18:52 24 Luty 2021
Opinie
Krótki link
Autor
121045
Subskrybuj nas na

Wizyta Beaty Szydło w Budapeszcie nie jest wydarzeniem epokowym i nie odmieni układu sił w Europie. Stanowi jednak wyraźną deklarację ideową i może stać się początkiem ewolucji naszego regionu w kierunku o którym nie śniło się naszym filozofom.

Skłonny do emfazy i teatralnych gestów, wiecowy wyjadacz Wiktor Orban tym razem dotknął prawdy, kiedy po spotkaniu z polską premier entuzjastycznie stwierdził, iż ewolucja wypadków w Europie Środkowo — Wschodniej określi w najbliższych latach historię całej Europy. To bowiem w naszym regionie konkretne polityczne ucieleśnienie znajdują idee, które jeszcze niedawno obłożone były całkowitym brukselskim tabu: o funkcjonowaniu UE i pozycji w niej krajów naszego regionu można było mówić wyłącznie w superlatywach, z nabożną czcią i na kolanach, przy każdym słowie uważając, aby nie urazić „państw — założycieli" i stojących na straży ich dziedzictwa eurokratów.

Wszelkie zgrzyty i niejasności skrzętnie zamiatane były pod dywan, a coraz bardziej oczywiste strukturalne (a więc takie, które założone są w samej istocie funkcjonowania UE na obecnych zasadach i których nie da się usunąć bez zasadniczej reformy całości) problemy lekceważone były pod hasłami „przejściowych trudności" i „nieistotnych szczegółów". Pogrążająca się w niewydolności, stwarzająca problemy zamiast je rozwiązywać Unia całkowicie ignorowała głosy rozsądku zmierzające do podjęcia trudu reform i dopiero zagregowany wpływ kryzysu finansowego, fali uchodźców, groźby Brexitu i realnej szansy objęcia w czołowych państwach UE władzy przez skrajnych populistów przesunął postponowane jako oszołomstwo wołanie o opamiętanie z niszy „nacjonalistycznych urojeń" do mainstreamu europejskiego dyskursu.

Osobiście byłem przekonany, iż po zmasowanym zwycięstwie PiS-u i podjętych przez rząd Kaczyńskiego inicjatywach eurofederaści wraz z polskimi euro — kreolami załatwią sprawę „demokratycznego wyboru większości" tak, jak rozegrali kwestię wyborów w Austrii, referendum w Irlandii czy przyjęcia „pakietu pomocowego" w Grecji.

A jednak, mimo zachęt z brukselskiej góry i szczerych chęci warszawskiego dołu nie odważyli się i zawdzięczamy to trzem ludziom: Cameronowi (o czym w następnym tekście), Putinowi (którego boją się bardziej niż Kaczyńskiego) i Orbanowi właśnie.

Tworzący się na naszych oczach sojusz Wisły z Dunajem nie jest tylko koalicją zrozpaczonych i rozczarowanych. Jego podstawą jest stosunkowo rzadko spotykana w stosunkach międzynarodowych wspólnota poglądów, celów i interesów gospodarczych, która łączy kierownictwo obu państw. Oś Warszawa — Budapeszt posiada trzy mocne wsporniki:

Po pierwsze — ideologia. Orban i będąca awatarem Jarosława Kaczyńskiego Beata Szydło zgodni są w swoich poglądach co do zasad układania życia wewnątrz państw jak i między nimi w ramach wspólnoty europejskiej. Zarówno oni osobiście, jak i stojące za nimi partie i wyborcy w pełni zdają sobie sprawę, iż liberalny raj na Ziemi, który w pocie czoła budowano w UE przez ostatnie ćwierć wieku właśnie wali się w gruzy: w warstwie ideologicznej europejski projekt nie jest już w stanie nikogo do niczego zainspirować i jego fiasko jest tylko kwestią czasu o czym premier Węgier wiedział od dawna. Różnica między Szydło (i generalnie kaczystami) i Tuskiem jest taka, iż ona nie uważa, iż to coś złego — wręcz przeciwnie powrót do Europy ojczyzn jest tradycyjnym postulatem europejskich konserwatystów.

Po drugie — pieniądze. Zarówno Polska jak i Węgry czują się stanowczo niekomfortowo w roli pogrążającej się w „pułapce średniego dochodu" surowcowej okrainy niemieckiej gospodarki. Dla obu państw jest oczywiste, iż przekształcona w listek figowy mało finezyjnie przesłaniający rosnącą hegemonię największego członka Unia Europejska funkcjonuje w sposób coraz bardziej oczywisty przeciwko interesom mieszkańców państw, od głosów których zależy polityczna przyszłość obu ekip. I, o ile poprzedni polski rząd mógł liczyć na miękkie lądowanie w ukochanej „Bru", o tyle stygmatyzowani jako „autorytarni nacjonaliści" członkowie ekip Kaczyńskiego i Orbana swoje interesy oprzeć mogą wyłącznie na woli własnych narodów. A te będą dla nich skłonne tylko wtedy, jeżeli odczują realną poprawę jakości życia.

Po trzecie — geopolityka. Polska i Węgry przyjmują wobec istniejącego w regionie porządku pozycję państw — rewizjonistów. Oba państwa żyją przekonaniem, iż ich faktyczna rola w kształtowaniu stosunków w szeroko pojętej Europie Wschodniej nie odpowiada ani historycznym tradycjom, ani ambicjom elity ani rzeczywistemu potencjałowi — oba kraje, w mniemaniu swoich przywódców i znacznej części społeczeństwa od lat grają znacząco poniżej stawki i nie realizują posiadanego kapitału w postaci tworzenia strefy wpływów.

Zarówno Polska, jak i Węgry widzą siebie w roli regionalnego sworznia spajającego zgrupowane wokół nich mniejsze państwa: i tak się akurat składa, iż Warszawa i Budapeszt są w stanie pogodzić swoje interesy „dzieląc się" państwami Europy Środkowo — Wschodniej w sposób respektujący interesy partnera (proszę zwrócić uwagę, iż Kaczyński ani słowem nie skrytykował umowy stulecia na budowę elektrowni w Paks a Orban nie komentuje ruchów Polski w sprawie dalszych losów gazoportu i ukraińskiego tranzytu). A ponieważ zmiana granic w regionie jest dziś niemożliwa (tzn. po prostu nieopłacalna), ekspansja może dokonać się wyłącznie „innymi środkami": gospodarczymi, finansowymi i przy pomocy miękkiej siły.

Jak widać, Polska i Węgry mają w Europie dużo do zrobienia i dziś wygląda na to, iż Szydło z Orbanem gotowi są zatańczyć z Brukselą i Berlinem czardasza, któremu od paru już lat przygrywa węgierski premier. Oby tylko nie okazało się, iż za jakiś czas powtórzy on słowa swojego wybitnego ziomka Stefana Batorego: „Fantazji w Polakach dużo, ale gdy się słowa wyczerpią, do czynu ochoty i sił im brak".

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Orban: Węgry nigdy nie poprą sankcji wobec Polski
Viktor Orban: jesteśmy po prostu wypierani!
Szydło: Baltic Pipe pokona Nord Stream 2
Tagi:
migranci, gospodarka, Unia Europejska, Beata Szydło, Viktor Orban, Budapeszt, Bruksela, Węgry, Warszawa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz