02:17 20 Luty 2019
Benghazi

Libia po pięciu latach od natowskich bombardowań

© REUTERS / Esam Omran Al-Fetori
Opinie
Krótki link
31036

19 marca 2011 r. kraje NATO rozpoczęły bombardowania Libii, które doprowadziły do śmierci Kadafiego i zniszczenia najbardziej rozwiniętego kraju w Afryce. Dziś pogrążona w chaosie Dżamahirijja zamienia się w forpocztę Państwa Islamskiego i znajduje się o krok od nowej interwencji zachodnich demokracji – pisze dziennikarz RT Ilja Ogandżanow.

Anarchia – matka porządku

Bojownicy Daesh
© AP Photo / AP Photo via militant website, File
Pięciolatka „demokratycznych reform” w Libii zakończyła się fiaskiem. Na terytorium niegdyś zjednoczonego państwa powstało kilka rywalizujących ze sobą ośrodków władzy. Przede wszystkim dwa antagonistyczne „centralne” rządy w Trypolisie i Tobruku, które Zachód bezskutecznie próbuje pogodzić. Na południu rządzą plemiona Tuaregów i  Tubu. Poszczególne miejscowości i miasta kontroluje niezliczona liczba mniejszych klanów. Główną alternatywą siłą w tym kraju jest jednak Państwo Islamskie.

Nowa forpoczta islamistów

Sukcesy rosyjskich sił powietrznych w Syrii zmuszają dżihadystów do poszukiwania nowej bazy. Bardzo możliwe, że stanie się nią Libia.

Perspektywa zajęcia znacznego terytorium Libii przez Państwo Islamskie grozi Europie co najmniej kolejną falę uchodźców. Ponadto Libia, zamieniając się z forpocztę islamistów, może stać się bazą wypadową dla ataków na sąsiadujące kraje. Co więcej, zagrażać Europie Zachodniej atakami terrorystycznymi a nawet interwencją. Według niektórych danych, obecnie w Libii jest około 6 000 dżihadystów. Ich liczba stale rośnie.

W poszukiwaniu czarnego złota

Czynnik ekonomiczny jest jednym z decydujących w libijskim problemie. Państwo Islamskie, które umocniło się na północy Libii, dąży do rozszerzenia swego terytorium i zajęcia kluczowych libijskich złóż ropy naftowej, portów i rafinerii. W wyniku straty ponoszą zachodnie przedsiębiorstwa, które bezpośrednio lub pośrednio przejęły kontrolę nad zasobami Dżamahirijji.

Operacja lądowa: otwarta kwestia

W Libii są obecne jednostki specjalne Francji, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Co prawda, nie zawsze jest to uzgodnione. Ale małe siły nie poradzą sobie z ISIL. Czy NATO odważy się na bezpośrednią interwencję, to otwarta kwestia.

„Operacja lądowa jest możliwa tylko w przypadku zakrojonych na wielką skalę ataków terrorystycznych na terytorium Stanów Zjednoczonych – powiedział Siergiej Sieriogiczew. – Ale interwencja wojskowa nie rozwiąże problemu z PI. Dla Zachodu jedynym wyjściem z libijskiego ślepego zaułka jest znalezienie nowego Kadafiego.  I pozostawienie bez odpowiedzi, po co zabito starego. Nie ma odpowiedniego kandydata do tej roli, oprócz Haftar, który nie może zdać minimum kandydackiego na Kadafiego, tj. zająć Benghazi”.

W styczniu rzecznik Białego Domu Josh Ernest oświadczył, że Waszyngton nie wyklucza operacji lądowej. Ale – zdaniem dziennikarza – Amerykanie postarają się znowu podzielić odpowiedzialność z europejskimi sojusznikami.

Zobacz również:

Rostów nad Donem: w internecie pojawiło się nagranie rozmowy pilotów z dyspozytorem
Pentagon wydał 500 mln dol. na szkolenie sił opozycyjnych w Syrii
Największe katastrofy lotnicze w Rosji w ciągu ostatnich 10 lat
Tagi:
Daesh (Państwo Islamskie), Muammar Kaddafi, Libia, Europa, USA
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz