05:16 14 Grudzień 2017
Warszawa-1°C
Moskwa+ 0°C
Na żywo
    Lider PO Grzegorz Schetyna

    Wataha dożyna się sama

    © AFP 2017/ Samuel Kubani
    Opinie
    Krótki link
    Jakub Korejba
    14980

    Politycy partii rządzącej mogą otwierać szampana z okazji nadciągającej stypy po opozycji. Główna jej siła dokonuje bowiem właśnie samolikwidacji: tak samo mało spektakularnej, bylejakiej i pozbawionej stylu jak jej nowo wybrany lider.

    Wybór Grzegorza Schetyny na stanowisko przewodniczącego PO jest symbolicznym przyznaniem się tej partii przed sobą i wyborcami, iż wybory przegrała jak najbardziej zasłużenie i najwyższy czas przemieścić się z politycznej sceny na śmietnik historii. „Nowy" lider opozycji, który jak w soczewce skupia wszystkie jej stare wady nie stanie się dla niej mesjaszem, ale grabarzem.

    Polityk ten bowiem w najbardziej jaskrawy, wręcz pomnikowy sposób prezentuje sobą wszystkie te aspekty polskiej polityki, które Polacy w roku minionym gremialnie odrzucili dając do zrozumienia, iż dla oczyszczenia z nich kraju, gotowi oddać władze nawet najbardziej nielubianemu „przyspieszaczowi z siekierą".

    A więc, ograniczając się do najważniejszych cech PO i Polski pod jej rządami, Grzegorz Schetyna to:

    Kolesiostwo. Czyli zakulisowe rozstrzyganie o najważniejszych sprawach państwa, poza stworzonymi w tym celu instytucjami, normami prawa i zwyczaju, procedurami i miejscami. To właśnie on, któremu Najwyższy wyjątkowo poskąpił charyzmy, elokwencji i pięknej buźki zawsze był najbardziej skutecznym graczem drugiego planu: cichym kombinatorem, partyjnym cynglem, bezlitosnym kadrowym, wewnętrzną bezpieką PO. I właśnie takie metody uprawiania polityki w partii i państwie, które swoją najwyższą formę uzyskały za schyłkowego Tuska u Sowy i przyjaciół wyborcy jednoznacznie odrzucili w wyborach.

    Niekompetencja. Bo, mimo, iż pełnił on w swojej karierze wiele najważniejszych funkcji w państwie, to kto poda choć jeden przykład kojarzącego się z jego działalnością sukcesu? Ministrowanie, przewodniczenie, marszałkowanie, ba, nawet pełnienie obowiązków prezydenta Najjaśniejszej było dla niego tylko odskocznią do tego, co jego partyjna koleżanka plastycznie określiła mianem „kręcenia lodów". To ostatni, naprawdę ostatni człowiek, który może Polaków do czegokolwiek zmotywować i zainspirować.

    Trudne do jednoznacznej interpretacji (a więc do jasnej oceny w kategoriach uczciwy — nieuczciwy) związki biznesu z polityką. Jeszcze z czasów wrocławskich za Schetyną ciągnie się sława drobnego cwaniaczka, z tych, co to mogą zaśpiewać o sobie Kobuszewskim: „prochu nie wymyślę, nie napiszę wiersza, talentem nie byłem, nie trafiałem w sedno, ale jeszcze w szkole potrafiłem jedno…" I właśnie to jedno, czyli pozbawione skrupułów i odarte z jakichkolwiek manier cwaniakowanie zawsze wychodziło mu doskonale. A właśnie takich ludzi Polacy mają najbardziej dosyć po oktawie rządów „lumpenliberałów".

    Bezideowość. I nie chodzi tylko o to, że przez całe swoje kończące się właśnie polityczne życie Schetyna zmieniał partie jak rękawiczki, ale o to, że brak jakichkolwiek ram ideowych jest podstawą jego politycznego credo. Zachowuje się on dokładnie tak, jak Bronisław Komorowski w przededniu przegranych przez siebie wyborów, mówiąc Polakom, iż polityka jest jaka jest i inna nie będzie, sorry, takich mamy polityków i macie na nas głosować, bo jak nie to przyjdzie straszny Kaczor i zrobi tu katotaliban i wojnę z Rosją. A przecież gołym okiem widać, iż w walącej się pod własnym ciężarem Europie i będącej w ideowej ruinie Polsce naprawdę potrzeba dziś mężów stanu.

    Szef MSZ Polski Witold Waszczykowski
    © AP Photo/ Czarek Sokolowski
    Listę wad Schetyny można by przedłużać niemal w nieskończoność, ale nie ma po co, bo i tak wiadomo, iż jest ostatnim, kto może wyciągnąć PO z marazmu i choćby przedłużyć jej istnienie, bo o powrocie do władzy nie ma mowy, co dobitnie pokazują konsekwentnie dążące do dna notowania tej partii.

    Słabość największej partii opozycyjnej, jedynej, która w obecnych warunkach mogłaby stworzyć sensowną alternatywę dla obecnych rządów (o strukturalnie ograniczonych do niewielkiej kanapy możliwościach Petru pisałem innym razem i przyjdzie mi jeszcze wrócić do tego tematu, bo śmiech mnie bierze, jak słyszę zachwyty, iż to on zbawi Polskę od „Kaczora") nie jest wcale dobrą wiadomością: ani dla obywateli, ani dla rządzących. Istotą demokracji jest bowiem możliwość wyboru, a więc zmiany rządzących wtedy, kiedy stojący u steru władzy przestają zachowywać się optymalnie dla interesów większości. A, żeby taki wybór był realny, to trzeba mieć z kogo wybierać i w tym kontekście należy skonstatować, iż w ostatnich dniach możliwości te zostały w Polsce niezwykle uszczuplone. Wybór Schetyny na lidera opozycji świadczy o tym, iż Kaczyński po prostu nie ma w tej chwili z kim przegrać, co stawia go w niebezpiecznej sytuacji ulegania pokusom władzy bez jakichkolwiek konsekwencji.

    Będąc u szczytu potęgi i popularności, były kolega partyjny Schetyny, jego poprzednik w MSZ — cie i następca na funkcji Marszałka Sejmu wypowiedział słowa bardzo znamienne dla całego stylu uprawiania polityki przez formację, na której czele on właśnie stanął: „Jeszcze jedna bitwa, jeszcze dorżniemy watahę, wygramy tę batalię". On sam, jako polityk, dyplomata, autorytet i generalnie facet mający w Polsce jakiekolwiek perspektywy już się dorżnął. I wszystko wskazuje na to, iż zamroczona smokiem partia postanowiła gremialnie i bezzwłocznie pójść w jego ślady.

    Poglądy wyrażone w tym artykule są prywatnymi opiniami autora i mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Schetyna Today czyli Polska "Sputnikiem" Europy
    Schetyna: żadne miasto i żaden kraj nie może czuć się bezpiecznie
    Tagi:
    Platforma Obywatelska, Grzegorz Schetyna, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz