11:25 18 Listopad 2017
Warszawa+ 3°C
Moskwa+ 3°C
Na żywo
    Prezydent Polski Andrzej Duda

    Nie będzie audiencji u papieża demokracji

    © REUTERS/ Stefan Wermuth
    Opinie
    Krótki link
    Mateusz Piskorski
    251496731

    Nie będzie audiencji u papieża liberalnej demokracji. Prezydent Andrzej Duda nie sfotografuje się podczas swojej wizyty w Stanach Zjednoczonych z pierwszym sekretarzem waszyngtońskiego KC, ukochanym przywódcą, starszym bratem i zasłużonym noblistą. To znak. To afront, całkowicie świadomy.

    Witold Waszczykowski
    © AFP 2017/ Emmanuel Dunand
    To powód do lęku i przyczyna braku snu. To powinno dać nam do myślenia. Mniej więcej w takim duchu wypowiadają się media, eksperci znad Wisły, a przede wszystkim politycy.

    Do siedziby Komitetu Centralnego „wolnego świata" wybiera się za to niejaki Mateusz Kijowski. Wprawdzie zdjęcia z papieżem demokracji lider jej lokalnego, polskiego kościoła sobie tym razem nie zrobi, ale na dobry początek spotka się z istotnymi hierarchami w demoliberalnej ziemi świętej.
    Przedstawiciel lobby banksterów Ryszard Petru oznajmia, że brak rzeczonej audiencji „to bardzo mocny sygnał dla świata", dodając, że on osobiście w tej sprawie do ukochanego przywódcy Obamy nie dzwonił.

    Lamentuje niezastąpiona „Gazeta Wyborcza": „to znak, jak bardzo podupadł wizerunek Polski na świecie". Jej publicysta Bartosz T. Wieliński nawołuje do subordynacji, przypomina, że jego ekscelencja nuncjusz kościoła liberalnej demokracji, czyli ambasador USA w Warszawie, kilkukrotnie dawał już instrukcje liderowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu, przyjeżdżali do nas emisariusze największego z noblistów — senatorowie, którzy wpadli do Krakowa, by wezwać tam na dywanik prezydenta Dudę. I nic, żadnych rezultatów, żadnego opamiętania. Woła na puszczy „Newsweek" (tygodnik „rzetelne inaczej"). Płacze Eugeniusz Smolar, wylewają łzy liberałowie.
    Lamentuje też PiS. W przekonaniu polityków partii rządzącej, audiencji przeszkodziły wraże siły opozycji. Pewnie zaczyna też się trochę obawiać — wspomniany Kijowski może przecież otrzymać w USA instrukcje, jak zorganizować nad Wisłą zadymę prowadzącą do kolejnej „kolorowej rewolucji". Na wszelki wypadek.
    Przechodząc do nieco poważniejszej refleksji: nikt nie zastanawia się, o czym Duda miałby z Obamą rozmawiać.

    Stosunki podległości wobec waszyngtońskiej metropolii trwają w najlepsze, czego dowodem jest konsensus elit w sprawie prośby o przysłanie do Polski kontyngentu okupacyjnego.

    PiS ramię w ramię z liberałami i banksterami popiera ratyfikację umowy o Transatlantyckim Partnerstwie Handlowym i Inwestycyjnym (TTIP), praktycznie likwidującym możliwości obrony interesów Państwa Polskiego przed korporacjami zza oceanu. Z punktu widzenia Białego Domu wszystko idzie zgodnie z planem. Liderzy państw satelickich porozmawiają sobie podczas szczytu nuklearnego i zacieśnią współpracę — Duda spotka się z prezydentami Turcji, Ukrainy i Gruzji. A okazja do kolejnego zdjęcia z Obamą przed zakończeniem jego kadencji jeszcze będzie — niebawem lider wolnego świata odwiedzi gubernię warszawską przy okazji lipcowego szczytu NATO.

    Relacje w formacie hegemon — wasal trwać będą w najlepsze, niezależnie od tego, kiedy odbędzie się audiencja władz Polski u prezydenta — noblisty.

    Mateusz Piskorski, polski politolog, Warszawa

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Tam, gdzie pan może Pana Prezesa pocałować
    Swiridowa wiara w Polskę
    "Andrzej Dupa" w toalecie
    Tagi:
    Newsweek, Gazeta Wyborcza, NATO, Ryszard Petru, Andrzej Duda, Barack Obama, Waszyngton, USA, Warszawa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz