż jest ono obarczone ogromnym ryzykiem, związanym z szeregiem czynników, których wspólny mianownik stanowi miałkość wewnętrznej i zewnętrznej suwerenności państwa, w którego imieniu występuje przebrany w wyjątkowo fatalnie dobrane (to konstruktywna rada, nie szyderstwo, bo wciąż wierzę, że budżet Najjaśniejszej pociągnie, jeśli nie Savile Row czy via Monte Napoleone, to przynajmniej honorarium Zaremby z Nowogrodzkiej), workowate garnitury z lumpeksu były kowboj z Oregonu.

Diagnoza, którą stawia polskiej polityce zagranicznej jej nowy woźnica jest niewątpliwie słuszna i w największym skrócie sprowadza się do konstatacji, iż przez 25 lat formalnie niepodległego bytu Polska sukcesywnie, w szeregu mniej lub bardziej udanych transakcji zbywała kolejne elementy swojej suwerenności, a więc działania na podstawie i w zgodzie z interesami narodu wyrażonymi przez jego demokratycznie wybraną reprezentację. Bo oczywiście, istnieje w Polsce władza ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza, ale w ogromnej części jest ona przecież tylko fasadą, mydłem, ułatwiającym lepszy poślizg dla prawdziwych interesów realizowanych tu przez wielkie mocarstwa. W kraju, w którym większość przemysłu i usług, niemal 100% banków czy 70% mediów należy do obcego kapitału (który, jak okazało się podczas ostatniego kryzysu, wbrew rojeniom liberalnych utopistów jednak ma narodowość), premierzy, ministrowie i posłowie są w dużej części tylko bezwładnymi pionkami na boisku, którego kształt i linie graniczne wyznaczone zostały w innych gabinetach, nad innymi stołami i przy koniaczku znacznie droższym, niż ten, który podaje się w Alejach Ujazdowskich.

Z sytuacją taką można się pogodzić (jak czynił to na przykład minister Sikorski zamykając ambasady i konsulaty, doszedłszy do absolutnie logicznego wniosku, iż z punktu widzenia kraju nie prowadzącego polityki zagranicznej są one źródłem rażącego marnotrawstwa sił i środków publicznych), lub przeciw niej wystąpić z pełną odpowiedzialnością podejmowanego politycznego i osobistego ryzyka. Bo nie po to USA, Niemcy, Francja i inni czempioni „lepszego świata" przez lata użerali się z miejscową hołotą, dawali łapówki ministrom, układali się z oligarchami i odstawiali w Brukseli szopki pod hasłem „powrotu do europejskiego domu" i „szczodrej pomocy krajom pokrzywdzonym przez historię" załatwiając sobie taką strukturę gospodarki i takie prawo, które pozwoli utrzymać Polskę w półkolonialnym stanie wewnętrznej peryferii UE, aby teraz jacyś przypadkowo wybrani przez ciemnotę oszołomi psuli im z takim trudem poustawiane interesy.

Stary meszetowski wyga dobrze wie, jak działają USA, UE, banki, koncerny oraz inni nasi „dobroczyńcy" i doskonale zdaje sobie sprawę, iż wszystko to, co inwestują w Polsce owi „sojusznicy" i „partnerzy" zwraca im się po wielokroć na koszt „polskich fellachów" (określenie lorda D'Abernona z czasów, kiedy został przerzucony znad Nilu do nadzorowania nadwiślańskich dzikusów).

Najważniejsze hipotezy waszczologii, czyli sposobu patrzenia na stosunki międzynarodowe i pozycję w nich Polski przez szefa MSZ zdają się przedstawiać następująco: głównymi graczami na arenie światowej są i pozostaną państwa a dysponentami ich interesów narody; architektura światowych finansów, produkcji i handlu stanowi nadbudowę nad oligarchiczną bazą kontrolowaną przez kilka mocarstw utrzymujących pozory demokracji i wolności gospodarczej w celu bardziej efektywnej realizacji swych interesów narodowych; zachodni system sojuszy jest jedyną realną opcją gwarantującą przetrwanie i rozwój Polski, jednak UE i NATO nie stanowią jego jedynej i ostatecznej formy i mogą podlegać transformacji. I najważniejsze: bez zasadniczego przewartościowania zasad funkcjonowania naszego kraju w polityce międzynarodowej nie ma co marzyć o wyrwaniu się z „pułapki średniego dochodu" (to takie poprawne polityczne określenie państwa o statusie kolonialnym) i uczynienia z przestrzeni miedzy Odrą i Bugiem kraju dynamicznego, dostatniego i komfortowego dla życia.

O ile ta diagnoza jest słuszna, to stosowana od początku jego ministrowania i nasilona w ostatnich dniach terapia budzi wątpliwości co do perspektyw przeżycia pacjenta: szczytem naiwności byłoby wierzyć, iż ci, którym udało się kupić, wypożyczyć czy ukraść kawałki polskiej suwerenności będą je teraz dobrowolnie oddawać po pierwszym krzyku spod nastroszonych wąsów.

Waszczologia jest bowiem nauką stosowaną, która wymaga nie tylko wiedzy i doświadczenia, ale także odpowiednich narzędzi i odzieży ochronnej. I przede wszystkim pragmatyzmu, bo choć, jak mawiał Józef Beck „próba sprzeciwienia się złemu jest zawsze najpiękniejszą możliwością działalności politycznej", to jednak w tej branży częściej sprawdzają się słowa Talleyranda, iż „człowiek został obdarowany mową po to, aby ukryć swoje myśli".

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Jarek, Wiktor dwa bratanki
Rok Kaczora
Witold Waszczykowski: jesteśmy członkiem NATO klasy B
Tagi:
Prawo i Sprawiedliwość, MSZ, NATO, Unia Europejska, Witold Waszczykowski, Bruksela, UE, Francja, Niemcy, USA, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz