Widgets Magazine
06:25 24 Lipiec 2019
Biały Dom w Waszyngtonie

Foreign Policy: 7 błędów Stanów Zjednoczonych w polityce zagranicznej

© Fotolia / Andreykr
Opinie
Krótki link
2300

Amerykański profesor Stephen Walt opowiedział na łamach gazety Foreign Policy o siedmiu zasadniczych błędach Stanów Zjednoczonych w polityce zagranicznej, a także o tym, czego można było by uniknąć, gdyby amerykańscy liderzy reprezentowali inne podejście.

Amerykański profesor Stephen Walt ukazał na siedem błędów w polityce zagranicznej, jakich dopuszczali się trzej ostatni prezydenci Stanów Zjednoczonych, w tym także względem Rosji, i podzielił się swoim zdaniem na temat tego, w jaki sposób można ich było uniknąć. W jego ocenie, przy rozwiązywaniu problemów z zakresu polityki zagranicznej amerykańscy liderzy nie wykazują się dostatecznym realizmem. Walt wskazuje w szczególności na fakt, że realiści wierzą w to, że siła wojskowa jest ważnym instrumentem obrony niezależności i suwerenności, ale przyznaje jednocześnie, że jej użycie może doprowadzić do nieprzewidzianych skutków.

Realiście uważają ponadto, że w polityce międzynarodowej państwa powinny liczyć wyłącznie na siebie, bowiem nie ma czegoś takiego jak „rząd światowy", który chroniłby jedne kraje przed drugimi. Za główne zadanie państwa uznają oni zapewnienie bezpieczeństwa narodowego i ochronę interesów państwowych. Zdaniem Walta, w ostatnich latach w Stanach Zjednoczonych dominował bądź liberalny internacjonalizm (wśród demokratów), bądź neokonserwatyzm (pośród republikanów). Podejścia te Walt ocenia jako nieskuteczne.

„Czy Stany Zjednoczone i reszta świata byłyby dzisiaj w lepszej kondycji, gdyby ostatni trzej prezydenci hołdowali zasadom realizmu zamiast pozwalać wieść prym liberałom i neokonserwatystom? Odpowiedź brzmi — tak" — pisze Walt.

Walt wyodrębnia siedem „największych błędów" Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej, popełnionych, w jego ocenie, przez Billa Clintona, George'a Busha i Baracka Obamę. Zdaniem autora, błędów tych można było uniknąć.

Realiści z łatwością by zrozumieli, że próby wciągania Gruzji lub Ukrainy „na Zachód" wywołają ostrą reakcję ze strony Rosji, a także, że Moskwa będzie w stanie tym próbom przeszkodzić. Jednocześnie — mówi Walt — takie podejście nie oszczędziłoby Ukrainie bałaganu, ale Krym chociażby pozostałby w jej składzie i nie doszłoby do wojny w Donbasie. Relacje Stanów Zjednoczonych i Rosji byłyby w rezultacie w dużo lepszym stanie, a w Europie Wschodniej byłoby bezpieczniej.

Ponadto, Stany Zjednoczone rządzone przez realistów nie upierałyby się przy rozszerzeniu bloku NATO w latach 90., albo zatrzymaliby się na Czechach, Węgrach i Polsce. „Realiści rozumieją, że wielkie mocarstwa dbają ze szczególną uwagą o to, by na ich granicach, albo w bezpośrednim od nich sąsiedztwie, stacjonowały siły. Tacy eksperci jak George Kennan (amerykańscy dyplomata, były ambasador USA w Rosji — red.), przestrzegał przed tym, że rozszerzenie NATO nieuchronnie popsuje relacje z Moskwą" — wyjaśnia Walt.

Jak mówi, przyjęcie nowych członków w skład sojuszu bynajmniej nie umocniło NATO. Stany Zjednoczone osiągnęły w danej kwestii to, co, zdaniem analityka, można by nazwać „klasyczną mieszaniną pychy i źle rozumianej geopolityki". Walt zwraca też uwagę na Bliski Wschód. Jego zdaniem, gdyby tylko George Bush słuchał realistów, nie wtargnął by do Iraku w 2003 roku, a „Państwo Islamskie" nie ujrzało by światła dziennego.

Gdyby tylko Waszyngton zrezygnował z polityki „podwójnego wstrzymywania" Iraku i Iranu w Zatoce Perskiej, Stany Zjednoczone mogłyby uniknąć zamachów z 11 września 2001 roku. Właśnie ta polityka wymusiła na Waszyngtonie długoterminową obecność w państwach znad Zatoki Perskiej, co, zdaniem Walta, stało się powodem niezadowolenia ze strony byłego lidera „Al-Kaidy" Osamy bin Ladena. Stany Zjednoczone same przetarły drogę do tych zamachów — uważa amerykański profesor.

Realiści też przewidzieli fiasko amerykańskiej operacji w Afganistanie, w szczególności po tym, jak wojna Iraku dała Talibanowi możliwość przegrupowania swoich sił. Stany Zjednoczone mogłyby oszczędzić znacznie więcej ludzi i środków — zauważa Walt.

Realistyczne podejście odniosłoby pozytywny skutek także w relacjach z Iranem. Walt chwali Waszyngton za porozumienie z Teheranem w sprawie irańskiego programu nuklearnego, ale zauważa, że można by je było osiągnąć na korzystniejszych warunkach, gdyby tylko postarano się o nie wcześniej — w czasie, gdy irańska infrastruktura jądrowa była mniej rozwinięta.

Jeszcze jeden błąd Stanów Zjednoczonych to „osobliwe relacje" z Izraelem, które, zdaniem Walta, przyniosły szkodę obu stronom. Protestuje on przede wszystkim przeciwko bezwarunkowemu poparciu przez Waszyngton Tel-Awiwa w kwestii palestyńskiej.

I bez wątpienia realiści podpowiedzieliby Baracku Obamie, że obalanie libijskiego lidera Muammara Kadafiego i tworzenie jeszcze jednego niesamodzielnego państwa nikomu nie przyniesie korzyści. I przekonaliby też amerykańskiego prezydenta, że potężna dyskredytacja prezydenta Syrii Baszara Asada bynajmniej nie jest w interesach USA.

Zobacz również:

Telegraph: sprawdziły się „prorocze” słowa Kadafiego
National Review: USA powinny przyznać rację Putinowi w Syrii
Tagi:
polityka zagraniczna, Foreign Policy, Bill Clinton, Stephen Walt, George Bush, Barack Obama, Stany Zjednoczone
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz