16:35 20 Listopad 2017
Warszawa+ 3°C
Moskwa+ 2°C
Na żywo
    Keukenhof park Holandja

    Kijów: Holenderski języczek u wagi

    © REUTERS/ Yves Herman
    Opinie
    Krótki link
    Marceli Szpaczyński
    71088391

    Holendrzy w środę głosują w referendum dotyczącym ratyfikacji umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z Unia Europejską. O co chodzi upartym Holendrom, skoro ich parlament już dawno ratyfikował tę samą umowę?

    Płac Niepodległości w Kijowie
    © Sputnik. Andrej Stenin
    Odpowiedź na to pytanie nie jest taka prosta, jak się wydaje na pierwszy rzut oka.

    Ratyfikacja parlamentarna rzeczywiście miała miejsce, ale środowiska skupione wokół organizacji GeenPeil doprowadziły do sytuacji, kiedy władze będą musiały wziąć pod uwagę wyniki dzisiejszego referendum. Chodzi o Europę.

    Ukraina jest tylko pretekstem, ale pretekstem wyjątkowo nieszczęśliwie dobranym. Trudno wymagać od Holendrów, by zachwycili się możliwym ułatwieniem członkostwa w Unii dla kraju, który skupia w sobie jak w soczewce wszystkie możliwe niedostatki współczesnych stosunków między Unia Europejską a niezrzeszonymi w niej krajami tego kontynentu.

    Krwawa wojna domowa, która pogrąża Ukrainę w otchłań biedy i cierpienia, korzeniami tkwi w niemądrej grze Unii Europejskiej przeciwko Rosji. Najpierw były niedwuznaczne gesty poparcia dla uczestników Majdanu. Potem złamana umowa między protestującymi a prezydentem Janukowyczem, którą gwarantowały kraje członkowskie Unii Europejskiej, a które od początku wiedziały, że nie mają zamiaru jej dotrzymywać. Przez to zmiana władzy nabrała cech przewrotu, który od początku państwa unijne z ochotą popierały. Bezrefleksyjne poparcie nowych władz Ukrainy, bez zwracania uwagi na coraz silniejsze elementy skrajnego nacjonalizmu było tym większe, im dany kraj był widoczniej proamerykański. Polska wiodła w tym chórze role wiodącą.

    Maciej Wiśniowski
    © Zdjęcie: Igor Motowiłow
    I potem już wszystko było wiadomo: niezależnie od krwawych ofiar na samym Majdanie, nowe ukraińskie władze nie rozwiązały ani jednego problemu z tych, które trapiły Ukrainę od ogłoszenia niepodległości. Bieda, korupcja i bezwzględne rządy oligarchów przy nowej władzy poczuły się jeszcze pewniej. To też „zasługa" Unii Europejskiej, która popierała Ukrainę przecież nie z miłości do tego kraju, tylko z wrogości do Rosji. I też nie dlatego, że Europa naprawdę uważa, że Rosja jest jej wrogiem, ale dlatego, że takie były wytyczne z Waszyngtonu, wobec którego Unia Europejska już dawno przestała udawać, że jest czymś więcej niż tylko lokajem.

    Trudno, żeby Holendrzy tego wszystkiego nie widzieli. Na to nałożyły się problemy w samej Unii i na dodatek kryzys uchodźców, który dotknął i samą Holandię, choć nie w takim stopniu jak Grecję czy Niemcy. Ale strach był podobny.

    Zatem idea referendum znalazła tu aż nadto zwolenników. I to niezależnie od tego, że oczywiście oskarżano ich o to, że są finansowani przez Putina. Dość wygórowany limit ważnych głosów za referendum, które trzeba było zebrać, by się ono odbyło, wyznaczono na 300 tysięcy. Zebrano o 150 tysięcy więcej niż wymaga prawo. To świadectwo tego, że Holendrzy chcą być wysłuchani bezpośrednio, bez pośrednictwa parlamentu, który teoretycznie reprezentuje całe społeczeństwo, ale jak trzeba przejawić wymaganą jedność europejską, to niezbyt chętnie wysłuchuje swoich obywateli. Zatem oni wzięli sprawy we własne ręce.

    Walonki z symbolami Rosji
    © Sputnik. Aleksej Daniczew
    Zanim jeszcze do referendum doszło, Holandia stała się arena zupełnie zabawnych przepychanek.

    W ramach agitacji za głosowaniem pro ukraińskim, do Holandii przybyła delegacja polskich parlamentarzystów, którzy agitowali na rzecz Ukrainy poprzez pokazywanie wystawy o „zbrodniach separatystów" na terenach wokół Doniecka i Ługańska. Owszem, przywieźli dość drastyczne zdjęcia. Nie wiadomo, kto im podpowiedział tę koszmarną inicjatywę, która wywołała wśród spokojnych mieszkańców Niderlandów skutek dokładnie odwrotny. Kto bowiem będzie głosował za integracją z krajem, w którym jedni obywatele robią tak straszne rzeczy innym swoim obywatelom?

    Przybyła także delegacja ukraińska z ministrem spraw zagranicznych Ukrainy Pawłem Klimkinem, ale odzew na ich starania był niewielki. I do tego trzeba dodać wypowiedź premiera Holandii Marka Rutte, który całkiem bez kręcenia stwierdził, że Ukraina nigdy nie powinna być i nie będzie członkiem Unii Europejskiej. Przyznać trzeba, że przy takich argumentach trudno być w Holandii zwolennikiem integracji Ukrainy z Unią.

    Jak wskazują sondaże, utrzymuje się niewielka przewaga tych, którzy będą głosować przeciwko stowarzyszeniu Ukrainy z UE. Na referendum obiecuje przyjść 45 proc pytanych, czyli 15 proc. więcej niż trzeba do jego uznania.

    Odrzucenie Ukrainy będzie tylko potwierdzeniem, że Unia znajduje się w ciężkim kryzysie, który może spowodować jej zgon.

    A czy zaszkodzi Ukrainie? Wiele gorzej być już nie może, zresztą to wcale nie o nią chodzi.

    Marceli Szpaczyński, polski publicysta, Warszawa

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Ukraina???
    MSZ Rosji: Warszawa łamie swoje zobowiązania prześladując rosyjskiego dziennikarza
    Między Waszczykowskim i Fellinim
    Swiridowa wiara w Polskę
    Rusofobia MADE IN POLAND. Część I
    Tagi:
    referendum, Unia Europejska, Holandia, Rosja, Ukraina, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz