02:51 15 Lipiec 2020
Opinie
Krótki link
Autor
41006
Subskrybuj nas na

Dziś ma miejsce 105. rocznica urodzin Ronalda Willsona Reagana, bedącego 40. prezydentem USA.

Dziś ma miejsce 105. rocznica urodzin Ronalda Willsona Reagana, bedącego 40. prezydentem USA. Postaci, która przez wielu wschodnich Europejczyków (przyjmuję tutaj podział na Europę Wschodnią i Zachodnią z celowym pominięciem terminu "Europa Centralna," o który tak usilnie wielu się upomina chcąc niejako podkreślić, iż owo centralne miejsce jest być może gorsze niż zachodnie, lecz lepsze — bardziej "cywilizowane" — niż "wschodnie," bo bliższe mitycznemu "Zachodowi," którego to standardom kiedyś — w niedalekiej przyszłości — uda się sprostać) postrzegana jest jako zbawca tej części Europy. A co więcej —  jej "przyjaciel."

Data ta więc nie bez powodu posłuży mi do zobrazowania obecnej sytuacji geopolitycznej, gdzie Stany Zjednoczone znów zaczynaj posługiwać się retoryką rodem z okresu "zimnej wojny," jednoznacznie dążąc do antagonizacji Rosji poprzez takie posunięcia jak zatwierdzony pod koniec ubiegłego roku dokument o nazwie Intelligence Authorization Act for Fiscal Year 2016, m.in. na mocy którego (vide sekcja 338) Dyrektor Wywiadu Narodowego, który to urząd obecnie sprawuje James R. Clapper — ten sam, który opwiadał się za wysyłaniem broni przeciw   Rosji na Ukrainę — zobowiązany jest zająć się "oceną finansowania partii politycznych i organizacji pozarządowych w byłych republikach radzieckich i krajach Europy przez Federację Rosyjską i jej służby bezpieczeństwa i wywiadu," — co de facto w dużej mierze podyktowane jest przez lęk euroentuzjastów zaniepokojonych wynikami kwietniowego holenderskiego referendum w sprawie ratyfikacji umowy UE-Ukraina oraz (prawdę powiedziawszy) z góry skazanym na porażkę referendum brytyjskim odnośnie pozostania w Unii, którego to przeciwnicy straszą obywatelii brytyjskich wszelkimi możliwymi środkami, na czele listy których plasuje się o dziwo Rosja — jak również niedawne doniesienia NY Times'a o planach prezydenta Baracka Obamy (czyt. interwncjonistycznej administracji USA) dotyczących „znaczącego zwiększenia rozmieszczenia ciężkiej broni, pojazdów opancerzonych i innego sprzętu w krajach Europy środkowej i wschodniej, będących członkami NATO," co ma na celu rzekome „powstrzymywanie Rosji od dalszej agresji w tym regionie."

Powyższe działania wymierzone przeciw Rosji, których gorącym orędownikiem jest "konserwatywny" lub jak niedawno określił go analityk szanowanego (przy czym proszę brać poprawkę na użycie przeze mnie słowa "szanowany", nim wyleje się jad, który nagromadzi się w co poniektórych zacietrzewionych umysłach do końca — o ile dotrwasz drogi czytelniku — tego tekstu) amerykańskiego think tanku o nazwie CATO Institute, Doug Bandow, na łamach The National Interest "nacjonalistyczny" rząd Polski, zdaje się bazować właśnie na tej "romantycznej" paraleli, gdzie jakoby Wuj Sam — jak w przypadku Ronalda Reagana, słusznie postrzeganego za zagorzałego antykomunistę, który troche z innych pobudek niż ogólnie się przyjęło "stanął murem za polskimi braćmi i siostrami" — miał znów ująć się za "zagrożoną" Polską i otoczyć Jej mieszkańców parasolem opieki.

Nie wnikając w motywy wyżej wspomnianego działania — gdyż jak wiemy, obecna cenzura mediów w Polsce wzbrania posiadanie odmiennego zdania niż jaśnie panujący rząd, który to za pomocą swych mediów co rusz podkreśla swoją legitymację nabytą z woli większości narodu — warto powiedzieć sobie szczerze i w końcu zrozumieć, że stosunek Ameryki — będącej światowym mocarstwem, które realizuję swoją rację satnu nie tylko w najbliżej otaczającym ją regionie, ale wielu miejscach na świecie na raz — do Polski nie był, nie jest i nigdy nie będzie odbywać się na zasadach partnerskich, ani sprawiedliwych, a powodem tym jest oczywista asymetria potencjału oraz różnica intersów międzynarodowych obu krajów, który to fakt został potwierdzony m.in. przez sławetne „taśmy wstydu," na których tak bardzo znienawidzony — to przez odwrócenie się od partii PiS, a dokładniej Śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i późniejszą przynależność do partii PO, którą mało kto po 8 latach sprawowania władzy w Polsce wspomina z rozrzewnieniem, tudzież zwykłą zawiść wobec oksfordzkiego wykształcenia, kończąc na argumentach rasistowskich skierowanych wobec jego żony o pochodzeniu żydowskim — były minister spraw zagranicznych Polski, Radosław Sikorski miał „odwagę" wypowiedzieć słowa, które wypierane są ze świadomości narodowej, bo burzą mit, który po upadku muru berlińskiego — w dużej mierze przez wzgląd na chęć udowodnienia zachodnim sąsiadom, iż Polska uporała się z komunistycznymi demonami przeszłości, potęgowaną przez sławetną ideologię bazującą na szantażu emocjonalnym stosowanym wobec strony podrzędnej, którą idealnie obrazują te oto słowa: „kto nie z nami, ten przeciwko nam" — stara się konsekwentnie przeforsować, z dużym powodzeniem, do świadomości Polaków. 

Nie wchodząc zbytnio w meandry etyki (lub jej braku) polityki zagranicznej Ameryki należy pamiętać, że każda anglojęzyczna osoba wie, iż „kultura znajduje swe źródło w języku", stąd dyplomacja brytyjska (będąca modelem dla USA) jest niezrozumiała dla narodów wschodniej Europy, które myślą w trochę innych kategoriach niż wyżej wspomniane, a czego dobrym przykładem jest obserwacja wybitnego francuskiego pisarza,  Honoré de Balzac'a, który wyraził to w następujący sposób: „Zaszczepcie dziesięć procent angielskiej obłudy w charakter Polaków, tak szczery, tak otwarty, a szlachetny biały orzeł władałby dziś wszędzie tam, gdzie się wciska orzeł o dwu głowach. Nieco machiawelizmu byłoby ustrzegło Polskę od ocalenia Austrii, która sprowadziła jej podział; od zapożyczania się u Prus, lichwiarza, który ją podkopał, i od rozdwojenia w chwili pierwszego rozbioru."

Tak więc to co powszechnie przyjęło się przyjmować za akt przyjaźni, a mianowicie szacunek Ameryki względem Polski i Polaków, jest niczym innym jak zimną kalkulacją, która chwilami zdaje się korespondować z celami narodu polskiego, lecz w ogólnej ocenie motywowana jest globalnymi aspiracjami wpływów tegoż kraju, któremu na przeszkodzie stoi Rosja, z którą akademicy jak i policymakerzy w Stanach nie za bardzo wiedzą jak sobie poradzić — czego najlepszym dowodem są dywagacje Henry'ego Kissingera, amerykańskiego dyplomaty, który w latach 1969-1975 pełnił funkcję doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego, a w latach 1973-1977 sekretarza stanu  najpierw w administracji prezydenta Richarda Nixona, a później Geralda Forda, których syntezą wydaje się ubiegłoroczny wywiad dla wyżej wspomnianego The National Interest.

Jak wiadomo, to pułkownik Ryszard Jerzy Kukliński ps. „Jack Strong" był kluczową postacią, która przysłużyła się Amerykanom w infiltracji reżimu komunistycznego, gdzie jak możemy wyczytać na stronie Instytutu Reagana w Polsce: „w ciągu ostatnich 40 lat nikt nie zaszkodził systemowi komunistycznemu tak bardzo, jak właśnie pułkownik Ryszard Kukliński, który nie tylko przekazywał Amerykanom regularnie tajne dokumenty Układu Warszawskiego, ale np. poinformował wcześniej administrację Reagana o planach wprowadzenia w Polsce stanu wojennego."

Lojalność, umiłowanie wolności, bezwarunkowa troska o dobro permamentnie zagrożonej ojczyzny oraz  niebagatelna inteligencja Polaków, której są świadomi zrówno Amerykanie jak i Brytyjczycy — ci ostatni skutecznie wykorzystujący owe przymioty podczas II wojny światowej — są niejako cnotą i przekleństwem, prowadzącym Polski naród co rusz to na manowce.

I tak  niedawno, bo 4 lata temu, Michael Reagan będący synem sławnego ojca, po raz kolejny uderzył w owy „słaby punkt" Polaków odwołując się do romantycznej przeszłości: „Mamy teraz prezydenta, który wycofał się z systemu obrony przeciwrakietowej w Polsce i Czechach. Nie rozumie on, że należy wspierać tę część świata, która odzyskała wolność dzięki pracy Ronalda Reagana i Papieża Jana Pawła II. Jan Paweł II nie dokonałby tego bez Reagana, a Reagan nie dokonałby tego bez Jana Pawła II. Dziś nie widać żadnej współpracy między Watykanem a Waszyngtonem i z tego względu świat ma dziś tyle problemów. Świat potrzebuje świadomości, że Ameryka czuwa, a jeśli jej nie ma, natychmiast wkrada się nieład…," dodając również, iż „Stany Zjednoczone zabezpieczają swoje tyły przez kłanianie się Putinowi, którego marzeniem jest rekonstrukcja Związku Sowieckiego, tyle że tym razem na Bliskim Wschodzie…"

Jakkolwiek idiotyczne wypowiedzi dotyczące chęci rekonstrukcji ZSRR przez współczesną Rosję, konkluduje dosyć ciekawe zakończenie — dające sporo do myślenia osobom, które umieją czytać miedzy wierszami — gdzie na pytanie syna o pobudki ojca dotyczące zostania prezydentem USA, Ronald Reagan miał odpowiedzieć w następujący sposób: „Zbyt wiele lat patrzyłem na naszych prezydentów zasiadających razem z sowieckimi sekretarzami generalnymi i słuchałem, jak gensekowie oczekują, że zrezygnujemy z czegoś, tylko dlatego, że im tak pasuje. Mam dość patrzenia, jak Ameryka z czegoś rezygnuje tylko po to, żeby ugłaskać Związek Sowiecki. Chciałbym być pierwszym prezydentem USA, który usiądzie do stołu z sekretarzem generalnym Związku Sowieckiego, ale to ja wybiorę stół, i krzesło, i miejsce. A gdy on powie mi, z czego mam zrezygnować w imię dobrych stosunków, to ja wtedy wstanę z krzesła, przejdę wokół stołu, nachylę się nad nim i szepnę mu do ucha: „Niet"."

Próżność? Chęć stania się narodowym bohaterem? Owszem! Wszystko to kosztem oddalonego kraju na wschodzie Europy, którego zaufanie tak łatwo można sobie zaskarbić wzniosłymi hasłami, czarem, i zapewnieniami o oddaniu i trosce o byt Jego mieszkańców. 

Bazując na ogólnym nastawienie Polaków do Rosjan, których w powszechnym mniemaniu ocenia się przez pryzmat doznanych krzywd podczas okupacji radzickiej, a owocem której stała się panująca w Polsce rusofobia skutecznie podsycana przez zachodnie media, które jakikolwiek przejaw kwestionowania słuszności "ewangelii" swej cywilizacji niosącej "wolność, sprawiedliwość, ekonomiczny rozwój" — i kilka innych haseł, których poddaniu pod wątpliwość mogły by posłużyć przykłady krajów Bliskiego Wschodu, na których to terenach starano się zaprowadzić "demokrację" made in America — nazywają "putinizacją polityki" w danym kraju, skutecznie degradując go do roli usłusznego wasala.

Przykład to nie pierwszy gdzie omnipotentny hegemon wysługuje się społecznością lokalną w danym regionie aby zminimalizować ryzyko niebezpieczeństwa na swoim terenie i ewentualnie ugrać czas na implementacje planu awaryjnego, bo dobrze znany np. z Radzieckiej interwencji w Afganistanie, gdzie rząd USA wspierał partyzantke mudżahedinów, którzy po zakończeniu 9 letniej wojny — stając się już nieużyteczni — przeksztłcili się w grupę terrorstyczną o nazwie Al Kaida, której po dziś dzień jakimś cudem nie jest się w stanie zlikwidować lub też celowo nie chce — tak jak na początku tygodnia podczas konferencji prasowej we Włoszech, gdzie na spotkaniu Johna Kerry'ego wraz z szefem tamtejszego MSZ Paolo Gentilonim jedna z dziennikarek wykrzyczała, iż Isis zostało stworzone przez USA, a dziś zagraża bezpośrednio Europie.

Nie łudząc się więc, że wyłożone w owym tekście tezy spotkają się z aprobatą dużej rzeszy czytelników, pragnę przypomnieć już tytułem końca słowa jednego z najwybitniejszych patriotów polskich, pełniącego rolę premierem Rządu na Uchodźstwie od 7 czerwca 1954 do 21 czerwca 1955, Stanisława „Cata" Mackiewicza, który już w roku 1947 w następujący sposób próbował ostrzec naród polski przed popełnianiem co rusz to tych samych błedów w polityce zagranicznej: „Jeśli wybuchnie wojna Ameryki z Rosją, to na pewno nie dlatego, aby Ameryka ujęła się za Polską, tak samo, jak wybuch wojny 1939 r. bynajmniej nie był skutkiem ujęcia się Anglii za nami, jak się nam naiwnie zdawało. Chodzi więc o to, aby nam znowu nie wytłumaczono przy udziale Polaków o duszach agentów, że tu chodzi o Polskę, aby znów z nas nie zrobiono straży przedniej, „natchnienia świata" a potem nie sprzedano Niemcom, tak jak w wojnie ubiegłej sprzedano nas Rosji.

Aby się przeciwko temu zabezpieczyć, musimy nie zakrywać oczu na najbliższą przeszłość, lecz przeciwnie jak najuważniej się jej przypatrywać i poznać całą jej brutalność i cynizm.

Powinniśmy przebieg ostatniej wojny i stosunek, w czasie jej trwania, mocarstw do Polski pilnie studiować, aby uniknąć tych wszystkich błędów, któreśmy poczynili w czasie wojny ostatniej. Nie powinniśmy pierwsi wskakiwać do boju, nie powinniśmy niszczyć Ojczyzny walką z podziemi, nie powinniśmy wszystkiego zawierzyć sojuszowi z wielkimi mocarstwami."

Poglądy wyrażone w tym artykule są prywatnymi opiniami autora i mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Polska ciągnie gazociąg z Norwegii
Polska: KOD znów protestuje. Tym razem „w obronie Twojej wolności"
KE skontroluje, czy Polska nie wycina drzew w Puszczy Białowieskiej
Tagi:
Platforma Obywatelska, Ronald Reagan, Radosław Sikorski, Lech Kaczyński, ZSRR, Afganistan, Czechy, Europa, Niemcy, USA, Rosja, Ukraina, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz