12:50 17 Grudzień 2017
Warszawa+ 2°C
Moskwa+ 6°C
Na żywo
    Wyborcy z portretem Andrzeja Duda na tle podczas kampanii wyborczej

    Prawda i sprawiedliwość: Kiszczak rządzi Polską

    © AP Photo/ Czarek Sokolowski
    Opinie
    Krótki link
    Jakub Korejba
    31982

    Fakt, iż z powodu pudła zakurzonych papierów ze strychu wojskowego emeryta trzęsą się czołowe autorytety III RP i drży w posadach jej mit założycielski świadczy o jakości. Nie dokumentów, ale Polski w której żyjemy.

    O tym, iż wiele spośród pomnikowych figur byłej opozycji, delikatnie mówiąc koloryzuje w przedmiocie swoich życiorysów, redukując czerń i dodając pastelu wiedzieli w Polsce niemal wszyscy. O tym, iż setki kluczowych dla zrozumienia logiki współczesnej historii naszego kraju dokumentów było niszczone wiedziało wielu. Podczas zapoczątkowanych przy Okrągłym Stole przemian, przyszli prezydenci, ministrowie i posłowie chodzili do odczarowanego już szefa bezpieki, a on z anielski uśmiechem wrzucał przy nich zabójczo niebezpieczne akta do niszczarki i nalewał koniaczku.

    Drut kolczasty
    © AFP 2017/ Joe Klamar
    Nie wszyscy jednak wiedzieli, lub nie przyjmowali do wiadomości, iż Czesław Kiszczak nie tylko nie był idiotą, ale jednym z najbardziej przebiegłych, dalekowzrocznych i profesjonalnych ludzi w naszym kraju. Robił kopie. Po to, żeby zapewnić sobie bezpieczeństwo i wpływy, ale paradoksalnym zrządzeniem losu, właśnie dzięki temu nasze pokolenie będzie miało szansę poznania prawdy o własnym kraju, tak boleśnie zawłaszczonym przez fałszywych bohaterów, zamroczonych rządzą władzy fanatyków, wypranych z zasad cwaniaczków i cynicznych manipulatorów.

    Zza grobu Kiszczak otwiera nam wrota historii ojczyzny, niespodziewanie powracając na scenę historii, aby tak, jak za życia, a może nawet bardziej rządzić Polską, decydując o tym, kto zostanie wyniesiony do chwały a kto strącony w odmęty. Na Polanki w Gdańsku już rozległ się płacz i zgrzytanie zębów i idę o zakład, iż to nie ostatni pomnik, który runie pod naporem generalskiego archiwum.

    Witold Waszczykowski
    © AFP 2017/ Emmanuel Dunand
    Co więc się stało i cały czas dzieje się na naszych oczach? Patrząc na przebieg wydarzeń można sformułować trzy najbardziej prawdopodobne hipotezy:

    Hipoteza pierwsza — ludzki odruch. Nie można wykluczyć, iż popadająca w coraz większe kłopoty zdrowotne wdowa Kiszczakowa rzeczywiście potrzebowała pieniędzy na nagrobek, prezenty dla wnuków i Ukrainkę do sprzątania. W aspekcie materialnym można zrozumieć człowieka: w wieku i pozycji Marii Kiszczak, z jej życiorysem i przyzwyczajeniami niezwykle trudno, o ile w ogóle można, zmienić tryb życia i z zony drugiego człowieka w państwie stać się pogrążającą się w zapomnieniu ubogą emerytką. Jest tu jednak jeszcze ważniejszy aspekt moralny: jestem w stanie wyobrazić sobie jak bardzo bolesne i obrzydliwe było dla wdowy po szefie bezpieki patrzeć, jak w nowej, zbudowanej w końcu rękami jej męża Polsce, na najwyższych stanowiskach państwowych okazują się najgorsi szubrawcy bezwstydnie odziewający szaty mężów stanu, autorytetów moralnych i narodowych bohaterów, często w stylu „ja żem komunę obalił". I nie mogąc znieść spotykającej ją, jej męża i jemu podobnych dziejowej niesprawiedliwości. Po prostu, czysto po ludzku postanowiła upomnieć się o prawdę i sprawiedliwość.

    Hipoteza druga — zmowa generałów. Klasyczna i do dziś popularna w kręgach konserwatywnej prawicy miejska legenda głosi, iż oddając władze polityczną, elity PRL ze szczególnym uwzględnieniem dysponentów „tarczy i miecza" ustroju zabezpieczyli swoją wolność, dobrobyt i wpływy zabierając z pracy do domów kluczowe dokumenty operacyjne, w tym zwłaszcza te dotyczące stających się władzą opozycyjnych elit. Zgodnie z tą wersją, komunistyczni generałowie mieliby z ukrycia rządzić Polską, szantażując pnących się po szczeblach kariery swoich byłych podopiecznych, od czasu do czasu, dla dodania sobie wiarygodności ujawniając część posiadanych materiałów. W tej wersji, kompromat na Wałęsę ma być podkreśleniem, iż może i „Kaczor" i „Macior" przejęli pierwszą, drugą, trzecią i nawet czwartą władzę, ale w Polsce jest jeszcze piąta, która była, jest i ma pozostać nietykalna.

    Hipoteza trzecia — zagrywka Kaczyńskiego. Bez wątpienia najbardziej wpisująca się w scenariusz spiskowej teorii dziejów, ale pod pewnymi, kluczowymi względami najbardziej oczywista. W obecnej sytuacji bowiem na pytanie — „a kto na tym najbardziej zyska?" — jest tylko jedna odpowiedź: Naczelnik Państwa. Przy czym zarówno moralnie, jak i politycznie, osobiście, jak i organizacyjnie. Znając najnowszą historię Polski trudno bowiem uwierzyć, iż sprawy tej wagi dzieją się „od czapy" w wyniku przypadkowych zbiegów okoliczności — jeżeli wdowa po Kiszczaku lub jego koledzy z resortu chcieliby to zrobić, to trudno oczekiwać, iż sprawy nie przejęłyby (lub przynajmniej monitorowały) państwowe służby znajdujące się pod całkowitą kontrolą partii rządzącej.

    Założywszy prawdziwość tej wersji, odpalając Archiwum Kiszczaka, Kaczyński pokazuje zarówno opluwającemu go od ćwierć wieku (w ostatnim czasie w sposób przekraczający wszelkie etyczne i estetyczne granice) Wałęsie i wszystkim potencjalnie umoczonym we współpracę z SB politycznym wrogom, że po prostu ich zniszczy. Wałęsa, jako pomnik historii i narodowy bohater już nie istnieje (w dużym stopniu, mówiąc z rosyjska, unicztożył się sam, ale to materiał na inną, dobrą książkę), a Kaczyński machając kwitami na niego puszcza oko do wszystkich mających cokolwiek za uszami, niedwuznacznie sugerując, że jeszcze jedno słowo, jeszcze jeden bluzg, jedna sądowa fronda czy demonstracja i znowu jakaś wdowa po generale z Rakowieckiej może wpaść w finansowe tarapaty i zechcieć spieniężyć archiwum małżonka.

    Granica, drut kolczasty
    © Fotolia/ Kostyantyn Ivanyshen
    Ponadto, jest oczywiste, iż wypływające z ubeckich teczek kwity stanowią doskonały temat zastępczy, który budził będzie zainteresowanie elity i emocje gawiedzi jeszcze przez długie miesiące, pokrywając w mediach i rozmowach „na kuchni" wszelkie inne, potencjalnie niebezpieczne dla władzy tematy. W tym aspekcie, Archiwum Kiszczaka jest wrzutką dekady, która zapewni Kaczyńskiemu miesiące, a może i lata spokojnego rządzenia, niezależnie od tego czy odpalił ją on czy ktoś inny.

    Czesław Kiszczak powiedział kiedyś o Jarosławie Kaczyńskim, iż podczas pierwszego spotkania w Magdalence „zaimponował mu bystrym umysłem" i w czasie rozmów spodobał mu się „jako człowiek, który w trudnej sytuacji potrafi zachować się dowcipnie". Być może, przenikliwy generał nawet nie zdawał sobie sprawy jak bardzo dowcipnie.

    Jakub Korejba

    Poglądy wyrażone w tym artykule są prywatnymi opiniami autora i mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Azymut dla Polski
    Rosyjski dziennikarz Leonid Swiridow opuścił Polskę
    „Der Standard”: głównym problemem Europy w 2016 r. będzie Polska, a nie Ukraina
    Polska: Znów nadejdzie Rok Siedemnasty
    Doktryna szoku a la PiS
    Tagi:
    Lech Wałęsa, Czesław Kiszczak, Jarosław Kaczyński, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz