04:21 06 Sierpień 2020
Opinie
Krótki link
5521
Subskrybuj nas na

Przekreślono marzenia Turcji o regionalnym przywództwie, kiedy Ankara podjęła decyzję o udziale w narastającym konflikcie religijnym na Bliskim Wschodzie.

Po osłabieniu pozycji Turcji z powodu zestrzelenia rosyjskiego samolotu, Ankara więcej nie pretenduje na status regionalnego bliskowschodniego mocarstwa – pisze na łamach „Al-Monitor” dziennikarz Cengiz Candar.

Jeśli były jakiekolwiek wątpliwości, to niedawne rozpaczliwe próby rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju Turcji uniknięcia wzmagającej się międzynarodowej izolacji kraju powinny je rozwiać: Ankara podjęła „nieprzemyślaną decyzję” i przyłączyła się do koalicji arabskiej pod wodze Arabii Saudyjskiej w walce z terroryzmem.

Sojusz, wobec którego zdystansowały się Pakistan i Malezja, zdaniem wielu analityków, jest koalicją sunnicką, przy pomocy której Rijad chce osłabić wpływy Iranu w regionie. – Stając w jednym szeregu z Komorami, Mali i Nigerią w koalicji pod wodzą Arabii Saudyjskiej Turcja straciła prawo do pretendowania na status sunnickiego państwa – przeciwwagi Iranowi – pisze Candar.

Kolejnym dowodem na cichą rezygnację Turcji z roszczeń do stania się regionalnym mocarstwem jest zbliżenie z Izraelem. Na początku stycznia turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan oświadczył, że „Turcja i Izrael potrzebują siebie nawzajem”. Zdaniem Candara, prezydent w taki sposób ocenił zmieniając się sytuację geopolityczną w regionie i dał do zrozumienia, że Ankara nie dąży do podważania regionalnej roli Izraela.

Turcja, popierając jednocześnie koalicję sunnicką Arabii Saudyjskiej i Izrael, najbardziej antyirański kraj w regionie, nie tylko rezygnuje z roszczeń do dominacji nad regionem, ale i występuje przeciwko Iranowi, jak nigdy wcześniej.

Ponadto konflikt między Rijadem a Teheranem, który wybuch z nową siłą na początku miesiąca, jeszcze bardziej skomplikował realizację regionalnych planów przez Turcję, zwłaszcza w Syrii.

Nie ma wątpliwości co do tego, że ostatnie działania Ankary są jedynie konsekwencją osłabienia jej pozycji po tym, jak tureckie siły powietrze zestrzeliły rosyjski samolot nad Syrią pod koniec listopada.

Pojawiła się opinia, że podjęte przez Ankarę kroki zarówno wobec Arabii Saudyjskiej, jak i Izraela pozytywnie ocenił Waszyngton. Jednak niedawna wizyta w Turcji przewodniczącego Kolegium Szefów Sztabów Sił Zbrojnych USA generała Josepha Dunforda wyjawiła „główne źródło niepokojów” w stosunkach między Stanami Zjednoczonymi a Turcją: popieranie przez Waszyngton syryjskich Kurdów.

Chodzi o odziały samoobrony, kurdyjskie organizacje, które skutecznie walczą z Państwem Islamskim w Syrii. Ankara obawia się, że przy ich pomocy powstanie „kurdyjski korytarz” na północy kraju. Nie leży to w interesach Turcji, która prawdopodobnie będzie próbowała deprecjonować ich sukcesy.

Jednak Kurdom w Syrii pomagają Stany Zjednoczone, w związku z czym pojawia się pytanie: jakie stanowisko zajmie Waszyngton wobec Ankary, zwłaszcza po wizycie  Dunforda, jeśli USA wezmą pod uwagę wszystkie sprzeczności w kwestii Kurdów.

Candar cytuje amerykańskiego eksperta ds. Syrii Joshuę Landisa: jeśli kurdyjskie oddziały będą pomagać w walce z Daesh, a nie Erdogan, sojusz między Waszyngtonem a Partią Pracujących Kurdystanu przetrwa i w przyszłości.

Turcję i Erdogana, który traci pozycję na arenie międzynarodowej, czekają bardzo trudne czasy.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Stratfor: za 10 lat Polska silniejsza i bardziej wpływowa niż Niemcy
American Conserative: dlaczego w Ameryce zniekształca się wizerunek Rosji
„Der Spiegel” opublikował tajny raport o porażce NATO w Afganistanie
Tagi:
hegemonia, Partia Pracujących Kurdystanu, Daesh (Państwo Islamskie), Recep Tayyip Erdogan, Arabia Saudyjska, Iran, Turcja, USA, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz