22:14 20 Listopad 2017
Warszawa+ 2°C
Moskwa+ 2°C
Na żywo
    Polska flaga

    Ranking polskich lęków i fobii

    © flickr.com/ Lukas Plewnia
    Opinie
    Krótki link
    Mateusz Piskorski
    3524261713

    Polski establishment w jednym szeregu wśród największych zagrożeń dla światowego pokoju wymienia Państwo Islamskie i Federację Rosyjską. Nie istotne dla nich to, że żyjąca do dziś na Podlasiu społeczność tatarska była tradycyjnie jedną z najbardziej lojalnych wobec Rzeczypospolitej historycznych mniejszości.

    Według kolejnych badań opinii publicznej, Polacy najbardziej w dalszym ciągu obawiają się problemów w sferze egzystencjalnej — utraty pracy, choroby, na której wyleczenie nie będzie ich po prostu stać, kredytu, którego nie będą mogli spłacać. To typowe dla tzw. społeczeństwa ryzyka, którym staliśmy się w wyniku neoliberalnej, podyktowanej przez Zachód transformacji. Zbyt intensywne dyskutowanie o tych lękach, a przede wszystkim o ich źródłach, mogłoby z czasem doprowadzić do nie do końca wygodnych z punktu widzenia rządzących wniosków. Dlatego te uzasadnione lęki trzeba skutecznie tłumić fobiami przed zagrożeniami zewnętrznymi, mniejsza o to, czy realnymi, czy po prostu wyimaginowanymi.

    Strefa Schengen
    © REUTERS/ Wolfgang Rattay
    Niestabilne, delikatnie mówiąc, otoczenie międzynarodowe sprzyja takim zabiegom. Zderzają się przecież, jak pisał przed laty Samuel Huntington, cywilizacje; na naszych oczach do tego zderzenia dochodzi całkiem niedaleko — w Paryżu, w Brukseli, a nawet w Kolonii. Stąd trudno się dziwić, że — według różnych badań — około 70% ankietowanych Polaków stanowczo sprzeciwia się przebywaniu na terytorium Polski jakichkolwiek imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Nieważne, że problem z nimi jest czysto wirtualny i teoretyczny. Przybysze z krajów muzułmańskich mają przecież zagwarantowaną wolność poruszania się i dopóki istnieje strefa Schengen. Zapewne — jak to miało miejsce już wcześniej w przypadku imigrantów z Kaukazu — po spędzeniu kilku dni czy tygodni w mało gościnnej Polsce dołączą do swoich pobratymców w Niemczech, korzystając z tamtejszej hojnej polityki socjalnej. Zimą w Zgorzelcu nadgorliwi pracownicy jednej z firm ochroniarskich rzucili się w pościg za młodym człowiekiem „o arabskim wyglądzie". Okazało się, że to obywatel Syrii, ale przebywający w Polsce całkowicie legalnie, nie będący przy tym tzw. uchodźcą. Sprawa została nagłośniona medialnie, a działania dziarskich ochroniarzy spotkały się z gromkim poklaskiem internautów. To ilustracja psychozy, która po kolejnych atakach terrorystycznych w Belgii czy Francji będzie tylko wzrastała.  Jej kluczowym elementem jest islamofobia. Jesienią ubiegłego roku niezidentyfikowani sprawcy w „patriotycznym" uniesieniu zbezcześcili zabytkowy meczet w Kruszynianach. Nie istotne było dla nich to, że żyjąca do dziś na Podlasiu społeczność tatarska była tradycyjnie jedną z najbardziej lojalnych wobec Rzeczypospolitej historycznych mniejszości. Co jakiś czas medialnie nagłaśniane są wygłupy tych, którzy o islamie nie mają zielonego pojęcia, co nie przeszkadza im wchodzić w rolę ekspertów.

    Agnieszka Wołk-Łaniewska
    © Zdjęcie: Leonid Swiridow
    Błyszczy gwiazda niejakiej Miriam Shaded, której fundacja ściąga do Polski Syryjczyków w zamian za to, że przystąpią oni do prowadzonej przez ojca wspomnianej aktywistki sekty — Kościoła Dobrego Pasterza. Błyszczy wybrany z list Pawła Kukiza, silący się na radykalizm w całej tej licytacji poseł Robert Winnicki, na którego manifestacjach słyszymy słowa o „islamskiej dziczy". Krótko mówiąc, o nieistniejącym — i w świetle ostatnich wypowiedzi premier Beaty Szydło, czysto wirtualnym problemie — mówią ludzie o nikłych kompetencjach, a już na pewno nie wiedzący nic o islamie. Gdyby o nim coś wiedzieli, zwróciliby uwagę, że sekciarze tworzący podwaliny ideologiczne Państwa Islamskiego czy innych organizacji terrorystycznych, mają z islamem tyle wspólnego, co Kościół Dobrego Pasterza Shaded z tradycyjnym chrześcijaństwem, czyli niewiele, jeśli nie całkiem nic.

    Realny napływ imigrantów do Polski przychodzi z zupełnie innego kierunku. Władze polskie oficjalnie przyznają, że na naszym terytorium przebywa około półtora miliona imigrantów zarobkowych z sąsiedniej Ukrainy. Kolejne kilkaset tysięcy prawdopodobnie znajduje się w Polsce nielegalnie. Większość z nich nie zamierza — w przeciwieństwie do wirtualnych muzułmanów — jechać dalej na zachód. Wielu otrzymało Karty Polaka uprawniające ich do ubiegania się o karty pobytu stałego w Polsce. Ich obecność wychwalana jest przez przedsiębiorców i wielki biznes, któremu zawsze przyda się tania siła robocza, cicho siedząca i nie upominająca się o swoje elementarne prawa. Nie znajdziemy o nich prawie żadnych informacji w mediach, które wolą koncentrować się na ostrzeganiu przed rzekomym zagrożeniem islamskim. Dlaczego?

    Źródłem przemilczania realnego problemu zasygnalizowanego powyżej, jest fobia numer dwa, do niedawna zajmująca zresztą pierwsze miejsce wśród wszystkich lęków w przestrzeni informacyjnej. To fobia przed złym imperium, czyhającym na wschodzie i planującym kolejne agresywne posunięcia. Fobia przed Rosją. Napisano już na jej temat tyle, że trudno coś nowego w tej sprawie dodać. W niemal każdej wypowiedzi publicznej polskich polityków, niezależnie od partyjnych barw, pojawia się ów wszechobecny strach. Słyszymy nieustannie o przesmyku suwalskim, o Iskanderach w Kaliningradzie i o rzekomej inwazji na Ukrainę. Establishment w jednym szeregu wśród największych zagrożeń dla światowego pokoju wymienia Państwo Islamskie i Federację Rosyjską. Co druga wypowiedź polskich polityków na temat największego wschodniego sąsiada Polski kwalifikuje się na materiał dowodowy do postępowania sądowego w sprawie naruszenia dóbr osobistych narodu rosyjskiego, a także pomówień pod adresem jego przywódców. Opinia publiczna do tego przywykła. Część poddała się zmasowanej fali kłamstw powtarzanych tysiące razy, część pozostała na nie całkowicie obojętna, a u części powodują one reakcję całkowicie odwrotną od zamierzonej przez ich nadawców.

    Pojawia się bowiem problem ze spójnością przekazu. Z jednej strony słyszymy w polskich mediach o okrucieństwach i terrorze Państwa Islamskiego, choć wielu Polaków myli Daesh z islamem w ogóle. Z drugiej tymczasem, to właśnie Rosja podjęła do tej pory jako jedyna walkę z tą formacją, ukazując przy tym na realne przyczyny problemu i nie udając, że wziął się on znikąd. Pojawia się w ten sposób dysonans poznawczy. Skoro „zły" Putin walczy ze „złym" kalifatem, to może jednak nie jest taki zły, jak go malują? Dlatego polskie media w znakomitej większości, a politycy głównego nurtu niemal wszyscy, milczą o niedawnym odbiciu Palmiry z rąk terrorystów. W dobie Internetu trudno jednak ukryć fakty i stopniowo Polacy redukują dysonans poznawczy, pozbywając się fobii numer dwa — panicznego lęku przed Rosją.

    Mateusz Piskorski, polski politolog, Warszawa

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Merkel jest przekonana o słuszności swojej polityki wobec migrantów
    Pojednanie przez opluwanie
    Nauki ze Swiridowa: „bezpieczeństwo jest najważniejsze”
    Rosja powróciła do gry na globalnej arenie
    Przekleństwo wyklętych
    Tagi:
    Państwo Islamskie, migranci, migracja, strefa Schengen, Unia Europejska, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz