08:14 21 Październik 2018
Na żywo
    Znak drogowy na tle flag UE

    Tekturowe mocarstwo

    © AP Photo / Virginia Mayo
    Opinie
    Krótki link
    Jakub Korejba
    60974

    Exposé szefa polskiej dyplomacji, było nie tyle planem na przyszłość, ile bezlitosnym podsumowaniem polityki poprzedników i konstatacją żałosnego położenia Polski w świecie. Problem w tym, iż mało w nim konstruktywnych nowości, za to w skoncentrowanej formie prezentuje tradycyjne mity, fobie i stereotypy.

    Minister kultury Rosji Władimir Medinski
    © Sputnik . Jekatierina Sztukina
    Z podstawową hipotezą ministra Waszczykowskiego trudno się nie zgodzić: rzeczywistość członkostwa zarówno w NATO, jak i UE nie spełniła naszych oczekiwań: w jednej i drugiej organizacji jesteśmy państwem drugiej kategorii, wysługującym się mocarstwom w zamian za poklepywania po ramieniu i zapewnienia o przyjaźni żywcem przypominające atmosferę „sojuszu z Francją" i „brytyjskich gwarancji" z wiosny 1939 roku. A ponieważ wyjście z obu tych struktur jest w chwili obecnej właściwie niemożliwe (choć warto zastanowić się nad rachunkiem zysków i strat) nie ma wątpliwości, iż formuła naszego w nich uczestnictwa wymaga głębokiej rewizji. Dlatego postulaty autonomizacji polskiego procesu decyzyjnego w ramach UE i zmuszenia NATO do pracy na rzecz rzeczywistego wzmocnienia naszej suwerenności uznać należy za jak najbardziej odpowiadające polskiemu interesowi narodowemu. Problemy zaczynają się w momencie, w którym szef MSZ przechodzi do tego, jak konkretnie wyglądać będą te działania pod jego kierownictwem — nie proponuje bowiem rozwiązania ani jednego z istniejących problemów, choć rzeczywiście, niektóre z nich po raz pierwszy otwarcie i publicznie nazywa po imieniu.

    Problem pierwszy: Niemcy. Jest oczywiste, iż stan totalnego uzależnienia gospodarczego od zachodniego sąsiada, status półkolonii, w którym znaleźliśmy się po ćwierćwieczu praktykowania „strategicznego partnerstwa" jest nie do przyjęcia nie tyle z powodów historycznych czy higieny ideologicznej, ale wynika z najbardziej podstawowych praw ekonomii: jeszcze kilka dziesięcioleci drenowania Polski z najważniejszych zasobów i rzeczywiście zostanie tu sienkiewiczowska „…kamieni kupa". Suwerenność, a więc stosunek planu wykonanego do zamierzeń, ilość woli politycznej przetworzonej na realia jest bowiem funkcją posiadanych zasobów: im więcej terytorium, ludzi, kapitału i wiedzy znajduje się pod (bezpośrednią czy pośrednią) kontrolą tego czy innego rządu, tym państwo jest potężniejsze a jego mieszkańcy bogatsi. A nasz problem z Niemcami polega na tym, iż gros tych zasobów w Polsce kontrolują właśnie oni, bezpośrednio lub z pomocą transnarodowych korporacji i brukselskich czynowników.

    Problem drugi: USA. Wiara w zbawczą moc sojuszu z największym mocarstwem świata i naiwne przekonanie o tego sojuszu wzajemności jest tradycyjnym błędem z uporem maniaka powtarzanym przez kolejną ekipę konsekwentnie stosująca się do zasad doktryny „brzydkiej panny bez posagu", żeby nie użyć bardziej dosadnego sikoryzmu. W skrócie, nasze stosunki z Ameryką polegają na bezkrytycznym i beznadziejnym przekonaniu, iż wypełnianie przez Polskę roli antyrosyjskiego harcownika w Europie Wschodniej oraz inne usługi wobec hegemona (Irak, Afganistan, więzienia CIA) jest jedyną szansą zaistnienia na arenie międzynarodowej: w razie konkretyzacji zagrożenia, tylko przekonanie Wuja Sama, iż taki lojalny klient może się jeszcze do czegoś przydać będzie dla nas szansą na uzyskanie jakiejkolwiek pomocy. Programowe wyzbycie się suwerenności w stosunkach z USA (czego nie robią na przykład inni, prawdziwi sojusznicy a nie satelity Waszyngtonu, takie jak Turcja, Izrael czy choćby Pakistan) powoduje jednak, iż kraj nasz, jego ludność i dążenia traktowane są całkowicie przedmiotowo: w decyzjach Waszyngtonu dotyczących Polski, nasze interesy po prostu nie istnieją jako czynnik, co dobitnie pokazały ujawnione przez Wikileaks depesze amerykańskich dyplomatów.

    Lider PO Grzegorz Schetyna
    © AFP 2018 / Samuel Kubani
    Problem trzeci: Europa Wschodnia. Ponieważ na uczestnictwo w tzw. „wielkiej polityce" Polska nie ma ani sił, ani pieniędzy ani wewnętrznego i zewnętrznego przyzwolenia, nowy rząd wysuwa propozycję, aby swoje ambicje realizować w skali regionalnej: to właśnie nasi postkomunistyczni sąsiedzi od Bałtyku do Morza Czarnego mają stać się adresatami polskiej oferty kształtowania stosunków międzynarodowych i obiektem „dyplomacji wartości". Brzmi dobrze, problem „jedynie" w tym, iż koncepcja upodmiotowienia polskiej polityki zagranicznej w oparciu o mniejszych i biedniejszych jest kompletnie pozbawiona sensu: mnożenie nędzy, dziadostwa i niemocy na nędzę dziadostwo i niemoc nie pomoże a prawdopodobnie tylko zaszkodzi naszej pozycji międzynarodowej.

    Reasumując, największym rozczarowaniem podejścia nowego rządu do polityki zagranicznej i generalnie tożsamości międzynarodowej Polski jest właśnie to, co w swym komentarzu podczas debaty pochwalił Grzegorz Schetyna a więc „ciągłość i kontynuacja". Jest to bowiem ciągłość koncepcyjnego marazmu i kontynuacja trwania w błędach dodatkowo okraszona tyleż pompatyczną co śmieszną pseudo-mocarstwową retoryką. Nowy rząd i jego dyplomacja powinni bowiem zdecydować się na odważne zerwanie z utartymi złymi zwyczajami i popatrzeć na nasz potencjał, możliwości i partnerów po nowemu. Bez tego bowiem nigdy nie ruszymy do przodu, pozostaniemy tekturowym mocarstewkiem i będziemy w kółko zadawać sobie te same, wieczne polskie pytania: Jak żyć? Co robić? Kto kogo? I najważniejsze: czyja to wina?

     

    Poglądy wyrażone w tym artykule są prywatnymi opiniami autora i mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Francuzi: "Pokazujesz nam to, co skrywają przed nami zachodnie media"
    W szkole w szwedzkim mieście Karlstadt doszło do wybuchu
    Skąd u bojowników Daesh europejskie dzieci?
    Tagi:
    Izrael, USA, Niemcy, Francja, Unia Europejska, UE, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz