17:51 26 Wrzesień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
30480
Subskrybuj nas na

Polskie media są zgodne: Bernie Sanders, cudownie objawiony amerykański niezależny socjalista, przegra wyścig o prezydencką nominację Demokratów ze stanowiącą ucieleśnienie partyjnego establishmentu Hillary Clinton. Być może. Ale to nie znaczy, że można o nim zapomnieć.

Swoim startem i niespodziewaną popularnością Sanders już zmienił Partię Demokratyczną — a są tacy, którzy twierdzą, że wywrze też trwały wpływ na całość amerykańskiej polityki.

Magdalena Ogórek, kandydatka SLD na prezydenta Polski
© AFP 2020 / JANEK SKARZYNSKI
Syn żydowskich emigrantów z Polski reprezentuje w Senacie USA Vermont:  maleńki skrawek ziemi na północy, zaludniony (słabo) przez białą postępową  ludność z francuskimi korzeniami i bliskimi więzami z sąsiednią Kanadą. Vermont był pierwszym amerykańskim stanem, który zalegalizował małżeństwa gejowskie — i ostatnim, który wpuścił na swój teren sieć  supermarketów Wall-Mart, stanowiącą uosobienie amerykańskiej toksycznej korporacji opartej na wyzysku i chciwości. Bernie wygrywa tu wybory od 1991 roku, ale jeszcze sześć miesięcy temu nikt poza Vermontem o nim nie słyszał.

Triumfalny marsz Sandersa przez sondaże był dla niego samego szokiem nie mniejszym niż dla establishmentu Partii Demokratycznej. Jego sukcesy opierały się na czymś, co Amerykanie nazywają „grassroots" — co oznacza dokładnie „korzenie traw" i symbolizuje oddolny ruch społeczny lub obywatelski. W przypadku Sandersa — jego rosnące polityczne zaplecze składa się z ludzi, którzy podzielają jego niezgodę na dyktat multimiliarderów, wyraźną niechęć do „korporacyjnej Ameryki" i protest wobec państwa rządzonego z Wall Street. Jego pomysły, uważane w USA za rewolucyjne — progresja podatkowa, bezpłatne studia na publicznych uczelniach, powszechna publiczna służba zdrowia opłacana z podatków — wzbudziły entuzjazm młodych wyborców, którzy najwyraźniej uznali Sandersa za swój głos w dyskusji o przyszłości Ameryki; dość zaskakująco, zważywszy, że senator z Vermont  we wrześniu skończy 75 lat.

Hillary Clinton i Donald Trump
© REUTERS / Craig Lassig/Jay LaPrete
„Oddolność" kandydatury Sandersa objawiła się też w jej finansowaniu: gros funduszy kampanijnych stanowią drobne datki od poszczególnych wyborców — w sumie ponad 3 milionów osób. Średnia wysokość wpłaty to 26 dolarów. To zasadniczo różni go od Hillary Clinton, która od wielu indywidualnych donatorów dostała maksymalną dopuszczalną kwotę 2,7 tys. USD — a nieporównanie większe pieniądze kasuje przez tzw. Super PAC: grupy lobbyingowe teoretycznie niepowiązane z kandydatami, które mogą zbierać szmal od korporacji i organizacji, bez żadnego pułapu wpłat. Sam George Soros ofiarował tą drogą na kampanię Hillary 6 milionów dolków. Z raportów na koniec lutego wynika, że Clinton zebrała do tej pory ok. 190 milionów, z czego nieomal jedna trzecia pochodziła od lobbystów. Sanders — zgromadził prawie 100 mln, w ogóle nie korzystając z korporacyjnego wsparcia. To wyraźnie zwiększa jego wiarygodność — i stawia Clinton w niezręcznej sytuacji, z której reprezentantka kasty rządzącej próbuje wyjść, przejmując wiele jego antykorporacyjnych haseł — jak choćby konieczność założenia prawnego gorsetu na rynki finansowe, których totalna deregulacja doprowadziła do kryzysu roku 2007. 

Niekoniecznie jej to wychodzi, albowiem zasadniczą różnicą między dwojgiem demokratycznych kandydatów na kandydatów jest ich podejście do własnych poglądów. Zwolennicy Sandersa różnicę tę wykorzystali do stworzenia hasztagów #WhichHillary i #OnlyOneBernie („która Hillary" i „tylko jeden Bernie"), które w błyskawicznym tempie zawojowały internet, demonstrując różnicę w konsekwencji i wierności głoszonym wartościom. Różnica owa wypada zdecydowanie na korzyść Sandersa, prezentującego tę samą lewicową postawę od lat 80. ubiegłego wieku — co zręcznie zilustrowano montażem cytatów z jego wystąpień, poczynając od roku 1988. W przypadku Hillary Clinton trudno jest znaleźć kwestię, co do której w trakcie swojej politycznej kariery nie zmieniłaby zdania: poczynając od małżeństw gejowskich, poprzez powszechną opiekę medyczną i restrykcyjną politykę karną, kończąc na wojnie w Iraku i embargu wobec Kuby.

Najważniejszą niekonsekwencją Sandersa — z punktu widzenia postępowego lewicowego elektoratu — może się zdawać jego stosunek do religii. W Stanach, gdzie religia jest w życiu publicznym obecna w tym samym nadmiarze, co w Polsce, albo i bardziej, religijność kandydatów ma spore znaczenie. Toteż rozmaite wyznaniowe wspólnoty zachłystywały się uczynionym przez Berniego parę tygodni temu wyznaniem, iż „ma bardzo silne uczuciach religijne i duchowe". Jednakże jego religijność nie ma nic wspólnego z żydowską — czy jakąkolwiek inną — ortodoksją. Zapytany o swoją duchowość, odparł niedawno: „to nie jest judaizm — chodzi raczej o to, o czym mówi papież Franciszek: nie możemy czcić wyłącznie miliarderów i dążenia do coraz większych i większych pieniędzy. W życiu chodzi o coś więcej".

Jednak — w razie, gdyby ktoś miał ochotę doszukiwać się w powyższym cytacie ukłonu pod adresem papizmu — warto odnotować, iż  z punktu widzenia Kościoła kat. poglądy Berniego są całkiem nie do zaakceptowania — nawet wtedy, kiedy odwołuje się do „wartości rodzinnych".

„Zbyt długo już godzimy się na to, żeby »wartości rodzinne« były zawłaszczane przez prawicę. Kiedy moi republikańscy koledzy mówią o wartościach rodzinnych, przeważnie mają na myśli walkę z antykoncepcją, odmawianie kobietom prawa wyboru, sprzeciw wobec praw gejów czy edukację seksualną opartą na promowaniu abstynencji. Tymczasem prawdziwe wartości rodzinne  to prawo do płatnych wakacji, urlopów macierzyńskich, zwolnień chorobowych. I powiedzmy też głośno i wyraźnie: to kobieta decyduje o swoim ciele — nie władza" — mówił na początku kampanii. Wtorkowe prawybory, w których Clinton zwyciężyła w 7 stanach, a Sanders w 4 — są dość powszechnie przedstawiane jako jej koniec. Z całą pewnością ten ton przeważa w komentarzach w Polsce. Jednak sprawa jest nieco bardziej skomplikowana.

Korespondent Międzynarodowej Agencji Informacyjnej „Rossija Siegodnia Leonid Swiridow
© East News / Tomasz Urbanek
O tym, kto uzyska nominację Partii Demokratycznej zadecydują głosy 2383 z 4763 delegatów na Narodową Konwencję Demokratów, która odbędzie się między 22 a 25 lipca w Filadelfii. Obecnie Hillary ma po swojej stronie 1001 delegatów, a Bernie 371. To nie wygląda dobrze. Ale trzeba pamiętać, iż Partia Demokratyczna ma dwie kategorie „elektorów": rzeczywistych delegatów, wybieranych przez członków partii w poszczególnych stanach i tzw. „superdelegatów", czyli przedstawicieli partyjnej elity: kongresmanów, senatorów i innych ważnych Demokratów, którzy dostają prawo głosu z klucza partyjnego. Jest ich 712 i tym się różnią od delegatów regionalnych, że nie są zobowiązani do głosowania na konkretnego kandydata: mogą poprzeć, kogo uznają za stosowne i zmienić zdanie w każdej chwili. Ich wybór jest wyborem partyjnego establishmentu, który z zasady nie prezentuje entuzjazmu wobec rewolucyjnych zmian. Z 1001 głosów delegatów, którymi dysponuje dziś Hillary Clinton — 457 to głosy takich właśnie partyjnych bonzów. Bernie zdobył poparcie jedynie 22 z nich. To oznacza, że wśród delegatów ludowych przewaga Clinton — jeszcze pół roku temu uważanej za pewnego zwycięzcę — nad nieznanymi nikomu Sandersem wynosi niespełna 200, czyli ok. 4 procent. To nie jest różnica nie do pokonania: do lipca sytuacja może się jeszcze zmienić.

A nawet jeśli nie — nawet jeśli Hillary Clinton zdobędzie w końcu demokratyczną nominację — będzie musiała liczyć się z poważną siłą, jaką w Partii Demokratycznej okazali się zwolennicy socjalizmu, postępu i Berniego Sandersa. To w Ameryce całkiem nowe zjawisko.

Agnieszka Wołk-Łaniewska, publicystka polska, Warszawa

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Trump: Hillary Clinton i Barack Obama stworzyli Państwo Islamskie
Gratulacje dla Grecji
Clinton nazwała stosunki z Putinem „interesującymi"
Tak hartuje się stal
Clinton nie wyklucza „kolejnego resetu" w stosunkach z Rosją
Matka rządzi
Prawybory w USA: Hillary Clinton triumfuje w Karolinie Południowej
Tagi:
Wall Street, Bernie Sanders, Hillary Clinton, USA, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz