08:12 20 Styczeń 2021
Opinie
Krótki link
15663
Subskrybuj nas na

Ekskluzywny wywiad Dmitrija Rogozina, wicepremiera Rosji, z korespondentką serbskiego wydania Sputnika Liubinki Milincic.

Liubinka Milincic: Jak Rosja może pomóc Serbii właściwie zareagować na działania Chorwacji, która prawdopodobnie otrzyma od Stanów Zjednoczonych uzbrojenie ofensywne?

Dmitrij Rogozin: Rosja ze zrozumieniem odnosi się do tego, jakim sposobem Serbia chce wzmocnić swoje bezpieczeństwo. Dostarczenie Serbii systemów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej nie stanowi zagrożenia dla innych krajów. Rosja z jednakowym zrozumieniem odnosi się do Chorwacji i do innych państw, z którymi współpracuje.

Moskwa w żadnym wypadku nie chce, by ewentualne zaopatrzenia zbrojne ze strony Rosji były odbierane przez Chorwatów i przez inne państwa jako wymierzone przeciwko nim. Robimy to dla Serbii, a nie przeciwko komuś. Co się zaś tyczy tego, jakie to będą systemy — ta kwestia zależy od ekspertów wojskowych. To oni mają określić, co będzie odpowiednie dla Serbów, zarówno pod względem ich możliwości finansowych, jak i skuteczności użycia.

U Rosji także pojawia się wiele pytań, gdy patrzy na to, jaki typ uzbrojenia rozmieszczany jest w państwach NATO sąsiadujących z Serbią. Informacja o tym, że system uderzeniowy może pojawić się w sąsiednim z Serbią kraju nie napawa optymizmem. Rosja chce dostarczać Serbii wyłącznie defensywne systemy, a nie ofensywne. A czymże innym są naziemne urządzenia rakietowe? To nie tarcza, lecz miecz. I kiedy nasi chorwaccy partnerzy starają się nabyć (albo kiedy ktoś nakłania ich do tego — to jeszcze inna sprawa) ofensywne uzbrojenie, to pojawia się u nas pytanie — a przeciwko komu? Przeciw komu państwa regionu nabywają systemy rakietowe o zasięgu 270-300 km? Dlatego też w pełni rozumiemy uczucie zagrożenie, jakie zaczęło odczuwać kierownictwo Serbii.   

LM: Czy dobrze Pana rozumiem: jeszcze nie podjęto decyzji w sprawie tego, na jakie uzbrojenie może liczyć Serbia, ale może być pewna, że Rosja stanie w jej obronie, i że nie będzie powtórki z 1999 roku?

DR: Oczywiście. Dzisiejsza Rosja to nie Rosja 1999 roku. Prezydent się zmienił, ludzie będący u władzy się zmienili, i nasze Siły Powietrzno-Kosmiczne w Syrii udowodniły, że Rosja należy już do innej ligi.

I nim nadejdzie 2020 rok, w miarę jak będziemy realizować nasz program zbrojeniowy, Rosja przekształci się w kraj z najnowocześniejszą armią w Europie, o wyposażeniu, które prześcignie pod względem jakościowym amerykańskie i każde inne. Prezydent Rosji codziennie i ze szczególną uwagą zajmuje się tą kwestią, omawiamy z nim wszelkie niuanse tego programu. Dziś wszyscy widzą, w jak krótkim interwale czasu Rosja potrafiła przerzucić ogromne siły i środki na Bliski Wschód, do Syrii. Nikt się tego nie spodziewał. Dokonując tego, pokazaliśmy wszystkim, jak bardzo zwiększyły się możliwości Rosji.

LM: Proszę nam powiedzieć szczegółowiej o rosyjskim programie modernizacji sił zbrojnych…

DR: U Rosji pojawią się całkiem nowe wojska rakietowe strategicznego przeznaczenia, mobilne siły szybkiego reagowania wyposażone w nowe lotnictwo, nowe uzbrojenie strzeleckie, nowe czołgi, bardzo dużo systemów zrobotyzowanych.

Wszystkim wydaje się, że Rosja to ogromny kraj. W rzeczywistości, Rosja liczy zaledwie 146 mln ludzi. To Francja i Niemcy razem wzięte. Pytanie: jak milionowa armia może zapewnić bezpieczeństwo największego państwa świata? Dlatego tak duży nacisk kładziemy na tworzenie zrobotyzowanych systemów wojskowych, w których żołnierz walczy nie sam, lecz steruje robotami bojowymi.

Dziś jesteśmy na etapie tworzenia broni intelektualnej. Armata na przykład nie jest jakimś tam sobie wozem bojowym. To czołg, którym, w razie konieczności, można na odległość sterować. To czołg-robot. Można więc powiedzieć, że dzisiejsze wojsko rosyjskie to wojsko inżynierów, wojsko ludzi z wyższym wykształceniem.

Już dzisiaj walczymy z terrorystami nie wręcz, lecz na odległość, atakując ich pozycje bądź z akwenu Morza Kaspijskiego, bądź Morza Śródziemnego, i wykorzystując lotnictwo strategiczne. Robimy to w celu obrony naszego kraju przed terrorystami, bo są wśród nich obywatele Rosji, w szczególności pochodzący z regionu Północnego Kaukazu, i którzy w Syrii otrzymują doświadczenie bojowe. Nie chcemy, aby powrócili do kraju. Nie będę ukrywał, że jednocześnie możemy przyglądać się z jakim wynikiem działa nasze nowe uzbrojenie. Jesteśmy bardzo zadowoleni z ich działania.

LM: Jeśli się nie mylę, ma Pan czarnogórskie korzenie. Dziś Pana historyczna ojczyzna chce dołączyć do NATO. Jak Pan na to patrzy?

DR: Przykro patrzeć, że chce tego właśnie Czarnogóra. Będzie tego jeszcze żałować. Mam na myśli nie naród. Obywateli nikt nie pyta o zdanie — nie było żadnego plebiscytu w tej sprawie. Ta decyzja jest decyzją grupki ludzi, którzy najwyraźniej nie mogą inaczej postąpić z racji swojego zaślepienia. Pozbawia się ich najwyraźniej prawa podejmowania decyzji zgodnie z wolą narodu.

Dobrze znam NATO. To rojowisko identycznie myślących ludzi podporządkowanych woli Stanów Zjednoczonych. Jak można chcieć wstępować w organizację, która jeszcze niedawno ostrzeliwała Jugosławię? A Czarnogóra była jej częścią. Nie pojmuję tego i nigdy nie pojmę. Ale myślę, że Czarnogórcy swoje słowo wypowiedzą.

LM: Wie Pan oczywiście, że na Serbię wywierana jest presja po to, żeby również wstąpiła do tego sojuszu. I pojawiły się nawet słuchy, że są plany włączenia całych Bałkanów do NATO przed 2020 rokiem…

DR: Nie ma żadnego NATO!  Jest po prostu atlantycki klub, w którym wszyscy głosują tak, jak im powiedzą Amerykanie. Nie zagwarantuje to nikomu większego bezpieczeństwa. W skład organizacji wchodzą kraje, które są w trudnych relacjach między sobą, które nie pałają do siebie wielką sympatią. NATO to przeżytek z okresu Zimnej Wojny, a dla Amerykańców sposób wytłumaczenia się z faktu, że do dnia dzisiejszego są obecni w Europie na poziomie wojskowym.

Co takim Czarnogórcom, czy Serbom da członkostwo w NATO? Niczego nie da. Wręcz przeciwnie. Zmusi się ich do nabywania drogiej amerykańskiej broni, tego starego chłamu, który nikomu nie jest potrzebny, i do słuchania się „starszych". Bo NATO to organizacja dla słabych i bezwolnych polityków.

LM: A jeśli Serbia otrzyma rosyjskie uzbrojenie, nie zmieni to nic w relacjach pomiędzy Belgradem i Waszyngtonem?

DR: Amerykanie kupują u nas różne różności: i helikoptery, i silniki rakietowe, dlatego że sami takich nie mają. Ale innym już zabraniać będą. Dlaczego? Dlatego, że chcą, by inni kupowali amerykańską broń, droższą i gorszej jakości.  Egoizm przenika Waszyngton na wskroś. Ameryka trzyma się jedynie zasady grubej siły, pospolitej konkurencji z Rosją. Konkurujemy z Ameryką na rynku zbrojeniowym. Oni zajmują pierwsze miejsce z racji swoich wpływów, a my drugie, i tego miejsca nie zamierzamy nikomu oddawać. Na eksporcie uzbrojenia zarabiamy jakieś 15 mld dolarów rocznie. Są kraje, którym od lat dostarczamy uzbrojenie, i żaden z nich nie wyrzeknie się jego. Tym bardziej teraz, kiedy w pełni zmodernizowaliśmy fabryki zbrojeniowe. Dlatego Serbom oczywiście nikt nie będzie przyklaskiwać za to, że zakupili u Rosji broń. Raczej powiedzą im: „Jak pośmieliście?". Tym bardziej Serbowie powinni działać samodzielnie!

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Politolog o słowach Obamy nt. rosyjskiej gospodarki: jestem zaskoczony, że nadal żyjemy
Rosja przystąpiła do produkcji superciężkiej rakiety
Rosja przystąpiła do realizacji kontraktu na dostawę S-300 do Iranu
Tagi:
NATO, Dmitrij Rogozin, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz