15:10 19 Wrzesień 2018
Na żywo
    Normandzka czwórka w Paryżu

    Uregulowanie kryzysu wewnątrzukraińskiego. Kijów nie chce, czy nie może?

    © AFP 2018 / Patrick Kovarik
    Opinie
    Krótki link
    Leonid Sigan
    4321

    Rozmowa z Konradem Rękasem, wiceprezesem Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych.

    - W Berlinie w środę odbyło się spotkanie szefów MSZ państw „normandzkiej czwórki" — Francji, Rosji, Niemiec i Ukrainy. Oficjalnego komunikatu o wynikach spotkania nie było. Lecz z niektórych dość enigmatycznych wypowiedzi negocjatorów wynika, że szczególnego postępu w uregulowaniu kryzysu wewnątrzukraińskiego nie osiągnięto. Z niektórych komentarzy jednak można wyciągnąć wniosek, że Kijów nadal nie może lub nie chce wykonać ustaleń porozumienia z Mińska. Więc jak Pan redaktor sądzi: nie może, czy nie chce?

    — Przede wszystkim budzi pewne politowanie ton komentarzy, między innymi ministra Steinmeiera, komentatorów zachodnich, a także mediów w Polsce. Z upodobaniem powtarzane jest przez nich twierdzenie o braku przełomu w pracy „normandzkiej czwórki". To tak, jakby ludzie, sami dorzucając drew do pożaru, dziwili się, że nadal płonie. Jeśli strona zachodnia, mówiąc tak ogólnie, nie zaprzestanie podtrzymywania ognia wojny na Ukrainie, to nigdy nie przestanie płonąć. Tymczasem cały czas zapewniając  Kijów o swoim bezwarunkowym poparciu politycznym, zapowiadając o dalszych ustępstwach, zniesieniu wiz, o kolejnych miliardach dolarów, z których część zostanie przez juntę kijowską ukradziona, a reszta przeznaczona na wojnę z Donbasem, nigdy nie skłoni się Kijowa do respektowania porozumień z Mińska.

    Jeśli chodzi o działania polityczne obecnych władz ukraińskich, to mnożą one kolejne preteksty do tego, aby nie doprowadzić do pacyfikacji sytuacji. Jeśli sięgnie się pamięcią do poprzednich spotkań normandzkiej czwórki, do samego formatu mińskiego, to widać wyraźnie, że chodzi tam o równoległe i zintegrowane działania, o równej wadze dla uregulowania problemu ukraińskiego. Mowa jest zarówno o rozwiązaniu militarnym, czyli zaprzestaniu działań wojennych, wycofaniu ciężkiego sprzętu z rejonu walk, jak i o reformie konstytucyjnej na Ukrainie, o zapewnieniu bezwarunkowej obustronnej amnestii, o poszanowaniu praw człowieka, praw opozycji po obu stronach obecnego frontu. Jeśli spojrzymy na to, to widać wyraźnie, że strona kijowska nie dotrzymała żadnej części swoich zobowiązań i tylko mnoży warunki.

    Kiedy mówimy o kryzysie formatu normandzkiego i o tym, co jeszcze trzeba zrobić, to warto nie zapominać o tym, czego nie zrobiono. Jeśli mówi się nadal, że jest potrzeba wycofania ciężkiego sprzętu, to jest to pośredni dowód na to, że cały czas trwa ostrzał artyleryjski i czołgowy Republiki Donieckiej i Ługańskiej prowadzony ze strony ukraińskiej. Gdyby Ukraińcy tego nie robili, nie byłoby potrzeby ciągłego mówienia o wycofaniu ciężkiego sprzętu. Ukraińcy cały czas twierdzą, że warunkiem dla dalszej normalizacji sytuacji jest sprowadzenie na Ukrainę do strefy rozgraniczenia sił zewnętrznych, przynajmniej sił policyjnych OBWE. A przypomnę, że mówiło się również o interwencji wojskowej.

    To jest, zresztą, oczywisty cel prezydenta Poroszenki i całej ekipy kijowskiej, czyli wejście na teren Ukrainy wojsk zachodnich, sił natowskich, być może pod jakimkolwiek innym szyldem, i sprowokowanie konfliktu z udziałem tych sił, aby odciążyć regularnie bite oddziały kijowskie i doprowadzić do eskalacji konfliktu już na skalę światową. To bardzo niebezpieczna gra. Nie ma żadnych przesłanek, aby na przykład wybory w Noworosji odbywały się pod nadzorem zewnętrznym. Jeśliby do takiego rozwiązania miało dojść, to w pierwszej kolejności należałoby do rozmów wielostronnych dopuścić przedstawicieli obu republik ludowych jako równorzędnych partnerów. Wówczas można byłoby dyskutować o tym, czy oni dobrowolnie zgodzą się poddać dalszej kontroli międzynarodowej, która i tak jest daleko posunięta w przeciwieństwie do tego, co się dzieje na Ukrainie. Obecna polityczna Ukraina, w której prześladuje się opozycję, w której trwają bójki w parlamencie, w której władza korupcyjna sięga w tej chwili najniższego i najwyższego równocześnie poziomu, ta Ukraina potrzebuje nadzoru może nie tyle zewnętrznego, ile ze strony własnych obywateli, i tego właśnie władze w Kijowie nie chcą swoim obywatelom zapewnić.

    - Przemawiając podczas debaty w Sejmie na temat audytu poprzedniego rządu, minister Waszczykowski znowu wrócił do sprawy absencji Polski w „normandzkim formacie". I że to Donald Tusk wykluczył Warszawę z tego formatu. Czyżby tylko Tusk był temu winien?

    — Dyskusja o sytuacji politycznej w Polsce przypomina trochę sytuację w winiarstwie —mamy wina wytrawne, wina słodkie i winę Tuska. Zarówno minister Waszczykowski, podobnie jak i przedstawiciel poprzedniego rządu, były minister Schetyna, nie są w stanie powiedzieć jednego: cóż takiego Polska mogłaby wnieść do rozmów wielostronnych w sprawach ukraińskich, jeśli nie ma nic samodzielnego i ciekawego na ten temat do powiedzenia. Jedynie powtarza bezkrytycznie elementy propagandy rozsiewanej przez Kijów i wykonuje polecenia wydawane wprost z Waszyngtonu. Przy czym w takiej najbardziej koślawej i skrajnej wersji, jakby III Rzeczpospolita była najbardziej radykalną frakcją „jastrzębi" neokonserwatyzmu amerykańskiego.

    Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk
    © AP Photo / Geert Vanden Wijngaert
    Dopóki Polska nie odpowie na pytania, co mogłaby wnieść do organizacji politycznej Europy Środkowo-Wschodniej, co nowego, rzeczywiście wartościowego, dopóty nie ma powodu, żeby pchała się do pierwszej linii. To nie jest w polskim interesie. Ta pozycja Polski, a właściwie jej kompletny brak, ta niesamodzielność polityczna Warszawy jest doskonale zauważalna na arenie międzynarodowej. Widzą to też obserwatorzy zewnętrzni na Zachodzie, gdzie Polska jest traktowana nieufnie, jako czynnik amerykańskiej polityki w Europie, i to w dodatku niestabilnej i niebezpiecznej. W związku z czym nie jest to kwestia tego czy innego polityka i jego decyzji. Jest to po prostu kwestia błędnej organizacji polityki zagranicznej i geopolitycznej Polski przez cały okres od 1989 roku aż do teraz, przez wszystkie kolejne rządy, włącznie z rządem obecnym, którego wypowiedzi na temat Ukrainy czy na temat sytuacji geopolitycznych w naszym regionie są równie niepoważne jak i poprzedników.

    - Chciałbym poruszyć jeszcze jeden temat. Otóż w czasie wizyty w Kanadzie prezydent Andrzej Duda wyraził zdanie, że dialog z Moskwą należy prowadzić tylko z pozycji siły. Czy takie podejście do dialogu jest produktywne?

    — Jest to dowód ogromnej ignorancji ze strony polskich elit politycznych, dlatego że doświadczenie politologów, historyków, znawców tematu relacji Rosji z otoczeniem międzynarodowym jest jednoznaczne. Rosja jako kraj nastawiony pokojowo, jako kraj nastawiony niezwykle nieagresywnie wobec sąsiadów. Zwłaszcza w porównaniu z działaniami takich ośrodków politycznych jak na przykład Stany Zjednoczone jest krajem nastawionym negocjacyjnie i gotowym do daleko idących ustępstw i kompromisów, o ile są to kompromisy i ustępstwa obustronne i oparte na dobrej woli.

    Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk
    © East News / Delmi Alvarez/REPORTER
    Nietrudno wskazać dowody z najnowszej, trudnej historii Polski, kiedy najwięcej w relacjach polsko-rosyjskich udawało się osiągnąć czy to na polu historycznym, gospodarczym, czy dyplomatycznym, kiedy następował realny, nie tylko deklaratywny reset. Kiedy udawało się wspólnie wypracować stanowiska i porozumienia. Jakiekolwiek formy pobrzękiwania szabelką kończą się prostym porównaniem potencjału, a ten zawsze będzie niekorzystny dla Polski, jeśli tylko Polska postawi się w tonie konfrontacyjnym wobec Rosji czy któregokolwiek innego sąsiada.

    Polska jest w bardzo głębokim kryzysie demograficznym, świadomościowym, politycznym i gospodarczym. W obecnej sytuacji głoszenie jakichkolwiek deklaracji siłowych wobec kogokolwiek jest niepoważne. Prezydent Duda znakomicie o tym wie. W dodatku w czasie tej mało poważnej wizyty na niskim szczeblu prezydent Duda zapominał o jednym ważnym kontekście —  przebywał w Kanadzie, ośrodku jednej z najsilniejszych i skrajnych diaspor ukraińskich na Zachodzie. Po 44-45 roku ukryło się tam najwięcej przedstawicieli banderyzmu. Tam są silne ośrodki wydawnicze i finansowe dla skrajnych nacjonalistów ukraińskich i dlatego trzeba z ogromną ostrożnością formułować myśli geopolityczne.

    Zobacz również:

    Ukraina obawia się, że Unia Europejska zniesie sankcje wobec Rosji
    Ukraina legalizuje terrorystów
    Ukraina zawiesiła import gazu przez Polskę
    Maria Zacharowa: Ukraina nie potrzebuje Krymu
    Ukraina nie będzie spłacać długu wobec Rosji
    Tagi:
    Konrad Rękas, Andrzej Duda, Witold Waszczykowski, Petro Poroszenko, Frank-Walter Steinmeier, Donald Tusk, Ukraina, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz