Widgets Magazine
15:40 21 Wrzesień 2019
Plac Zamkowy w Warszawie

Stracony powrót posła

© Zdjęcie: Dennis Jarvis
Opinie
Krótki link
Autor
27873
Subskrybuj nas na

Ambasador Rosji w imieniu swojego państwa pukał nie tyle do drzwi polskiego MSZ ale do zastygłych w historycznych stereotypach, kompleksach i urazach umysłów naszych polityków. Pukał, ale wszystko wskazuje na to, iż mu nie otworzono.

Siergiej Andriejew nie przyjechał na Szucha składać zaległe życzenia świąteczne. Przyjechał, aby złożyć Polsce historyczną ofertę dokonania zwrotu w naszych dwustronnych stosunkach: przejścia od skupiania się na prowadzących donikąd swarach o rzeczy dawno minione do konstruktywnego, szczerego i pragmatycznego dialogu na temat przyszłości. Wbrew bowiem kasandrycznym prognozom domorosłych specjalistów od strategii i histerycznym zaklęciom „znawców Rosji" (nieprzypadkowo większość z nich to z wykształcenia historycy albo dziennikarze), tego właśnie chce dziś Federacja Rosyjska: partnerskich, przewidywalnych i wzajemnie korzystnych stosunków ze wszystkimi państwami Europy. Tylko cyniczny manipulator lub zwykły ignorant (jednych i drugich jest w polskiej przestrzeni informacyjnej dostatek) może oskarżać ten kraj o „skłonności imperialne" lub „próby rozsadzenia Europy". Że niby co? Rosja miałaby za pieniądze swoich podatników utrzymywać Gruzję, Ukrainę, Kraje Bałtyckie, Polskę…? Absurd.

Niestety, stosunki polsko — rosyjskie od lat opierają się na absurdzie. Bo przecież nie jest normalną sytuacja, w której dwa braterskie słowiańskie, od tysiąca lat przenikające się kulturowo, niemal idealnie komplementarne ekonomicznie kraje posiadają stosunki przypominające stan niewypowiedzianej zimnej wojny. Że pole gigantycznego potencjału współpracy leży odłogiem, podczas, gdy miliardowe interesy z Rosją robią inny, dalsi od niej geograficznie, kulturowo, politycznie i gospodarczo niż my. Postawa tym bardziej trudna do zrozumienia, iż sytuacja w Europie i na świecie składa się tak, iż Polska i Rosja, chyba kompletnie niezależnie od woli swoich polityków stają się dziś naturalnymi sojusznikami. Polska potrzebuje dziś swego największego wschodniego sąsiada i są na to ważne przyczyny:

Pierwsza — polityczna. Wybijająca się na suwerenność od uzurpującej sobie coraz szersze i głębsze kompetencje europejskiej biurokracji Polska napotyka na zrozumiały z punktu widzenia logiki funkcjonowania systemu międzynarodowego zaciekły opór. Układ sił wygląda tak, iż wewnątrz UE mamy mało sojuszników, a te państwa, które rozumieją czy nawet podzielają nasz punkt widzenia są albo za słabe, albo zbyt skore do przekupstwa, żeby w jakikolwiek sposób nam pomóc. W tej sytuacji, jedyną szansą na gruntowne zreformowanie naszej pozycji w Unii (na wzór Wielkiej Brytanii) jest znalezienie sojuszników spoza tej organizacji, z których najbardziej oczywistym dla kraju z naszym położeniem jest właśnie Rosja.

Druga — ekonomiczna. Położenie półkolonii — a więc obszaru spełniającego role rezerwuaru zasobów (głównie ludzkich), rynku zbytu zachodniej produkcji i taniego dostawcy nieskomplikowanych komponentów — nie jest jakimś zrządzeniem losu, „pułapką" średniego dochodu ale rezultatem konsekwentnej polityki naszych zachodnich partnerów w połączeniu z więcej niż „empatyczną" postawą wobec niej kolejnych polskich rządów. Nie ma więc żadnych szans, aby w ramach istniejącego porządku prawnego, instytucjonalnego i politycznego Zachód pozwolił nam wyjść z tej pułapki — nie po to tworzył struktury służące do utrzymywania Europy Wschodniej w posłuszeństwie, aby teraz dobrowolnie je demontować. Dlatego właśnie niezależność ekonomiczną (a bogactwo jest nieodzowną bazą suwerenności politycznej) wywalczyć możemy tylko w oparciu o rosyjskie surowce i rosyjski rynek zbytu.

Trzecia — kulturowo — cywilizacyjna. Od co najmniej kilku lat, nawet dla najmocniej zaczadzonych wyziewami (pseudo)liberalnej ideologii entuzjastów europejskiej federacji jest jasne, iż Europa pogubiła się nie tylko w kwestiach swoich korzeni, a więc przeszłości, ale także teraźniejszości i przyszłości. Kolejne instytucje, prawa i formaty współpracy są tworzone właściwie nie wiadomo po co, bo nikt już nie wie na czym polegać ma europejska tożsamość i jakie są te wartości, które łączyć mają nas we wspólnym z Niemcami, Francuzami i Holendrami domu. Sytuacja aksjologicznej próżni czyni Europę niezwykle wrażliwą na działania najbardziej radykalnych grup — tych wszystkich z różnych stron ideologicznego podziału, którzy dążąc do zawojowania sympatii mas dają proste odpowiedzi na trudne pytania stwarzając zagrożenia nie tylko istnieniu Unii Europejskiej, ale całej europejskiej cywilizacji. W tej sytuacji to właśnie Rosja pozostaje oazą tolerancji, zdrowego rozsądku i żywym przykładem funkcjonowania zasad, które pozwoliły niegdyś państwom europejskim przetrwać i rozwinąć się dla dobra swoich mieszkańców.

Niezależnie jednak od tego, co siedzi w zaczadzonych różnorakimi „izmami" i fobiami głowach mniej lub bardziej ważnych z naszych rodaków, świat jest miejscem racjonalnym, w którym rozum zawsze wygrywa z obłąkaniem. I właśnie to, jak mniemam chciał powiedzieć szefowi polskiej dyplomacji rosyjski poseł: jak Ursyn — Niemcewicz w swojej wydanej na krótko przed rozbiorami sztuce, przestrzec Polskę, iż są w świecie reguły gry, których ignorowanie jest nie tylko nieeleganckie, ale po prostu niekorzystne dla obywateli i groźne dla istnienia państwa. Że, Rosja naprawdę jest zainteresowana dobrymi stosunkami z Polską, ale, jeżeli nie spotka się z wzajemnością, to nie będzie miała innego wyjścia, jak tylko uznać, iż kraj nasz nie jest w stanie prowadzić się na międzynarodowej arenie w sposób podlegający racjonalnej analizie. I pozwolić Polakom samym ponosić konsekwencje własnych siejących zgorszenie na całą Europę politycznych grzechów popełnianych myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem.

Stosunki polsko — rosyjskie po raz pierwszy w XXI wieku znalazły się na zakręcie. I paradoksalnym zrządzeniem losu, po raz pierwszy od dawna nie jest to zakręt w złą, ale w dobrą stronę. Wystarczy zdjąć okulary narodowych kompleksów, wrzucić na luz historycznych uprzedzeń i wcisnąć hamulec rusofobii i naprawdę szybko można by dojechać do pojednania, taktycznego sojuszu i perspektyw na wspaniałe interesy. Niestety, wygląda na to, iż siedzący za kierownicą naszej polityki zagranicznej prowadzą tak, że właśnie wypadamy z drogi i niebawem tradycyjnie wylądujemy w rowie.

Poglądy wyrażone w tym artykule są prywatnymi opiniami autora i mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Stratfor: za 10 lat Polska silniejsza i bardziej wpływowa niż Niemcy
Media: W przypadku zerwania z Polską Merkel ryzykuje, że zostanie sama
Polska - Rosja: szansa na przełom
Tagi:
Siergiej Andriejew, Bałtyk, Gruzja, Europa, Francja, Niemcy, Rosja, Ukraina, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz