15:30 03 Grudzień 2020
Opinie
Krótki link
14951
Subskrybuj nas na

Agenci amerykańskiego wywiadu z trudem radzą sobie na misjach zagranicznych, bo nie znają lokalnego języka i kultury. Często kończy się to niepowodzeniem misji, a nawet czyjąś śmiercią.

Słaba znajomość języka  i rotacja pracowników prowadzi do nieefektywnej pracy CIA i regularnych klęsk, uważa były pracownik Centralnej Agencji Wywiadowczej, dyrektor wykonawczy organizacji non-profit The Council for the National Interest Philip Giraldi.

— Oczywiście nikt nie wdzierał się na terytorium Stanów Zjednoczonych od czasów Pancho Villi w 1916 roku, ale wszystkie wojny po 1945 roku były niepotrzebne, niejednoznaczne lub przegrane, bo wywiad wielokrotnie był zaskakiwany przez konkurentów i wrogów – pisze Giraldi na łamach „American Conservative”.

Autor jako przykład podaje atak na konsulat w Benghazi, podczas którego zginął amerykański ambasador w Libii i inni pracownicy placówki dyplomatycznej. Szef oddziału CIA w tym mieście tłumaczył się, że pomoc wysłano zbyt późno, bo trochę czasu zajęło wyjaśnienie, co się dzieje, i otrzymanie wsparcie lokalnych sił. Według „The Washington Post”, wcześniej był on na placówce w Ameryce Łacińskiej, a do Afganistanu i Iraku został wysłany na krótko i, zdaniem Philipa Giraldi, ledwo znał arabski i paszto. To normalna praktyka w CIA, której pracownicy uważają służbę w punktach zapalnych za szczebel w karierze.

— Krótkie wyjazdy mają na celu wysłanie pracownika bez eskorty, w wyniku czego agenci bez doświadczenia zamieniają agentów z ograniczonym doświadczeniem. Jakby kasowali bilet, a to jest formuła klęski – pisze były agent CIA.

Aby opanować arabski, potrzebne są dwa lata. Nikt w środku kariery nie chce tracić tyle czasu i wysiłku. Tym bardziej, że znajomość języków obcych nie pomaga w karierze. To samo dzieje się i z łatwiejszymi europejskimi językami.

— Zastępca dyrektora ds. operacji, który był zaniepokojony tym, że agenci CIA nie znają języków, zakazał wysyłania na misję tych, którzy nie zdali testu językowego. Po kilku miesiącach poddał się, bo zrozumiał, że problemu nie da się rozwiązać – wyjaśnia Giraldi. W wyniku dyplomaci i wywiadowcy poza granicami kraju zamieniają się w „ślepców  prowadzących ślepców”.

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan
© AP Photo / Basin Bulbul, Presidential Press Service Pool
Radziecka szkoła – przeciwnie — zwracała ogromną uwagę na przygotowanie agentów.

– Podczas zimnej wojny radzieccy agenci latami uczyli się języków i kultury innych krajów, zanim gdzieś pojechali. Nawet kupowali lokalną odzież i buty, by nie wyróżniać się zewnętrznie. Znajdując się w danym  kraju latami, stawali się ekspertami i znali wszystkie niuanse pracy w tym środowisku – pisze autor.

— Kto lepiej poradzi sobie z pracą w innym kraju, Amerykanie czy Rosjanie?— pyta były pracownik Centralnej Agencji Wywiadowczej Philip Giraldi.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Rozmowy ws. Syrii: opozycja domaga się poprawy sytuacji humanitarnej
Niemki zapisują się na kursy samoobrony
„Triumf” strzeże nieba nad Moskwą
Tagi:
CIA, USA, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz