08:50 14 Grudzień 2018
Na żywo
    Polska Hajnówka

    Jakby ktoś do duszy napaskudził. Część III

    © Screenshot: Orthodox portal sobor.by
    Opinie
    Krótki link
    Justyna Samolińska
    13487

    Hajnówka. Kontrast pomiędzy miejscowymi - starszymi ludźmi z prowincji, a miejską młodzieżą z marszu jest uderzający i oczywisty. Przez myśl przemyka mi frazes o "młodych wykształconych z dużych ośrodków", tak absurdalny w tych okolicznościach.

    Jakby ktoś w twarz napluł

    Wiec powoli przenosi się pod kościół, gdzie ma się rozpocząć marsz. Idąc mijamy kolejne autokary, z których wysypuje się zwieziona z całej Polski patriotyczna młodzież z biało-czerwonymi opaskami na ramionach i zwiniętymi na razie transparentami. Zaczynam rozmowę ze starszym mężczyzną, Mikołajem Worończukiem. Jest z wsi Wiluki, przyjechał do Hajnówki z żoną. Rozmawia z nią używając wspaniałej, śpiewnej mowy, pomieszania polskiego, ukraińskiego i białoruskiego, po polsku mówi słabo. Trudno określić jego wiek, ma twarz ogorzałą od pracy na świeżym powietrzu i imponującą żywotność. Jego wieś spłonęła w ‘45 roku, twierdzi, że to sprawka "Burego", jednak w rzeczywistości za pacyfikację Wiluków odpowiedzialny był sam "Łupaszka".

    Worończuk opowiada o babci, która była tzw. bieżeńcem. W czasie I wojny światowej wojska carskie przymusowo ewakuowały ludność prawosławną w głąb Rosji. Babcia wróciła po wojnie. — Kiedy oni przyszli, wie pani, zieloni z lasu — "zielonymi" nazywa wojska AK i NSW — kiedy oni przyszli, powiedzieli babci "wracaj do mateczki Rasiji". Jakiej Rasiji? My stąd, my tu żyli! — denerwuje się. — Babcia nie mówiła po polsku, pytali: "Jak to, nie mówisz po polsku, tu była Polska 20 lat!" A ona nieuczona była, miała 4 klasy. Prawosławni nie mogli mieć nigdy więcej niż 4 klasy, kiedy się miała nauczyć?— pyta.

    Po pacyfikacji Wiluków w ‘45 roku jego rodzinie zostało 1,5 m płotu, domostwo i zabudowania zostały spalone, zginęły też wszystkie zwierzęta gospodarskie. Worończuk z odrazą i bezradnością patrzy na zbierający się pod kościołem tłum. — Czy oni w ogóle wiedzą, co tu się działo? Po co oni przyjechali? Kto ich tu przywiózł?— denerwuje się. Pamięta, jak kilka lat temu spotkał na drodze rekonstruktorów na koniach, w mundurach. — Przebrani za zielonych. Jak mnie spotkali, to się śmiali i salutowali. Nic z tego nie rozumieją — mówi. Spalenie Wiluków przeżył też ojciec innego gapia; na jego oczach zabito losowo wybranego sąsiada, on przeżył, żołnierz strzelił nad jego głową i pozwolił mu uciec. — Wie pani, niech sobie świętują tych Żołnierzy Wyklętych — stwierdza jakiś młody chłopak. — Ale tego "Burego" niech zostawią w spokoju, niech nam go tu nie pokazują, bo to proszę pani nie jest w porządku.

    Ktoś wspomina o Łabędzkim, przez chwilę wszyscy pomstują na katechetę. — Wie pani, jak patrzę na to co się dzieje, to czuję, jakby mi ktoś do duszy napaskudził. Może ja pójdę i im opowiem, może zapytam, co myślą o grabieżach, o morderstwach — mówi. — Nie idź, obiją — protestuje natychmiast jego żona.

    — Serce boli — mówi pani Irena, elegancka starsza pani w płaszczu. Jej dziadek był jednym z zamordowanych furmanów. — Serce boli, jak patrzę na to. Jak zabrali dziadka, to babcia chodziła, szukała, 50 kilometrów zeszła, nogi odmroziła, nie znalazła. Dużo później się dowiedzieli, że dziadek nie żyje. I teraz ten, co go zabił, to bohater, rodzina dostała odszkodowanie, pomniki mu stawiają, marsze jego pamięci organizują. Jakby ktoś napluł na nas.

    Wszyscy zgadzają się teoretycznie co do tego, że świętowanie 1 marca jest słuszne i że wśród tzw. żołnierzy wyklętych byli patrioci i bohaterowie; nikt otwarcie nie podważa sensu ich walki. — Niech pani też napisze koniecznie o milicjantach — mówi jednak w pewnym momencie jedna z kobiet. — To byli młodzi ludzie, uczciwi, porządni często. Tylu ich wymordowali, wie pani, serce się kraje — tłumaczy, a wszyscy kiwają głowami z aprobatą.

    Raz sierpem raz młotem

    Pod kościołem zebrał się już spory tłum, ok. 100-150 osób. W zebranej po drugiej stronie ulicy grupce trwa dyskusja na temat strategii postępowania — część uważa, że decyzja cerkwi była niedobra i że trzeba się przeciwstawiać, inni — że nie ma sensu zwiększać napięcia, a marsz należy zignorować. Chodzę wokół, szukając kogoś, kto miałby pozytywny stosunek do demonstracji, znajduję tylko jednego mężczyznę, który — o dziwo — ma na sobie mundur ORMO. Pytam, czy oryginalny. — Tak, bo ja jestem proszę pani, emerytowanych ormowcem. I tak, uważam, że ten marsz jest bardzo dobry i mi się on bardzo podoba — stwierdza radośnie, patrzę mu w oczy i nie jestem w stanie stwierdzić, czy mówi poważnie czy nie. Narodowcy też czują się chyba lekko oszołomieni tym zwolennikiem.

    Grupa nacjonalistów rusza ostatecznie spod kościoła. Hajnowian jest w niej bardzo niewielu, Narodowa Hajnówka okazuje się liczyć ok. 5-8 osób. Znaczną większość uczestników stanowią członkowie ONR z Białegostoku i Warszawy, jest też białostocki Klub Gazety Polskiej, ze znanych twarzy widać Artura Zawiszę. Średnia wieku uczestników jest na oko o jakieś 30 lat niższa niż obserwatorów. Kontrast pomiędzy miejscowymi — starszymi ludźmi z prowincji, a miejską młodzieżą z marszu jest uderzający i oczywisty. Przez myśl przemyka mi frazes o "młodych wykształconych z dużych ośrodków", tak absurdalny w tych okolicznościach. Marsz rozpoczyna się "Mazurkiem Dąbrowskiego", po odśpiewaniu tłum rusza. Skandowane hasła brzmią i chyba mają brzmieć jak groźby "Bando wyklęta, Hajnówka ciebie pamięta", "Raz sierpem raz młotem, czerwoną hołotę", "A na drzewach zamiast liści wisieć będą komuniści". Na końcu jest przemowa, odczytujący ją młody chłopak, który — jak twierdzi — sam jest prawosławny, kolejny raz tłumaczy, że "Bury" mordował tylko osoby współpracujące z NKWD.

    Polska
    © Sputnik . Filip Klimashevsky
    — To są, proszę pani, faszyści — mówi przyglądający się im starszy mężczyzna. — Nazywajmy rzeczy po imieniu, to są faszyści — otwarcie wskazuje palcem przechodząca obok grupkę oenerowców, dziewczyna z opaską z mieczykiem Chrobrego na ramieniu i mocno umalowanymi ustami odwraca się i patrzy na niego z pogardą.

    Marsz miał się skończyć mszą, jednak żaden z hajnowskich kościołów nie zdecydował się otworzyć Obozowi Narodowo-Radykalnemu swoich drzwi.

    Justyna Samolińska, polska publicystka, gazeta internetowa strajk.eu

    Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Juncker: Ukraina nie przystąpi do NATO i UE w ciągu najbliższych 20-25 lat
    „Wolna Europa" przemieszcza się do Moskwy
    Jeździ sobie betoniarka, czyli – rzecz o dinozaurach
    Azarow: Ukraina wpadła w pułapkę i wraca do Petlurowszczyzny
    Tagi:
    II wojna światowa, Żołnierze wyklęci, PRL, Hajnówka, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz