07:05 28 Październik 2020
Opinie
Krótki link
Autor
10277
Subskrybuj nas na

Rozmowa z politykiem prof. Tadeuszem Iwińskim.

— Minister Waszczykowski we wtorek sporo słów wypowiedział o sześciomiesięcznym dorobku polskiej polityki zagranicznej. Jeżeli w skrócie — to same sukcesy. Czy Pan profesor podziela taki bilans ministra?

— Pan minister Waszczykowski jest bardzo krytykowany obecnie w Polsce i uważany za jednego z najgorszych ministrów. Jego wczorajsze wystąpienie na otwartym posiedzeniu Rady Ministrów, na którym członkowie rządu prezentowali swoje dokonania, było takie bardzo „samochwalące się", ale według mnie więcej powiedział on wcześniej na posiedzeniu Sejmu, gdy była mowa o audycie działalności poprzedniego rządu. Ostro skrytykował on politykę zagraniczną Sikorskiego, zwłaszcza wobec Rosji.

Mateusz Piskorski
© Zdjęcie : Mateusz Piskorski
Ja bym jednak zwrócił uwagę na coś innego. Wystąpienia ministra Waszczykowskiego na posiedzeniu rządu i wcześniej w Sejmie, czy też wypowiedzi prezydenta Dudy w czasie wizyty we Włoszech, nie zmieniają tego kontekstu, że wizerunek Polski za granicą pogorszył się w czasie pół roku sprawowania rządów przez PiS. Pogorszył się zwłaszcza w UE, w Radzie Europy. Ale nie tylko. Wystarczy przypomnieć wizytę pani premier Szydło w Stanach Zjednoczonych (była na szczycie klimatycznym w ONZ), wtedy nie spotkała się z nikim z rządu. Inny przykład, wcześniejsza wizyta prezydenta Dudy i tylko 2-3 minutowa rozmowa na stojąco z prezydentem Obamą. Kilka dni temu były prezydent USA Bill Clinton określił Polskę i Węgry mianem państw, które chcą się wyzbyć wartości demokratycznych. Przy czym niestety władze Polski nie są tak zręczne jak premier Orban. Może dlatego, że on dobrze mówi po angielsku?

W każdym razie dzisiaj, jeżeli mowa o kształtowaniu relacji z Rosją, to na pierwszy plan są wysuwane dwie kwestie. Rozpoczęcie budowy polskiego segmentu tarczy antyrakietowej w Redzikowie w kontekście zaostrzającej się sytuacji międzynarodowej — w ujęciu władz polskich — i oskarżenie poprzedniej ekipy o to, że rzekomo po katastrofie samolotu pod Smoleńskiem do ambasady polskiej w Moskwie zgłosił się Rosjanin, który miał jakoby dysponować danymi na temat spisku czy niejasnych wydarzeń związanych z katastrofą smoleńską, a władze polskie nie zareagowały, a nawet zwróciły się do Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Tego typu kwestie kształtują obraz polityki i sytuacji Polski w Europie jako w dużej mierze izolowanej. Na przykład jeżeli chodzi o kwestię uchodźców, Polska oświadcza, że nie przyjmie żadnego z nich. Kraj, w którym zrodziła się „Solidarność", nie wykazuje żadnej solidarności w pomocy dla migrantów. Premier Renzi w rozmowie z prezydentem Dudą jasno skrytykował Polskę za to stanowisko. Taki obraz naszego kraju nie jest najlepszy.

— Polska „polityka wschodnia". Czy w tej kwestii widzi Pan jakieś zmiany?

— Ja widzę jedną zmianę, którą uważam za interesującą. Przy całej krytyce ministra Waszczykowskiego wydaje się, że wykonał interesujący ruch, dokonując wizyty w Mińsku, przeprowadzając rozmowy z Łukaszenką. My mamy długą granicę z Białorusią. Nie weszła w życie umowa o małym ruchu granicznym, taka, jaka działa w relacjach z Rosją, nie mówiąc o Ukrainie. Natomiast w stosunkach z Ukrainą brakuje nowej jakości. Kwestie historyczne nie są rozwiązane. Na Ukrainie nie ma widocznych reform. A w relacjach z Rosją bardzo spadły nasze obroty gospodarcze. Ten rząd zamierza zmienić trzydziestu ambasadorów, w tym w najważniejszych państwach, także w Rosji. Brakuje nam kanałów dialogu z Rosją i rząd nie występuje z żadnymi inicjatywami na linii Warszawa-Moskwa. Centrum dialogu nie funkcjonuje, tak samo jak grupa do spraw trudnych. Nie odbył się „Rok Polski w Rosji" i „Rosji w Polsce". Ta „polityka wschodnia" musi być przemyślana na nowo, ona kuleje. Przecież nie wystarcza to, że raz odbyły się konsultacje na stosunkowo niskim szczeblu.

— Priorytetem dla ministra Waszczykowskiego na najbliższą przyszłość jest szczyt NATO w Warszawie. Według „Suddeutsche Zeitung" gospodarze szczytu mogą zatruć jego klimat przez nieprzejednaną postawę. Chodzi o Umowę NATO-Rosja z roku 1997, co w Tallinie wprowadziło nawet w zakłopotanie zastępcę sekretarza generalnego NATO Alexandra Vershbow. Ile prawdy jest w tym pesymistycznym poglądzie niemieckiego dziennika?

— Faktem jest, że ekipa PiS i sam pan minister Waszczykowski od bardzo dawna przedstawiali taką tezę: Polska jest partnerem NATO, jest członkiem NATO, ale drugiej jakości. W związku z tym flanka wschodnia sojuszu powinna być wzmocniona. Tu mają stać bazy. Od początku Amerykanie i Niemcy zachowywali w tej kwestii wstrzemięźliwość i stałe bazy nie powstaną. Za to powstaną bazy materiałowe i będzie rotacyjna obecność żołnierzy Sojuszu. Amerykanie chcą przeznaczyć na ten cel 3,5 mld dolarów. W kwestii Porozumienia Rosja-NATO polski rząd wysuwa argument, że to było porozumienie z okresu, kiedy Polski nie było w NATO i UE. Vershbow skwitował to słowami, że było przecież wiele porozumień, podpisanych zanim Polska wstąpiła do sojuszu, i one przecież obowiązują. Można tylko oczekiwać, że będzie zatwierdzenie tego, co zostało ustalone. Nie będzie stałych baz NATO w Polsce. Niczego nowego nie oczekuję.

Podsumowując, najgorsze jest to, że został nadszarpnięty wizerunek Polski za granicą. Zaufanie traci się szybko, a odbudowuje się je powoli.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Duda przeciwko zimnej wojnie NATO i Rosji
Szefowie MSZ państw NATO podpiszą protokół ws. wejścia Czarnogóry do sojuszu
Tarcza antyrakietowa vs. rosyjskie okręty na Morzu Czarnym, czyli demagogii cd.
Tagi:
Unia Europejska, NATO, Prawo i Sprawiedliwość, Beata Szydło, Andrzej Duda, Witold Waszczykowski, Tadeusz Iwiński, USA, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz