01:09 01 Kwiecień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
31643
Subskrybuj nas na

Normalizacja stosunków z Rosją to dla obecnego rządu - bardziej niż dla któregokolwiek innego - kwestia być albo nie być. Fakt, iż ostatnie spotkanie w Moskwie obyło się bez skandalu, wyzwisk i wzajemnych obwinień wskazuje na głębię istniejącej między naszymi krajami wspólnoty interesów.

Piszący te słowa, jak chyba większość naszych rodaków nie spodziewał się po obecnej ekipie konstruktywnych kroków w polityce wschodniej. Sądząc po znanych od lat poglądach Jarosława Kaczyńskiego i jego przybocznych na temat Rosji i tym bardziej biorąc pod uwagę stosowaną przez nich wobec tego kraju retorykę (Rosja jest dla PiS-u od lat dyżurnym wrogiem zewnętrznym, przy pomocy którego można przechodzić do porządku dziennego nad własnymi niedociągnięciami wewnątrz kraju i mobilizować wokół siebie społeczeństwo pod hasłami walki z zewnętrznym „zagrożeniem") można było uznać kolejne cztery lata za całkowicie stracone nie tylko dla stosunków polsko — rosyjskich, ale w ogóle dla umacniania strategicznej, gospodarczej i kulturowej pozycji naszego kraju na Wschodzie.

Ambasada w Moskwie i placówki w innych kluczowych dla pozycji Polski krajach byłego ZSRR miała małe szanse stać się czymkolwiek więcej niż tradycyjnie znienawidzoną w MSZ „zsyłką" obsadzaną z łapanki przez „dyplomatołków", których ignorancja idzie o lepsze z rusofobią. Bo nasze stosunki z Rosją wyglądają fatalnie wcale nie ze względu na jakieś wykute w granicie „obiektywne" przyczyny czy działanie niemożliwego do zneutralizowania historycznego fatum, ale między innymi dlatego, iż z ludźmi, których wysyłamy do Moskwy po prostu nie da się rozmawiać — budzą wstręt, niesmak i często po prostu czysto estetyczne (o moralnym czy intelektualnym nie wspominając) obrzydzenie. Po Kaczyńskim, jego rządzie, prezydencie i polityce zagranicznej, nikt nic dobrego się nie spodziewał i dlatego, kiedy jeden z najlepszych specjalistów od Wschodu a do tego jeszcze doskonały dyplomata, wiceminister Ziółkowski pojechał do Moskwy, wszyscy wstrzymali oddech.

Zakończone niedawno spotkanie zapoznawcze może zadać dynamikę całej polityki zagranicznej Polski w najbliższych czterech latach. W przeciwieństwie bowiem do Tuska i podobnych mu metropolitycznych postpolaków, dla których posiadanie i wyrażanie poglądów (innych niż obowiązkowy zestaw prezentowany w redakcyjnym komentarzu dowolnej gazety europejskiego mainstreamu — swoją drogą, zauważyliście Państwo, jaki stają się przez to nudne…) stanowi powód do wstydu, Naczelnik Państwa poglądy posiada i są one jednoznaczne, co nawet u mnie, który często z nimi się nie zgada budzi pewien szacunek. Jeżeli, na co wszystko wskazuje, Jarosław Kaczyński chce prowadzić jednocześnie wojnę na trzech frontach: z Niemcami czyli niemal absolutną władzą ich kapitału nad polskimi finansami i gospodarka, z UE i jej próbami wymuszania na państwach członkowskich przyspieszenia i pogłębienia integracji wbrew woli narodów i z wrogiem wewnętrznym a więc tymi, których obrażony dziś na Prezesa „trzeci bliźniak" nazwał niegdyś „łże elitą", to nie ma wyjścia i musi jak najszybciej zamknąć konflikty na wschodzie i uczynić z krajów byłego ZSRR i przede wszystkim najważniejszego z nich czyli Rosji aktywa swojej rozgrywki na innych odcinkach. Dlatego właśnie, niezależnie od osobistych poglądów, to właśnie obecnej ekipie rządzącej powinno najbardziej zależeć na tym, aby moskiewska karta była w ich ręku a nie w ręku Berlina czy Brukseli: służyła polskiemu rządowi do rozgrywania polskich interesów a nie mocarstwom ościennym do tych interesów zarzynania.

Nie znamy treści rozmów w pałacyku na Spiridonowce, jest jednak oczywiste, iż zarówno dla Moskwy, jak i dla Warszawy spotkanie Ziółkowskiego z Titowem było czymś znacznie ważniejszym niż „zaplanowanymi od roku rutynowymi konsultacjami na poziomie wiceministrów". Władze naszych krajów po prostu obwąchują się, sondując możliwości wykorzystania szansy, którą stwarza sytuacja podejmowanych przez Zachód prób izolacji Polski i Rosji. I, jeżeli po spotkaniu zapoznawczym, nie tylko obyło się bez skandalu, ale w eter popłynęły pozytywne sygnały, to znaczy, iż nawet na tym tradycyjnie najtrudniejszym dla naszej dyplomacji kierunku jest szansa na dobrą zmianę.

Jedyne, co każe wątpić w sukces jest konsekwentna fiksacja polityków PiS i kierowanych przez nich dyplomatów i urzędników na kwestii Smoleńska. Trudno mi wdawać się w dywagacje na ten temat, nie znam bowiem odczuć i emocji wszystkich tych, którzy stracili w katastrofie najbliższych. Jako podatnik i obywatel chciałbym po prostu, aby nasze państwo prowadziło politykę oparta na racjonalnym rachunku zysków i strat i nie stawało się zakładnikiem stanu emocjonalnego jakiejś grupy czy tym bardziej jednego człowieka. Wygląda bowiem na to, iż PiS zdecydowane jest rozgrywać kartą smoleńską, przy czym nie tyle w stosunkach z Rosją (na to nie ma szans), ale w polityce wewnętrznej — dla mobilizacji emocji społecznych i pogrążania politycznych przeciwników. Uzależniając poprawę relacji z największym wschodnim sąsiadem od ustalenia przyczyn katastrofy, partia rządząca rozpisała swoisty przetarg na prawdę, w którym niechybnie wezmą aktywny udział nie tylko jej członkowie, ale wszyscy, dla których granie nastrojami ludu stanowi źródło władzy, autorytetu i dochodów.

W tym momencie, Prezes Kaczyński staje przed wyborem, który niechybnie czeka każdego, kto wziął się za trudne rzemiosło sprawowania władzy: honor czy skuteczność, moralność czy interes, względy osobiste czy dobro państwa. Jeżeli uczyni całą Polskę zakładniczką gry o własną wizję historii sprzed sześciu lat — przegra, a w raz z nim my wszyscy. Jeżeli wzniesie się ponad osobiste uprzedzenia i uściśnie wyciągniętą przez Moskwę rękę do zgody, to możliwe będą w polityce europejskiej zagrywki, które nie śniły się nawet najtęższym cwaniakom od studiów strategicznych.

Poglądy wyrażone w tym artykule są prywatnymi opiniami autora i mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Polska: KOD znów protestuje. Tym razem „w obronie Twojej wolności"
Polska - Rosja: szansa na przełom
Tagi:
Władimir Titow, Marek Ziółkowski, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz